Biznes

Producenci koreańscy zabierają rynek

Hyundai i30
ctk/pap
Targi. Koreańscy producenci samochodów wykorzystują trudne chwile japońskich koncernów
Najnowszy model Hyundaia – i30, który został pokazany we Frankfurcie, był najbardziej reklamowanym tam autem. Koreański producent wyraźnie atakuje europejski rynek. Cierpią z tego powodu przede wszystkim japońscy producenci.

Japończycy w defensywie

Po pierwsze, po katastrofalnym tsunami byli wyłączeni z rynku przez ponad dwa miesiące. W okresie I – VII 2011 europejska sprzedaż Toyoty spadła o 25 proc. w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku, Mazdy o 28,4 proc., a Hondy jeszcze bardziej – o ponad 39 proc. Po drugie, Koreańczycy już w pełni korzystają z dobrodziejstw porozumienia o wolnym handlu z Unią Europejską, więc auta, jeśli są importowane z ich krajowych fabryk, powinny stanieć o 10 procent. Ale nie staniały. Hyundai nie zamierza obniżać cen. Wprost przeciwnie, nie chce być kojarzony z tanią marką. Han Chang Kyun, prezes Hyundai Motor Europe, w rozmowie z „Rz" nie ukrywał, że nie satysfakcjonuje go obecny udział w rynku, który wynosi 2,9 proc., mimo że jest to o 0,5 pkt proc. więcej niż rok temu. Pokazany we Frankfurcie i30 jest już drugim po konkurującym z Volkswagenem Passatem  i40 modelem Hyundaia wymyślonym i zaprojektowanym w Europie i przez Europejczyków. Do złudzenia przypomina model Elantra, który Hyundai sprzedawał w USA, starannie wykończony w środku, jak to jest ostatnio w większości modeli koreańskiego producenta. Teraz będzie konkurował w najbardziej zatłoczonym na rynku segmencie C – przede wszystkim z gliwickim Oplem Astrą, ale także fordami, mazdami, toyotami i skodą. W Europie Hyundai zaoferuje do tego auta sześć silników o mocy od 89 do 133 koni.

Dobrze wykorzystane pięć minut

Coraz większe ambicje ma także Kia. Pokazane we Frankfurcie auto koncepcyjne GT wygląda bardzo obiecująco i nie ma żadnych „tanich" elementów. I ma się czym pochwalić, chociażby ośmiobiegową skrzynią i 3,3-litrowym silnikiem o mocy 389 KM. Peter Schreyer, główny projektant Kii, zapewniał na konferencji prasowej we Frankfurcie, że to jest właśnie samochód, jaki Kia powinna robić. – To nie jest auto koreańskie, to auto światowe – chwalił. Bez wątpienia Koreańczycy mają dzisiaj swoje pięć minut i cała sprawa polega na tym, jak je potrafią wykorzystać. Ich sukces, który już odnieśli, jednak w dużej mierze zależy od tego, jak będą wyceniać swoje auta. Zdaniem analityków z IHS dzisiejszy rynek jest bardzo wrażliwy na ceny, a i Hyundai, i Kia mają ochotę konkurować w zatłoczonych segmentach. Chociaż z drugiej strony przekonuje pięć lat gwarancji, która jest koreańską specjalnością. masz pytanie, wyślij e-mail do autorki d.walewska@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL