Historia

Tajemnica urn ze Steyr

Mauthausen-Gusen wyzwalane przez Amerykanów, 1945 r.
AFP/DDP
W Austrii otwarto kryptę z prochami więźniów obozu Mauthausen-Gusen. Czy są wśród nich profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego?
– Do czasu wybudowania na terenie obozu krematorium zwłoki więźniów palono właśnie w pobliskim Steyr i tam składowano urny z prochami. Jednak dopiero niedawno udało się zlokalizować betonową kryptę ukrytą pod cmentarnym chodnikiem – mówi "Rz" Mirosław Polak, którego dziadek zginął w KL Mauthausen-Gusen. W krypcie jest kilkaset urn. – Niedawno dokonano jej otwarcia. Wydobyto 13 urn i odczytano nazwiska wyryte na wieczkach – opowiada polski konsul w Wiedniu Tadeusz Oliwiński. Jak dodaje, tylko jedno z nich ma brzmienie polskie. Okazało się, że nie pokrywają się one z nazwiskami z listy kremacyjnej odnalezionej w archiwum cmentarnym (jest tam wymienionych kilkaset nazwisk, w tym kilkadziesiąt brzmiących polsko). Trwają poszukiwania innych list kremacyjnych.
– Wiadomo, że na cmentarzu w Steyr są też inne miejsca, gdzie były składowane urny z prochami więźniów. Być może ta odnaleziona lista to spis urn pochowanych w którymś grobie ziemnym bądź w niszach grobowych – zastanawia się Mirosław Polak, który o sprawie powiadomił polskie władze i Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Jej sekretarz podkreśla, że to bardzo delikatna kwestia. – Nie chcemy budzić nadziei rodzin, że uda się zidentyfikować prochy ich bliskich – zaznacza prof. Andrzej Kunert. – Na razie planujemy umieszczenie w miejsce starej tablicy na cmentarzu w Steyer nowej, która będzie zawierała informacje o polskich więźniach KL Mauthausen-Gusen.
Jego zdaniem najpierw należałoby dokonać inwentaryzacji krypty, by ustalić nazwiska wszystkich tam pochowanych. – To jednak musi trochę potrwać. Myślimy też o uczczeniu ofiar na terenie KL Mauthau-sen-Gusen. Ostatnio podczas wizyty prezydenta Bronisława Komorowskiego, który wraz z prezydentem Austrii oddał hołd pomordowanym, stwierdziliśmy, że na tamtejszym pomniku jest jeszcze sporo miejsca na tablice z nazwiskami – dodaje. I zapowiada, że wszystkie działania będą podejmowane w porozumieniu z rodzinami ofiar i organizacjami byłych więźniów. Profesor Aleksander Bursche, krewny bp. Juliusza Burschego (zamordowanego w Berlinie), stracił w Mauthausen-Gusen  innych członków rodziny. Osobisty rozkaz ich "wytępienia" wydał Heinrich Himmler, który nie mógł im darować patriotycznej postawy. Choć byli pochodzenia niemieckiego, działali na rzecz polskości Kościoła luterańskiego w II Rzeczypospolitej. – Na cmentarzu ewangelickim w Warszawie jest tylko grób symboliczny. Życzeniem rodzin było, by nasi przodkowie zostali pochowani w Polsce. Jeśli udałoby się zidentyfikować urny z ich prochami, chciałbym, żeby spoczęły w Warszawie – mówi prof. Bursche, który jest znanym archeologiem. Deklaruje, że polscy archeolodzy mogą pomóc w identyfikacji innych miejsc, w których są urny: – Mamy doświadczenia w takich pracach i sprzęt. Prowadziliśmy prace m.in. w Katyniu. Więźniem Mauthausen-Gusen był Stanisław Zalewski, obecnie prezes Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych: – Większość naszych kolegów, którzy oddali tam życie, nigdy nie będzie miała swojego grobu. Dlatego tak ważne jest, by zidentyfikować tych kilkaset urn. Oczywiście to rodziny powinny zdecydować, czy chcą, by urny zostały w Steyer, czy powinno się je przewieźć do Polski. KL Mauthausen-Gusen był jednym z najcięższych niemieckich obozów koncentracyjnych.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL