fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Mariusz Kamiński sojusznikiem Donalda Tuska

Rzeczpospolita
Wielu członków nowego gabinetu nie ma doświadczenia w administracji rządowej. Czy nie dadzą się podejść swoim urzędnikom w jakimś procederze „kręcenia lodów”? – pyta publicystka „Rzeczpospolitej”
Dni Marusza Kamińskiego jako szefa CBA są policzone – taki przekaz polityków Platformy Obywatelskiej dobiega nas co dnia. Politycy i media zastanawiają się nad tym, jak skutecznie go odwołać, jakiego użyć triku – może „brak moralności”, a może „przekroczenie uprawnień”? W krytyce działań tej służby dawno przekroczono miarę – a zarzut o wykorzystywanie CBA do walki politycznej jest jedną z jej łagodniejszych form.
Zadziwia, że nikt prawie nie protestuje przeciw planom odwoływania szefa służb, któremu ustawa gwarantuje kadencyjność i tym samym niezależność od zmieniających się rządów. Premier Tusk ma zamiar tę niezależność złamać i jest to nie tylko groźne dla standardów demokratycznych w naszym kraju, które Platforma miała podobno podwyższać, ale też groźne dla samego premiera. Bo paradoksalnie w interesie Donalda Tuska jest to, by na czele służb stał właśnie ktoś taki jak Mariusz Kamiński. CBA to pierwsza polska służba specjalna zbudowana od początku do końca na nowo. Bez dawnych zależności postpeerelowskich służb, bez koterii i grup interesów budowanych w służbach i resortach z rządu na rząd przez kolejne ekipy III RP. Nie ma tu swoich wpływów zapewne żaden z wielu byłych decydentów służb – ani Wojciech Brochwicz, ani Jan Widacki, ani Konstanty Miodowicz, ani pewnie nikt inny. CBA, nowocześnie zbudowana i świetnie wyposażona służba, jest całkowicie poza kontrolą tego rodzaju osób. To budzi frustrację i poczucie bezsilności. Tak dalece, że sięga się do tak niskich gestów, jak powtarzanie nieprawdziwej informacji, iż Kamiński kiedyś „starał się o przyjęcie do UOP, ale z braku kwalifikacji nie został przyjęty”. W domyśle – teraz, wiadomo, mści się, bo ma kompleksy. Ale to styl Wojciecha Brochwicza czy Piotra Niemczyka i w porównaniu z tym, co otwarcie mówią politycy Platformy, jest on niemal subtelny. Bo wystarczy przypomnieć sobie słowa Donalda Tuska po zatrzymaniu Beaty Sawickiej czy Pawła Grasia, w poprzedniej kadencji Sejmu szefa Komisji ds. Służb Specjalnych, tego, który ogłosił, że działanie służb pod rządami PiS przypomina praktyki Stasi czy Securitate, by zobaczyć, jak ciężkie działa od miesięcy już biją w CBA. Zadziwia łatwość, z jaką w tę nagonkę włączyły się media. Chociaż szczerze mówiąc, to właściwie już nawet nie zadziwia. Po ostatnich kilku miesiącach jasne jest, że wielu ludzi mediów zaangażowało się w działania marketingu politycznego Platformy Obywatelskiej, czy szerzej „antypisu”. Gorliwość, z jaką to zaangażowanie wypełnia, powoduje niekiedy utratę zdrowego rozsądku. Zupełnie przypadkiem udało się to udowodnić Pawłowi Lisickiemu, który w ostatnim weekendowym wydaniu „Rzeczpospolitej” opublikował pastisz wyznań skruszonego „agenta CBA”.„Tomek” miał w jednym z tygodników wyznać, jak szantażem groźby utraty życia zmuszany był do „kuszenia Beaty”. „Łzy Beaty były straszne. I dlatego też zacząłem płakać. Naprawdę. Rozczuliłem się. Ryczałem, aż mnie brzuch rozbolał (...), aż poszedłem do Mariusza i mu powiedziałem, że tak dalej nie mogę. Wtedy on powiedział, że też się boi. Wstał, odkręcił kran i otworzył okno. Chyba chciał coś ważnego powiedzieć, wtedy jednak jak na złość była awaria. A w ciszy nie chciał mówić. Tylko drżał na całym ciele. Przeciągał palcem po szyi i kładł go na usta” – to fragmenty tej parodii stylu rozprawiania się z CBA, jaką zaserwował czytelnikom Lisicki, a którą całkowicie bezkrytycznie jako poważną informację podawały stacje telewizyjne czy portal onet. pl. Nie do uwierzenia? A jednak. Podobnie było z konferencją Beaty Sawickiej. Mimo że przynajmniej część dziennikarzy zdawała sobie sprawę z tego, iż to, co przedstawiła ona w Sejmie, to teatr, i że – jak informował Andrzeja Morozowskiego z TVN jeden z jego współpracowników w Sejmie – Sawicka nie może przyjść do jego programu, „bo za chwilę zemdleje i pojedzie do szpitala”, to media z całą powagą owe szlochy i omdlenia relacjonowały. Kreowanie osoby przyłapanej na gorącym uczynku, która „za friko biznesu robić nie będzie”, na ofiarę morderczych instynktów Mariusza Kamińskiego (nie przesadzam, Sawicka krzyczała na tej konferencji, że CBA chce jej śmierci) i budowanie absurdalnych zarzutów wobec CBA na podstawie równie absurdalnych publikacji, wśród których poważny jest nawet felieton-parodia, przypomina wirowanie w chocholim tańcu. Bezmyślny, rytmiczny tan, z wirującymi obrazami, tekstami, zdaniami. Wydaje się, że czas już z tego chocholego wirowania obudzić się. Sprawa warta jest chłodnej przytomności umysłu z kilku przyczyn. Chodzi o owe standardy demokracji, które chce podwyższać Platforma Obywatelska i które faktycznie trzeba trwale wprowadzić do kultury politycznej naszego kraju. Nie może być zatem tak, że nowy rząd podporządkowuje sobie służbę do walki z korupcją, mimo że ma ona być niezależna, i może też odnosić rzeczywiste sukcesy wtedy, gdy jest niezależna od władzy. Bo to władza, na każdym jej szczeblu, jest miejscem, gdzie może dochodzić do korupcji. Usilne zabiegi, by odwołać szefa antykorupcyjnej instytucji, niezależnego od rządzących, w kraju dojrzałej demokracji musiałyby wzbudzić silne protesty. To nie tylko łamanie standardów, to chęć podporządkowania sobie instytucji, która mogłaby rządzącym faktycznie patrzeć na ręce. Zwłaszcza że z kuluarów dobiegają głosy, iż jeśli Platformie uda się wymienić szefa CBA na swojego, to jego zastępcą ma być ktoś z... PSL. Tego, jak poważne wątpliwości to budzi i jak znajome to zwyczaje z czasów sprzed afery Rywina, nie trzeba rozwijać. Partia nierygorystycznaIle spraw przeciw ważnym politykom PO i PSL będzie wówczas CBA prowadzić? Proszę wybaczyć, ale obawiam się, że żadnych. Drugiego Mariusza Kamińskiego, który nie zawahał się przed prowadzeniem postępowań wobec członków rządu bliskiego mu PiS i który na dodatek, ku ubolewaniu jego przeciwników politycznych słynie z uczciwości i idealizmu, ze świecą szukać. Platforma próbuje rzecz jasna i ten wizerunek zburzyć, oskarżając Kamińskiego o zaangażowanie w kampanię polityczną przez... zorganizowanie konferencji prasowej, ale gdy się spokojnie przejrzy niezmanipulowany przez przekaz medialny stenogram z tej konferencji, to widać, że nadużycia tam nie było. Potwierdził to ostatnio wybitny konstytucjonalista Piotr Winczorek, mówiąc, że zarzut, iż szef CBA zaangażował się na rzecz jednej partii, „jest na wyrost”. A Platformie bardzo przydałoby się odejście od ludowego stereotypu „liberałów-aferałów”. To skojarzenie z początku lat 90. udało się już w znacznej części zatrzeć, między innymi skutecznym rozbiciem układu warszawskiego w Platformie, niemniej partia ta nadal jest, mówiąc delikatnie, niezbyt przesadnie rygorystyczna w podejściu do spraw korupcyjnych. Dało się to zaobserwować w minionej kadencji Sejmu, gdy PO głosowała przeciw odebraniu immunitetu poselskiego Waldemu Dzikowskiemu, któremu prokuratura stawiała zarzut przyjęcia łapówki. Postępowanie musiano umorzyć, bo posła chronił immunitet, a sam Dzikowski choć deklarował, że się go zrzeknie, zrobić tego najwyraźniej nie mógł. Znów jest posłem Platformy i jakoś nie słyszę, by wyczulona na sygnały o różnych nieprawidłowościach Julia Pitera zgłaszała jakiekolwiek wątpliwości. Pani poseł, jak i cała PO, taktownie milczała, gdy do Sejmu kandydował były już poseł PO Tomasz Szczypiński. Już w sierpniu było wiadomo, że prócz dotychczasowych zarzutów, jakie na nim ciążyły, dojdzie i ten o przyjęcie 120 tysięcy złotych łapówki, ale to nie przeszkadzało mu kandydować z list PO. Nie dostał się do Sejmu i dlatego prokuratura mogła teraz postawić oficjalnie zarzuty.Do Sejmu nie wszedł też były poseł Wojciech Picheta, mimo iż zebrał ponad 9 tysięcy głosów. Donald Tusk usunął go z PO trzy dni przed wyborami, dopiero po pamiętnej konferencji Mariusza Kamińskiego, gdzie wyszło na jaw, jak bliskim współpracownikiem Beaty Sawickiej był on w jej „biznesie”. Czy Tusk tego nie wiedział wcześniej? Nie mógł wiedzieć? Nie chciał? Pytanie o faktyczne, nie deklaratywne, zdecydowanie PO w walce z korupcją jest zatem otwarte. Deklaracje powtarzane w mediach niestety nie zawsze współbrzmią z praktyką. Sądzę, że dość mocno może to niepokoić liderów PO. To dlatego po wyborach zorganizowali oni dla swoich posłów pokaz materiałów CBA dotyczących Sawickiej. Tusk nie chce mieć korupcyjnych skandali i bardzo prawdziwie zabrzmiał podany przez „Wprost” cytat jego słów podczas tego pokazu: „niech tylko się ktoś odważy!”. Bo lider PO może czuć prawdziwy niepokój i prawdziwe zagrożenia.Sporo członków jego rządu nie ma wielkiego doświadczenia w pracy w administracji rządowej czy nawet w Sejmie. Istotne jest, czy będą umieli zapanować nad kadrą urzędniczą, w jakim stopniu niedoświadczeni ministrowie i wiceministrowie będą umieli nie dać się podejść w jakimś procederze „kręcenia lodów”, które będzie organizował ktoś na niższym szczeblu decyzyjnym?Bezkompromisowy Mariusz Kamiński może tu być sojusznikiem. Na nagraniach CBA widać było, że Beata Sawicka nie bała się władz partyjnych, bała się CBA. Może zatem premierowi opłacałoby się taki straszak na pokusy korupcyjne swoich ludzi pozostawić? Jeśli faktycznie chce być bezwzględny wobec korupcji. Donald Tusk dla własnego politycznego bezpieczeństwa powinien zostawić Kamińskiego na czele CBA i pozwolić mu działać. To nie są służby poza jakąkolwiek kontrolą. Istnieje nie tylko kontrola w postaci Komisji do spraw Służb Specjalnych. Szef CBA, jeśli ma działać skutecznie, musi współpracować z premierem i z prokuraturą. Byłoby dobrze nie tylko dla CBA i skutecznej walki z korupcją, ale chyba też dla spełnienia ambicji Tuska, by ta współpraca była możliwa.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA