fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Leo Beenhakker: Możemy pokonać Czechów

Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Z Leo Beenhakkerem, selekcjonerem reprezentacji Polski rozmawia Michał Kołodziejczyk
Rz: W Polsce wyniki losowania grup eliminacyjnych mistrzostw Europy uznano za bardzo szczęśliwe. Zgadza się pan z taką opinią?
Leo Beenhakker: Rozmawiamy o rozgrywkach, które zaczną się we wrześniu przyszłego roku, a teraz mam dużo ważniejsze rzeczy na głowie. Miałem nawet lecieć do Durbanu, jednak uznałem, że to nie ma sensu. Losowanie nie było dla nas złe, jednak za rok i Czesi, i Słowenia, i Polacy mogą mieć zupełnie inne drużyny niż obecnie. Prognozowanie naszych szans na awans nie ma sensu. Czechy są dużo wyżej od Polski w rankingu FIFA...
Portugalczycy byli jeszcze wyżej, a w meczach z nimi wywalczyliśmy cztery punkty. Oczywiście, że Czechy są faworytem tej grupy, to nie przypadek, że byli losowani z pierwszego koszyka, jednak jesteśmy w stanie ich pokonać. W ostatnich eliminacjach o awans do końca walczyła też Irlandia Północna, której nie można lekceważyć. Trudno jednak przewidzieć, czy po tym, jak nie zakwalifikowali się na Euro 2008, będą dalej się rozwijać, czy może zatrzymają się w miejscu. O awans na mistrzostwa świata będzie dużo łatwiej niż we właśnie zakończonych kwalifikacjach mistrzostw Europy? Łatwiej nie będzie, bo bezpośredni awans zdobywa tylko zwycięzca grupy, rywali też nie mamy łatwiejszych, ale powiedziałbym... przyjaźniejszych. To dla mnie wielka ulga, że nie trzeba będzie znowu planować podróży po krajach tylko przez niektórych uważanych za Europę, czyli do Armenii, Azerbejdżanu czy Kazachstanu. Podróż w tak odległe i egzotyczne miejsca była zawsze ryzykowna, nie wiedzieliśmy, jakie czekają nas tam warunki. Teraz będziemy mieli dużo krótsze wycieczki. I znowu będziecie grać u siebie. Bratysława czy Praga leżą tak blisko od Polski, że możecie się spodziewać najazdu polskich fanów. A jak daleko leży Lizbona? Albo Bruksela? Albo Baku? Dla polskich fanów nie ma to chyba żadnej różnicy, bo pokazali już, że nie przerażają ich odległości, jakie trzeba pokonać, by na żywo dopingować swoją reprezentację. Moich piłkarzy na pewno ucieszył fakt, że tym razem nie będziemy musieli obawiać się jakichś niesamowitych upałów, mrozów albo fatalnego stanu boiska. Gramy bardziej europejskie kwalifikacje niż do mistrzostw Europy. Potrafi pan sobie wyobrazić szczęśliwsze losowanie? Na pewno są silniejsze grupy, ale także łatwiejsze. Holendrzy mieli szczęście, trafiając do jedynej, w której jest tylko pięć drużyn, a to zawsze dwa mecze mniej do rozegrania. Nie powiem wprost: jestem szczęśliwy z tego, że zmierzymy się z takimi rywalami, ale na pewno nie ma się czego bać. Na razie bardziej interesuje mnie losowanie, jakie w najbliższą niedzielę odbędzie się w Lucernie. Nie zapominajmy, że samo wywalczenie awansu na wielki turniej w Polsce już nikogo nie zadowala. Teraz mam w głowie tylko przygotowania do Euro 2008. rozmawiał Michał Kołodziejczyk
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA