Publicystyka

Diabeł i piekło istnieją - o sprawie Nergala

Ewa K. Czaczkowska
Archiwum
Czasem diabeł bywa obecny w sposób materialny. Ojciec Pio był atakowany fizycznie przez szatana przyjmującego różne formy – twierdzi publicystka „Rz"
Największym zwycięstwem szatana jest to, że udało mu się przekonać ludzi, iż nie istnieje – pisał zmarły pod koniec ubiegłego stulecia szwajcarski intelektualista Denis de Rougemont. I się nie mylił. Jak bardzo, widać po dyskusji, jaka toczy się wokół promocji Nergala w publicznej telewizji, a konkretnie wiążącego się z tą postacią kwestii diabła i piekła.

Opisy symboliczne

To, że ludzie niewierzący w Boga odrzucają istnienie diabła i piekła, nie dziwi. Tym bardziej że mają z tym kłopot także ludzie deklarujący się jako chrześcijanie. Dziwi natomiast, że ci pierwsi używają do przedstawienia piekła opisów rzekomo wziętych z nauczania Kościoła – czyli z kotłami z wrzącą siarką i smołą – w które nikt ani nie wierzy, ani tym bardziej nie uwierzy. Swoją cegiełkę do tego dorzuciła w najnowszym numerze "Wprost" prof. Magdalena Środa, przytaczając wyobrażenie piekła jakiegoś XII-wiecznego zakonnika oraz literacki opis kręgów piekielnych Dantego z "Boskiej komedii". Każdy, kto ma jako takie pojęcie o chrześcijaństwie i chrześcijańskiej kulturze, wie, że owe opisy są symboliczne. Są jedynie nieudolnym, bo ograniczonym ludzkim doświadczeniem i wyobraźnią, przedstawieniem bytów, które są realne, ale niematerialne.
Uwierzyć w istnienie świata duchowego, niematerialnego, w którym istnieją byty dobre i złe, nie jest, oczywiście, łatwo. Nie jest łatwo przyjąć istnienie osobowego zła, jakim jest diabeł. Uwierzyć, że nie jest to śmieszny jegomość w czerwonych rajtuzach z różkami, jak próbuje przedstawić go, a tym samym obłaskawić, współczesna kultura, ale byt inteligentny, który ma możliwość wpływania na nasze uczucia i wyobrażenia.

Zniewolenia i opętania

Kim jest w istocie, mówi Biblia. Diabeł jest upadłym aniołem, stworzonym przez Boga, ale zbuntowanym przeciw Niemu, którego celem jest działanie na szkodę człowieka. Nawet gdy początkowo wydawać się może, że jest inaczej, efekt końcowy zawsze jest taki sam. Jeżeli jego wpływu nie domyślamy się we własnym życiu, warto sięgnąć po znakomitą książkę "Listy starego diabła do młodego", w której Clive Staples Lewis pokazuje, jak w inteligentny i przebiegły sposób diabeł wpływa na nasze myśli, a w efekcie działania. Czasem owe duchowe byty manifestują swoją obecność w sposób namacalny, czego boleśnie doświadczył np. ojciec Pio atakowany fizycznie przez diabła przyjmującego różne formy materialne. O istnieniu osobowego zła mogą wiele powiedzieć egzorcyści, którzy wyzwalają ludzi od różnego typu zniewoleń i opętań jako efektów działania diabła. Niestety, wokół ich praktyk tworzy się często aurę sensacji zamiast poważnej, rzeczowej rozmowy. Sprawdza się w ten sposób drugie niebezpieczeństwo naszych czasów, gdy chodzi o kwestię diabła. Obok niewiary w jego istnienie niebezpieczne jest także to, o czym pisał C.S. Lewis, "przesadne, a zarazem niezdrowe zainteresowanie się nim". Widać to choćby po tym, jak o egzorcyzmach piszą tabloidy. W sumie chętniej wierzymy w istnienie opiekuńczych aniołów stróżów niż przebiegłych, działających na szkodę duszy człowieka diabłów. Podobnie jest z istnieniem piekła. Ponad  70 proc. Polaków wierzy w istnienie nieba, ale tylko nieco ponad 30 proc. w piekła. A zatem wielu z tych, którzy uważają się za katolików. No cóż, zawsze przyjemniej jest wierzyć w rzeczy dobre niż złe. Inną sprawą jest, że niemal nikt mający jako taką wiedzę religijną we współczesnych czasach nie uwierzy w piekło, jakie przedstawiła w swym felietonie – powołując się na średniowiecznych autorów – prof. Środa. Bo piekło to nie kotły z wrzątkiem, pod które diabły podkładają drewna, ale – jak mówi "Katechizm Kościoła katolickiego" – stan oddzielenia od Boga, od Jego miłości. Ten stan wybiera człowiek sam (ale czyż nie za podszeptami osobowego zła?), dobrowolnie odwracając się od Boga. Gdy kilka lat temu Benedykt XVI przypomniał, że piekło i wieczne potępienie naprawdę istnieją, że jest miejscem dla tych, którzy zamykają serce na miłość Boga, w niejednym środowisku kościelnym na Zachodzie podniósł się krzyk. Bo nawet wśród teologów w ostatnich dziesięcioleciach byli tacy, którzy przedstawiali biblijne opisy działania diabła nie jako działanie osobowego zła, ale jako symbol mający swe korzenie wyłącznie w ludzkim grzechu i ludzkiej wolności.

Wina Kościoła

Czy aby więc to, że tak mało chrześcijan w Polsce wierzy w istnienie piekła i wiecznego potępienia, w istnienie diabła, nie jest też w jakiejś mierze zawinione przez Kościół, że nie potrafi przedstawić istoty obu w sposób trafiający do umysłu i serca współczesnego człowieka? Może sprawa Nergala jest dobrą ku temu okazją?
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL