fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Politycy pod specjalnym nadzorem, czyli z obstawą na spacer i zakupy

Najliczniejszą ochronę ma prezydent i jego rodzina. Mniej funkcjonariuszy chroni premiera i jego ministrów
Szacuje się, że w Biurze Ochrony Rządu pracuje 3,5 tysiąca ludzi. Od 500 do 700 należy do Formacji Ochrony Specjalnej strzegącej polskich VIP. Ilu dokładnie chroni polityków, nie wiadomo. – To wiedza tajna – mówi rzecznik BOR Dariusz Aleksandrowicz.
Jak ustaliliśmy, najwięcej funkcjonariuszy chroni prezydenta: od siedmiu do dziesięciu. W zależności od potrzeb ich liczba może zostać podwojona. Ochrona trwa przez całą dobę. Podlega jej też najbliższa rodzina prezydenta. Jolanta Kwaśniewska przyznawała nawet, że ze swoimi ochroniarzami chodzi na zakupy i spędza z nimi więcej czasu niż z mężem.
Jak ściśle chroniony jest prezydent, można było przekonać się w ubiegłym roku. Wtedy ochronę przyznano Jarosławowi Kaczyńskiemu. Nie pełnił jeszcze funkcji premiera, ale uznano, że z uwagi na podobieństwo fizyczne mógł zostać pomylony z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Premiera każdego dnia chroni od pięciu do siedmiu oficerów BOR. – Mnie ochraniało sześciu funkcjonariuszy – wspomina były szef rządu Józef Oleksy. Nowy premier Donald Tusk, jeszcze zanim objął urząd, zapowiedział, że nie chce, żeby jego rodzina była specjalnie chroniona przez BOR. Ale zmienił zdanie. Jego żona, syn i córka dostaną ochronę, która ma być jednak dyskretna i ograniczona do minimum. Wicepremierzy, marszałkowie, szefowie MSZ i MSWiA mają do dyspozycji jedynie ochroniarza pełniącego zwykle funkcję kierowcy. – To w zupełności wystarczy – mówi były prezydent Lech Wałęsa, któremu także na co dzień towarzyszy ochroniarz. Bezpieczeństwo zapewnia się także odchodzącym z urzędu politykom. Jarosław Kaczyński może z tego korzystać nawet przez pół roku.Jak politycy znoszą wzmożoną ochronę? – Do wszystkiego można się przyzwyczaić – mówi Lech Wałęsa.– Ja byłem non stop pilnowany już od 1970 roku, więc nie zrobiło mi wielkiej różnicy przyznanie ochrony w 1990 roku. Tylko intencje pilnujących się zmieniły – podkreśla. I dodaje, że ochrona jest potrzebna. – W Gdańsku niejeden raz miałem jakichś nawiedzonych przeskakujących przez płot. Politycy czasami uciekają swoim ochroniarzom. – Nie zgadzałem się na to, by mi towarzyszyli podczas wieczornego spaceru – wspomina Oleksy. – Żony i dzieci też mi nie wozili ani zakupów nie robili. Były prezydent też przyznaje się do paru „zerwań z łańcucha“. – Nie można z tym jednak przesadzać – podkreśla Wałęsa. Służbę do ochrony najważniejszych osób w państwie powołano po zamachu na prezydenta Gabriela Narutowicza. BOR szczyci się tym, że od 1924 roku nie zginął żaden chroniony przez nich VIP. Ile zamachów udaremniono, pozostaje tajemnicą.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA