fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Donald Tusk – polski Blair czy raczej Gierek?

Lider PO ujmuje wyborców młodzieńczym wyglądem i przyjacielsko-kumplowskim zachowaniem
Gdy Donald Tusk obejmował urząd premiera, był niewiele młodszy od Tony’ego Blaira, który odchodził ze stanowiska po dziesięciu latach zamieszkiwania przy Downing Street.
Mimo to polski premier jest porównywany do swojego brytyjskiego poprzednika ze względu na młody, wręcz chłopięcy wygląd. Młodzieńczy wizerunek 50-letniego Tuska wzmacnia przyjacielsko-kumplowski styl bycia, przypominający zachowanie Blaira. Czy to oznacza, że nad Wisłą pojawiła się kopia premiera znad Tamizy? Oczywiście nie. Socjolodzy i komentatorzy zwracają uwagę, że choć obaj politycy mają na pierwszy rzut oka wiele wspólnych cech, to takie porównywanie jest przedwczesne. Blair w kontaktach z innymi był otwarty i przyjacielski, ale jako szef rządu bywał twardy i podejmował odważne i modernizacyjne decyzje. A o tym, jak będzie rządził Tusk, niewiele jeszcze wiadomo.
Profesor Mirosława Grabowska, mówiąc o Tusku, stawia jednak tezę, że w polskim życiu publicznym pojawiła się całkiem nowa osobowość. Kontrast z poprzednikami na stanowisku premiera jest spory. Także pod względem formalnym. Tusk nie jest klasycznym etosowcem jak Tadeusz Mazowiecki ani profesorem jak Jerzy Buzek. Nie jest też chłopakiem z awansu jak Leszek Miller. I stwarza wrażenie normalnego faceta, który na dodatek łamie konwenanse. Potrafił powiedzieć dziennikarzom, że gdzieś zostawił projekt koalicyjnego porozumienia i musi po niego wrócić, niczym po płaszcz przez zapomnienie zostawiony w szatni. Podczas wygłaszania exposé, gdy szukał kolejnej kartki z tekstem wystąpienia, pozwolił sobie na żart: – Muszę państwa zmartwić, to nie jest kartka, na której ktoś napisał: „powinieneś kończyć”. I przemawiał przez następnych kilkadziesiąt minut. Kiedy reporterzy otoczyli w Sejmie premiera i jego żonę, która przyjechała, aby wysłuchać wystąpienia męża, stwierdził: – Panowie, bardzo proszę nie zasłaniać mojej Gosi. Tusk potrafi zdobyć się na dystans do samego siebie, jakiego wcześniej nie miał. – To rzadkość w polskiej polityce, aby premier pozwalał sobie na zachowania odstępujące od normy – uważa profesor Sebastian Łuczak, specjalista od PR. Może dziwić stwierdzenie prof. Grabowskiej, że Tusk jako premier okazał się w polskiej polityce „całkiem nową jakością”. Przecież tkwi w niej od 17 lat. To wtedy jego partia dzięki premierostwu Jana Krzysztofa Bieleckiego została partią rządzącą. Ale przez lata był traktowany jako polityk niepoważny, „chłopiec w krótkich majtkach”. Jego luźny styl bycia (np. podczas jednego z ważnych spotkań koalicjantów rządu Hanny Suchockiej, występując przed kamerami, trzymał nonszalancko ręce w kieszeniach) i widoczny gołym okiem brak „ciągu na władzę” nie sprzyjały kreacji wizerunku ważnego polityka. – Nie był postrzegany jako ktoś, kto stoi na piedestale – mówi Jacek Kozłowski, jego przyjaciel z Gdańska i główny PR-owiec liberałów, obecnie wicemarszałek Mazowsza. – Zawsze był w cieniu silniejszych osobowości: Jana K. Bieleckiego, Tadeusza Mazowieckiego, Leszka Balcerowicza – przypomina prof. Grabowska. Zwycięstwo w wyborach i pacyfikacja wewnątrzpartyjnej opozycji uskrzydliły Tuska. Wyzwolił się nie tylko od przytłaczającej magii autorytetów, ale i braku wiary we własne siły. Nagle nabrał pewności siebie. Ale w tym „wyzwalaniu się” przeszedł długą i trudną drogę. Według prof. Wawrzyńca Konarskiego Tusk wcześniej wkładał maski niepasujące do niego. – W czasie kampanii prezydenckiej był wrednie złośliwy wobec Lecha Kaczyńskiego, a przez ostatnie dwa lata z zaciśniętymi zębami niczym strażak reagował na zachowanie PiS. Podczas debaty z Kaczyńskim przekroczył jednak Rubikon niewiary we własne możliwości – ocenia Konarski. Nieprzypadkowo Tusk w swoim exposé 44 razy użył słowa „zaufanie”. Postawił się w oczywistej kontrze wobec Jarosława Kaczyńskiego, którego rządy były nacechowane poszukiwaniem układów i kontrolą zarówno polityków, jak i obywateli. Choć polityka PiS przyniosła pozytywne efekty, bo i elity, i zwykli ludzie zaczęli się bać nieuczciwych, korupcyjnych zachowań, to Kaczyński i jego rząd zapłacili za swoją nieufność wobec obywateli przegraną w wyborach. – Wyborcy niczym świeżego powietrza zapragnęli „Tuska miłości” – twierdzi socjolog Jarosław Flis. Czyli polityki otwartości, zaufania, przynajmniej pozornego współuczestnictwa. Nowy premier stosuje takie zwroty, jak „zróbmy to razem”, „wierzę w zdrowy chłopski rozum”, „zwykli ludzie tacy jak ja”, „jak doskonale wiecie”, „wierzcie, nie będzie problemów”. Nie jest więc pozbawiony podstaw złośliwy komentarz posła LiD Ryszarda Kalisza, który porównał ostatnio Kaczyńskiego do Gomułki, a Tuska do Gierka z jego sławnym: „Pomożecie? Pomożemy” i obietnicą dostatniego – na PRL-owską miarę – życia dla wszystkich. Czy Tusk rzeczywiście pójdzie w ślady Gierka albo pierwszego PiS-owskiego premiera Kazimierza Marcinkiewicza, który bardziej dbał o to, jak mówi, niż o to, co mówi? W opinii prof. Grabowskiej Tusk ma atut pochodzenia, którego nie powinno się lekceważyć. Wywodzi się z prostej rodziny, ale gdańsko-kaszubskie korzenie dają mu siłę. – Tusk podkreśla swoistą swojskość, powołuje się na swoje gdańskie pochodzenie i związki z Kaszubami. Brzmi to prawdziwie – twierdzi Grabowska. – Kaszubi, podobnie jak górale, mają poczucie godności. Cechuje ich wytrwałość, dzięki której Tusk przetrwał tyle lat w polityce. masz pytanie, wyślij e-mail do autorki m.subotic@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA