Wiadomości

PKW i Nowa Prawica - Janusz Korwin-Mikke

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
My nie obwiniamy samej PKW, ale dwie warszawskie okręgowe komisje wyborcze - mówi Janusz Korwin-Mikke, lider Nowej Prawicy
Rz: Nowa Prawica nie może wystawić list w całym kraju. Czuje się pan rozczarowany decyzją Sądu Najwyższego, który nie zmienił postanowienia PKW?
Janusz Korwin-Mikke:  Nie mam pretensji do sędziów. Postąpili zgodnie z prawem, jakkolwiek bezsensowne by ono było. Sytuacja, w której Sąd Najwyższy może unieważnić wybory, a nie może unieważnić błędnej decyzji Państwowej Komisji Wyborczej, która w efekcie do takiego unieważnienia może doprowadzić, jest nienormalna. Ale tak właśnie wyglądają przepisy w Polsce. To zresztą niejedyna sprzeczność w naszym prawie wyborczym. Kto jest zatem winien tej sytuacji?
Przede wszystkim politycy. To oni uchwalili prawo, które zastawia pułapki na komitety wyborcze. Z jednej strony pozwala zgłaszać listy do określonego terminu. Z drugiej zaś to, kiedy zostaną one rzeczywiście zarejestrowane, zależy tylko i wyłącznie od widzimisię urzędników z komisji.  To jest jakiś nonsens. Bo w tym momencie zgłoszenie partii do wyborów nie zależy już od partii, tylko od PKW. Sugeruje pan, że PKW celowo opóźniła waszą rejestrację? My nie obwiniamy samej PKW (choć nie zgadzamy się z jej interpretacją przepisów), ale dwie warszawskie okręgowe komisje wyborcze, które utrudniły nam rejestrację. Jak wiadomo, to w Warszawie pracuje najwięcej urzędników, których od lat publicznie krytykuję jako darmozjadów, których należałoby zwolnić. Może to był rodzaj rewanżu z ich strony? Tego typu sytuacje są zagrożeniem dla swobód politycznych w Polsce? Tak naprawdę każda partia jest dzisiaj zakładnikiem urzędników. Przy obecnych przepisach można sobie wyobrazić sytuację, że komisje wyborcze tak długo sprawdzają podpisy pod listami PO czy PiS w dowolnych 21 okręgach, aż minie termin i nie mogą one wystawić list w całym kraju. To jest chore. Nasze boje o rejestrację list śledził też pewien Rosjanin i skomentował je krótko: kto ma w rękach administrację, ten ma w kieszeni połowę zwycięstwa wyborczego. A kto ma telewizję, ten ma drugą połowę. Trudno się z nim nie zgodzić.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL