Sztuka

Obok. Polska – Niemcy. 1000 lat historii w sztuce

"Alegoria bogactwa” Herman Han młodszy, początek XVII w.
Muzeum Narodowe w Poznaniu
Jutro w prestiżowej galerii w Berlinie otwarcie wystawy "Obok. Polska – Niemcy. 1000 lat historii w sztuce". To ekspozycyjne arcydzieło – pisze Monika Małkowska z Berlina
Wyszłam zachwycona: jednak można pokazać historię, łącząc wiedzę, sztukę, politykę w sposób atrakcyjny dla wszystkich. Zobacz galerię zdjęć
"Obok" w galerii Martin-Gropius-Bau,to ponad 800 eksponatów – dzieła sztuki, a także dokumenty, stare woluminy, filmy. Dużo smaczków i ciekawostek, jednak atrakcje nie przesłaniają ważkich treści. A temat piekielnie trudny. Każdy wie – tysiącletnie relacje między nami a zachodnimi sąsiadami rzadko można było ocenić jako poprawne. Taki komfort mamy od 20 lat. Czy już czas na spojrzenie wstecz bez uprzedzeń, zadrażnień, bólu? Anda Rottenberg, pomysłodawczyni i kuratorka, miała koncepcję już sześć lat temu. Z różnych przyczyn nie doszło do realizacji. Tym razem zaproszenie wyszło od strony niemieckiej.
– Przez moje ręce przeszły ponad 4 tysiące obiektów z ponad 200 instytucji europejskich – powiedziała i przyznała, że nie wszyscy okazali się otwarci na współpracę. – Animozje wciąż istnieją... Ale mam satysfakcję, Niemcy zachwycają się naszymi twórcami, choćby Andrzejem Wróblewskim.

Podglądanie przez mur

Przygotowanie wystawy zabrało prawie dwa lata. Aranżacją zajął się Jarosław Kozakiewicz, nasz wybitny rzeźbiarz. A usytuowanie galerii Martin-Gropius-Bau, jednej z najważniejszych w Berlinie, też ma znaczenie: przez dekady podziału Niemiec stała tuż przy murze rozdzielającym miasto. Skoro o polityce mowa – wzniosły moment podpisywania granicy pokoju w Zgorzelcu w 1950 roku uwiecznił w socstylu Bogusław Szwacz, późniejszy abstrakcjonista. Paskudny obraz tkwi na wystawie jak memento. Kapitalnie pokazano też czasy nie tylko wzajemnej nieufności, ale i fascynacji. Plansze-ścianki rozdzielające socjalizm od kapitalizmu ustawione zostały "nieszczelnie", żeby dwóm stronom ułatwić podglądanie. I tak z jednej strony mamy zdjęcia Tadeusza Rolkego wykonane podczas wieloletniego pobytu w Niemczech, z drugiej reportaż fotograficzny Eriki Kiffl z akcji niemieckich artystów przeciwko stanowi wojennemu w Polsce. Anda Rottenberg testowała na mnie czas oprowadzania w możliwie najszybszym tempie. Wynik: co najmniej dwie godziny. Tyle trzeba, żeby pobieżnie obejrzeć 22 pomieszczenia, zarazem rozdziały w historii, plus aneks w zadaszonym dziedzińcu (też niemały), gdzie zebrano dzieła i dokumenty dotyczące kontaktów Polski z zakonem krzyżackim. Jest tu "Hołd pruski" Jana Matejki i autentyczny ornat z charakterystycznym czarnym krzyżem. I rzeźba symbol – wielka późnogotycka figura Ukrzyżowanego okaleczonego niemiecką kulą z II wojny. Inaczej układały się stosunki w miastach hanzeatyckich, jak Gdańsk (w Unii od 1361 r.).

Sarmacka moda

Do sali "Złoty wiek Gdańska" trafiły najpiękniejsze późnorenesansowe i barokowe wizerunki, a wśród nich urodziwa patrycjuszka sportretowana przez Antona Möllera w 1598 roku. Oraz wielce uczony Jan Heweliusz (1617) namalowany przez innego gdańskiego mistrza Daniela Schultza. To on spopularyzował wśród Niemców portret sarmacki, uwieczniając możnych i królów (np. Jana Kazimierza) w tradycyjnym polskim kontuszu. Z Polski na Zachód przeniknęła także moda na portrety trumienne, reprezentowane w Berlinie w wydaniu naszym i niemieckim. Na wzmiankę zasługują artyści, których osobiste losy plączą się pomiędzy dwoma krajami. Newralgicznym punktem był Wrocław, skąd po II wojnie wyjechali (przymusowo, rzecz jasna) niemieccy obywatele, a ich miejsce zajęli przybysze z Kresów. Tych reprezentował niedawno zmarły Eugeniusz Get Stankiewicz. W "Obok" oglądamy jego przewrotne grafiki: własnoręcznie wykonane kopie prac Dürera, skradzione ze zbiorów  Ossolineum, oprawione w coś, co Stankiewicz nazwał "oszmiańską szkołą passe-partout". Końcówka dotyczy sytuacji tu i teraz. Prace wykonali dwaj artyści światowej sławy. Nie emanuje z nich hurraoptymizm, raczej pobrzmiewa ironia. Piotr Uklański wyrzeźbił w styropianie dziwaczne godło: orła mutanta łączącego emblematy polskie i niemieckie. A Gregor Schneider zaprasza widzów na... moment lodowatego otrzeźwienia w pomieszczeniu-chłodziarce. Zamroziliśmy animozje, czy na zawsze? Oficjalne otwarcie wystawy jutro, w czwartek – dzień otwarty dla wszystkich, zwiedzanie płatne od 23 września do 9 stycznia 2012 r.                            
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL