Poradniki

Zakup auta z zagranicy: jak bezpiecznie kupić samochód z drugiej ręki

Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Zaledwie niewielki odsetek Polaków kupuje nowe auta z salonu. Większość decyduje się na te z drugiej ręki
Sprzedawcy zależy na tym, aby pozbyć się auta. Będzie więc przekonywał, że jest ono bezwypadkowe, z niewielkim przebiegiem, a jego stan techniczny jest doskonały. Jak bardzo te zapewnienia rozmijają się z prawdą, przekonało się już wiele osób, które kupiły używany samochód. Transakcja ta stała się dla nich początkiem kłopotów i prawdziwych wydatków. Powód zazwyczaj jest ten sam: naiwność. Tymczasem nieuczciwi sprzedawcy tylko czekają na takie okazje (np. kobieta zainteresowana wyglądem auta, a nie jego stanem technicznym) i skrzętnie je wykorzystują.

Jak kupujemy

Statystyki pokazują, że w przypadku aut z drugiej ręki najczęściej Polacy kupują je bezpośrednio od innych osób prywatnych, dopiero potem decydują się na odwiedzenie komisu lub zakupy przez Internet (choć ten ostatni sposób stale zyskuje na popularności). Zainteresowaniem cieszą się też zakupy na giełdach samochodowych oraz za granicą (przy czym tu wiele osób korzysta z pomocy różnych pośredników, co nierzadko jest źródłem dodatkowych kłopotów).

Czego się spodziewać

Jak uniknąć niespodzianek? Przede wszystkim nie zakładać, że to, co sprzedawca mówi, jest prawdą. Jemu zależy na tym, aby sprzedać auto. Nic więc dziwnego, że będzie je zachwalał na wszelkie możliwe sposoby. Musimy zatem być czujni. I sprawdzać to, co słyszymy.

Jak sprawdzić rzeczywisty stan nabywanego pojazdu

1. Dokładne oględziny Niezależnie od tego, czy decydujemy się na zakup auta od osoby prywatnej, czy w komisie, czy przez Internet, umówmy się na spotkanie i obejrzyjmy auto. Wiadomo, że będzie umyte, zapewne z czystą tapicerką. Co powinno wzbudzić nasze podejrzenia? To, że auto jest kilkuletnie, a wygląda na dużo młodsze, co zdarza się wcale nierzadko. Nowa kierownica, wyczyszczony silnik (po to, aby np. nie było widać, że wycieka olej). Tymczasem lepiej, jeśli silnik wygląda tak jak przy normalnej eksploatacji. Kierownica też po kilku latach będzie nieco powycierana. Również lakier – w przypadku samochodu kilkuletniego – zdąży już nieco zmatowieć. Jeśli więc samochód, który oglądamy, jest podejrzanie ładny, nabierzmy nieufności. Być może ma położony świeży lakier. To oczywiście można sprawdzić. Są specjalne urządzenia, które na to pozwalają. I warto w nie zainwestować, bo będziemy mieli pewność, że nie kupujemy kota w worku. 2. Fachowa pomoc Inną możliwością jest poproszenie o pomoc – gdy sami nie dysponujemy wystarczającą wiedzą – zaprzyjaźnionego mechanika lub lakiernika. Dobrze, by obejrzał auto razem z nami. Ponieważ zajmuje się na co dzień tymi sprawami, łatwiej będzie mu zauważyć ukryte przeróbki i poprawki. Jeśli samochód, który kupujemy, przedstawia sporą wartość (mimo że jest używany), warto nawet zaangażować fachowego rzeczoznawcę samochodowego po to, aby sprawdził, czy auto rzeczywiście jest tyle warte i jaki jest jego ogólny stan. Oczywiście pomoc rzeczoznawcy jest odpłatna, ale jeśli mamy w perspektywie wydanie znacznych kwot (nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych), ta akurat nie będzie tak duża i oszczędzać nie warto. Zwłaszcza że pozwoli to uniknąć przykrych niespodzianek i dodatkowych – tym razem już niezaplanowanych – wydatków. 3. Wizyta w stacji diagnostycznej Koniecznie też pytajmy o możliwość sprawdzenia auta w stacji diagnostycznej. Gdy sprzedawca się temu sprzeciwia, to znak, że chce coś ukryć. Często też zgadza się na to, dodając jednak, że koszty ponosi kupujący. Nie protestujmy. Nawet jeśli okaże się, że stracimy pieniądze zainwestowane w diagnozę na stacji kontroli pojazdów, to nie stracimy ich znacznie więcej, kupując felerne auto. W tym jednak wypadku też bądźmy ostrożni. Stację diagnostyczną wybierzmy sami, nie polegajmy w tym względzie na sprzedawcy. Ten może bowiem polecić zaprzyjaźnioną stację, w której mechanik będzie poinformowany o tym, jakie informacje ma przekazać w odniesieniu do danego auta. Przykład Pani Kasia zamierzała kupić używane auto – forda focusa. Znalazła ciekawą ofertę. Pojechała obejrzeć samochód. Sprzedawca twierdził, że jest bezwypadkowy. Na pierwszy rzut oka wyglądał bardzo dobrze. Pani Kasia stwierdziła jednak, że sprawdzi jego stan techniczny w stacji diagnostycznej. Sprzedawca zgodził się, zastrzegł jednak, że koszty ekspertyzy poniesie ona sama i że naraża się na niepotrzebne wydatki, bo samochód jest w idealnym stanie i to prawdziwa okazja. Twierdzenia te przekonały panią Kasię, zrezygnowała więc z badania. Tymczasem tak nie należy postępować. Kontrola w stacji diagnostycznej często bowiem weryfikuje twierdzenia sprzedawcy. Łatwo ustalić, czy mówił on prawdę. Wizyta w stacji diagnostycznej pozwoli również ustalić, czy np. licznik w danym samochodzie nie został przekręcony. To dosyć powszechna praktyka. W sumie wartość auta w dużym stopniu zależy od jego przebiegu. Nic więc dziwnego, że sprzedawcy zainteresowani są tym, aby był jak najniższy. Twierdzą, że np. ośmioletnie auto z przebiegiem 46 tys. km było używane przez emeryta, który jeździł sporadycznie. Co prawda, nie ma sposobu, aby sprawdzić, że licznik rzeczywiście był przekręcony (tylko nieliczne koncerny zabezpieczają się przed tym), zwłaszcza gdy zamontowany jest zupełnie inny licznik, z innego auta – a to się zdarza. Najczęściej informacje weryfikowane są na podstawie ogólnej oceny samochodu. Doświadczony mechanik zauważy, że stan auta wskazuje na dużo większe zużycie niż to wynikające z licznika. Przykład Pan Tomasz postanowił kupić używany, sześcioletni samochód. Licznik wykazywał niewielki przebieg. Mechanik stwierdził jednak, że samochód, a zwłaszcza silnik, jest w dużo gorszym stanie, i jego zdaniem auto zrobiło dużo więcej kilometrów niż te wykazane na liczniku. Pan Tomasz zrezygnował więc z zakupu. 4. Dokumenty auta Obejrzenie auta i sprawdzenie jego stanu technicznego to jeszcze nie wszystko. Ważne są też dokumenty z nim związane, w tym dowód rejestracyjny i podane tam informacje oraz karta pojazdu. W dowodzie rejestracyjnym sprawdźmy m.in., czy przypadkiem nie jest wpisany jeszcze jeden współwłaściciel (na sprzedaż potrzebna jest jego zgoda) i czy nie jest to np. bank (gdy samochód kupiony był na kredyt, bank wpisywany jest jako współwłaściciel, jeśli nabywca kredyt spłacił, w dowodzie rejestracyjnym powinna być adnotacja o wykreśleniu współwłaściciela; gdy jej brak – to zły sygnał). Sprawdźmy też numer VIN – ten wpisany w dokumentach i ten widniejący na aucie. Dopytajmy się też o naprawy, które były w aucie przeprowadzane, i śmiało żądajmy dokumentów je potwierdzających, np. faktur, książki serwisowej. 5. Powypadkowa przeszłość Nie możemy też lekceważyć powypadkowej przeszłości auta. Całe szczęście, gdy o niej wiemy, bo poinformował nas o tym sprzedawca, podając, jakie zniszczenia były w aucie. Mając te informacje, możemy podjąć decyzję. Przykład Pan Jan stwierdził, że samochód, który chciał kupić, był wprawdzie po wypadku, ale wymieniono w nim jedynie drzwi od strony pasażera i jedną szybę. Sama konstrukcja auta nie uległa naruszeniu, a cena była atrakcyjna, tak więc zdecydował się na nie. Odradził jednak po dwóch miesiącach zakup powypadkowego samochodu swojemu znajomemu. To dlatego, że zdarzenie było na tyle poważne, iż w pojeździe trzeba było wymienić mnóstwo elementów. Co więcej, geometria kół wskazywała na to, że są znaczne różnice między osiami. Takie auto nie tylko może zostawiać zamiast dwóch cztery ślady, ale jeszcze jest niebezpieczne dla jego użytkownika, zwłaszcza na śliskiej nawierzchni. 6. Komplet kluczyków Kupując używany samochód, pamiętajmy jeszcze, by sprawdzić, ile kompletów oryginalnych, fabrycznych (a nie dorabianych) kluczyków zostało wydanych pierwszemu właścicielowi. Będzie to miało znaczenie przy ubezpieczeniu AC. Ubezpieczyciel zapyta bowiem, czy dysponujemy dwoma fabrycznymi kluczykami. Jeśli skłamiemy, że mamy dwa oryginalne, a po jakimś czasie zdarzy się szkoda, to podczas jej likwidacji mogą być kłopoty. Sześć błędów popełnianych przez nabywców 1. Sugerowanie się wyłącznie zapewnieniami sprzedawcy. 2. Rezygnacja ze sprawdzenia przed zakupem stanu technicznego w profesjonalnym warsztacie. 3. Małe zainteresowanie przeszłością auta (książka serwisowa). 4. Niesprawdzanie dokumentów. 5. Nadmierna oszczędność („nie zaangażuję rzeczoznawcy, bo to kosztuje") i w rezultacie tracenie pieniędzy na zakup niesprawnego pojazdu. 6. Niesprawdzanie, czy auto nie ma obciążeń, np. zastaw, i czy sprzedający jest jego jedynym właścicielem. Więcej w poradniku: Prawo dla Ciebie » Poradniki prawne » Konsumenci » Kupujemy używane auto
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL