Wybory parlamentarne 2011

Jedynki PiS: zakon PC, eksperci, szefowie regionów

Jarosław Kaczyński
Fotorzepa, Roman Bosiacki Roman Bosiacki
Każdemu kandydatowi PiS, który zajmuje pierwsze miejsce, przyjrzał się dokładnie prezes Jarosław Kaczyński
– Mniej więcej połowa jedynek jest w tych wyborach inna niż cztery lata temu. Jednak zmiany nie dotknęły "zakonu PC". Tu nikt nie stracił pierwszego miejsca – mówi ważny polityk PiS.
To było pierwsze kryterium, które Kaczyński przyjął przy  obsadzaniu list. Stąd na jedynkach są Adam Lipiński (Legnica), Joachim Brudziński (Szczecin), Mariusz Błaszczak (Warszawa II), Marek Kuchciński (Przemyśl), Krzysztof Jurgiel (Białystok), Wojciech Jasiński (Płock). A także mniej znani Marek Ast (Zielona Góra), Leonard Krasulski (Elbląg) czy Witold Czarnecki (Konin). Ten ostatni, zupełnie nieznany szerszej publiczności, dostał jedynkę, mimo że z tego samego okręgu startuje rzecznik partii Adam Hofman. Choć to teraz jeden z najbliższych współpracowników prezesa, lider PiS powiedział, iż "ludzie z dawnego PC nie mogą mieć poczucia, że są odsuwani na bok". W Poznaniu Kaczyński wolał wybrać na jedynkę wywodzącego się z PC byłego wojewodę Tadeusza Dziubę niż dotychczasową szefową regionu Małgorzatę Stryjską, która protestując przeciw temu, odeszła z partii.

Miejsce dla profesora

Regionalni baronowie musieli też ustępować zaproszonym na listy profesorom. Jedynki oddali m.in. szefowie struktur w Opolu, Rzeszowie i Siedlcach. Startujący z list PiS profesorowie to osoby od lat znane Kaczyńskiemu. Zaoferował im miejsce jako ekspertom oraz z powodów wizerunkowych – uznał, że uczyni to ofertę PiS atrakcyjniejszą. Od lat dobrymi znajomymi Kaczyńskiego są socjolog prof. Józefina Hrynkiewicz (Rzeszów) i prawnik  prof. Krystyna Pawłowicz (Siedlce). Ekonomista prof. Jerzy Żyżyński (Opole) związany był kiedyś z PC. Nieco inaczej jest z politologiem prof. Włodzimierzem Bernackim (Tarnów) i Pawłem Szałamachą (Piła), prezesem Instytutu Sobieskiego. W przypadku nominacji dla Bernackiego, wykładowcy UJ, widać rękę prof. Ryszarda Legutki, osoby, ze  zdaniem której Kaczyński się liczy. Szałamacha, były wiceminister skarbu, uchodzi za człowieka "do roboty", który w razie zwycięstwa może przydać się przy tworzeniu rządu.
Na podobnej zasadzie jedynki dostała grupa osób z otoczenia śp. Lecha Kaczyńskiego. To też forma podziękowania za trwanie przy atakowanym prezydencie. Stąd start z pierwszego miejsca Andrzeja Dudy w Krakowie, Anny Fotygi w Gdańsku i Łódź dla Witolda Waszczykowskiego. Do tej grupy należy też doradca byłego prezydenta ds. wsi Jan Ardanowski (Toruń). Tam, gdzie nie było spadochroniarza z profesorskim tytułem, szef regionu miał największe szanse na utrzymanie pozycji. Dlatego jedynkami są osoby mało znane w stolicy, ale wpływowe w regionie – Ewa Malik w Sosnowcu czy Beata Mazurek w Chełmie. W tej grupie są też dobrze znani parlamentarzyści: Bolesław Piecha (Rybnik), wiceszefowa PiS Beata Szydło (Chrzanów), Jolanta Szczypińska (Gdynia) czy Arkadiusz Mularczyk (Nowy Sącz).

Za zasługi

Ostatnia grupa to ludzie, którzy jedynki dostali ze względu na swoją pozycję lub zasługi. Antoni Macierewicz (Piotrków Trybunalski), choć irytuje Kaczyńskiego i wielu wpływowych polityków PiS, nie mógł nie dostać jedynki po tym, gdy udało mu się zorganizować zespół badający katastrofę smoleńską. Były szef ABW Bogdan Święczkowski (Wałbrzych) jest symbolem walki z przestępczością. Działa jak płachta na byka na wrogów  IV RP, ale to atut z punktu widzenia PiS. Kosma Złotowski został jedynką w Bydgoszczy w nagrodę za lojalne ustąpienie miejsca w wyborach europejskich Ryszardowi Czarneckiemu. Osobny przypadek to losy Beaty Kempy, którą przesunięto z Dolnego Śląska do województwa świętokrzyskiego. Została tam szefową regionu, co jest awansem, i dostała jedynkę na liście. Ale jednocześnie trafiła do niechętnego jej środowiska. Jak twierdzi wielu polityków PiS, roszada z Kempą miała na celu oderwanie jej od grupy Zbigniewa Ziobry, tak by jednocześnie nie wzrosła zbytnio jej pozycja. Największe jednak emocje wewnątrz partii wywołały dwa awanse, których nie zauważyła opinia publiczna. Chodzi o Piotra Pyzika (Gliwice) i Grzegorza Schreibera (Sieradz). Obaj dostali jedynki dzięki temu, że pracowali w warszawskim biurze partii. O Pyziku krąży anegdota, że starając się o pracę w biurze PiS, koczował kilka dni w samochodzie. – Kaczyński dał mu jedynkę, aby pokazać całej partii, że może awansować każdego. Mówił zresztą to sam na jednym z posiedzeń Rady Politycznej – twierdzi nasz informator. Schreiber, samorządowiec z Bydgoszczy i były poseł ZChN oraz AWS, został przerzucony do Sieradza. Już raz był na listach PiS, ale został z nich skreślony za przedwczesne rozpoczęcie kampanii. W Bydgoszczy jest jednak najbardziej znany z innego wyczynu: w czasie sesji rady miasta uderzył w twarz komendanta straży miejskiej. Ten nie złożył zawiadomienia o  przestępstwie, więc Schreiber uniknął odpowiedzialności karnej. Stracił za to wtedy stanowisko szefa bydgoskiego PiS.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL