Film

Gwiezdne wojny George'a Lucasa. Wojna Lucasa z fanami

materiały prasowe
Dla miłośników „Gwiezdnych wojen" był stwórcą kosmicznego świata. Teraz nazywają go wandalem za to, że usilnie swoją sagę poprawia – pisze Rafał Świątek
Od 16 września można kupić boks z dziewięcioma płytami Blu-ray. W zestawie: wszystkie części cyklu, a także dokumenty o ich realizacji, sceny niewykorzystane i wiele innych dodatków. Dla miłośnika „Gwiezdnych wojen" byłaby to pozycja obowiązkowa. Zwłaszcza, że filmy można obejrzeć w technologii HD.
Tyle, że z punktu widzenia zagorzałego fana przygód Luke'a i Lei boks nie jest upragnionym prezentem, lecz świętokradztwem. Reżyser, poprawiając w filmach obraz i dźwięk, zdecydował się m.in. na drobną zmianę w dialogach. W kluczowej scenie „Powrotu Jedi" uznał, że lord Vader nie powinien - tak jak dotychczas - rzucać się na Imperatora w milczeniu, ale krzyknąć przy tym „nie!". To samo krzyczą wściekli na Lucasa ludzie, którzy wychowali się na „Gwiezdnych wojnach" i uznają je za dzieło kultowe, nie wymagające poprawek. Dla nich Lucas zabija legendę sagi.
Wojna fanów ze stwórcą trwa już kilkanaście lat. Zaczęła się, gdy w 20 rocznicę premiery „Gwiezdnych wojen" do kin ponownie trafiły pierwsze trzy odsłony cyklu poddane obróbce cyfrowej. Lucas „majstrował" wtedy m.in. przy strzelaninie Hana Solo z pewnym łowcą nagród. W starej wersji to Han oddał pierwszy strzał, co wskazywało, że pilot Sokoła Millenium potrafi grać nieczysto, gdy musi ratować własną skórę. W poprawionym filmie pierwszy strzelał łowca – Han Solo okazywał się więc bohaterem bez skazy. Później reżyser wprowadził do filmów wiele innych modyfikacji – m.in. by stara trylogia tworzyła z nową (zrealizowaną w latach 1999-2005) spójną całość. Jednak najbardziej zmieniły się nie „Gwiezdne wojny", ale sam Lucas. Jeszcze pod koniec lat 80. wystąpił w Kongresie z płomiennym przemówieniem przeciw poprawianiu już istniejących obrazów, krytykując ideę kolorowania czarno-białych produkcji. Mówił: „W przyszłości łatwiej będzie zastąpić stare negatywy nowymi, zmienionymi w stosunku do oryginałów. To byłaby wielka strata dla naszego społeczeństwa. Nasze dziedzictwo kulturowe nie może być modyfikowane." Ale przestał tę zasadę odnosić do siebie, gdy postęp technologiczny umożliwił mu wprowadzanie poprawek do sagi, a odnowione „Gwiezdne wojny" zaczęły świetnie sprzedawać się w kinach. Tyle, że Lucasem nie kieruje wyłącznie chęć zysku. Nigdy nie był w pełni zadowolony z „Gwiezdnych wojen" w ich pierwotnej formie. Jest znany z obsesyjnego wręcz perfekcjonizmu, dąży więc do wymazania z pamięci widzów dawnej trylogii. Chce, żeby istniały tylko nowsze – rzekomo lepsze – wersje jego dzieł. W niedalekiej przyszłości fani mogą być pozbawieni dostępu do starych filmów cyklu. Firma Lucasa nie wznawia ich edycji. Tak jakby stwórca odbierał swoim wyznawcom obiekt kultu, choć to dzięki nim przeszedł do historii kina.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL