fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro 2012

Lwów rok przed Euro: piękny plac budowy

Lwowski plac budowy. Podczas Euro mają się tutaj odbyć trzy mecze grupowe
AFP
Lotnisko w budowie, stadion bez dachu, miasto zapierające dech w piersiach i nasza trudna wspólna historia
Jestem jednym z 46 dziennikarzy z międzynarodowej grupy, która na zaproszenie UEFA zwiedza miejsca, w które za rok, począwszy od meczu otwarcia
8 czerwca w Warszawie, przyjedzie w gości wielki futbol. Zaczynamy od Lwowa. Zaskakuje już lotnisko: przyjmuje 25 samolotów dziennie, trudno mówić o tłoku. To port powiatowej wielkości, główny budynek powstał kilka lat przed XX zjazdem KPZR. Piękny przykład socrealizmu w architekturze. Ma pozostać tu na pamiątkę – i bardzo dobrze.

Pieski problem

Kilkaset metrów dalej powstaje nowy terminal, bardzo efektowny. Ma być gotowy na 19 grudnia. Będzie miał pas startowy wystarczająco długi, by przyjmować samoloty odlatujące na inne kontynenty. Na razie dla Ukraińców odwiedzających swoich rodaków np. w Kanadzie portami tranzytowymi są najczęściej Warszawa, Berlin i Wiedeń. Do grudnia Ukraińcy (nie tylko we Lwowie) powinni też poradzić sobie ze sforami bezpańskich psów. Bo pies chodzący po pasie startowym nie jest tu niczym wyjątkowym.
Lotnisko powinno być, gorzej ze stadionem. Arena Lwów znajduje się około 8 kilometrów od centrum, przy drodze wylotowej na Stryj (przed wojną miasto nosiło tę samą nazwę i była tam drużyna piłkarska o nazwie Pogoń – na cześć lwowskiej). Stadion stoi w szczerym polu, z daleka wygląda efektownie, ale ponieważ pracuje tam tysiąc osób dziennie (sami Ukraińcy, nie ma ani jednego Chińczyka), stoją dźwigi i bez przerwy krążą samochody ciężarowe w rodzaju „gruzawik", trudno dojechać. Nasz piętrowy autokar zawisł nad jakimiś wertepami, jak ten prezydenta Obamy.
Gdy już jakoś wyszliśmy i zobaczyliśmy to, co będzie stadionem, zapanowała cisza. Dziennikarze i działacze UEFA z szefem Euro 2012 Martinem Kallenem popatrzyli po sobie wzrokiem mówiącym jedno: „nie zdążą".
Gospodarze mówią, że zdążą. 15 listopada ma się tu odbyć mecz Ukraina – Austria. Nie ma dachu, boiska, wszędzie bałagan, jak to na budowie. PGE Arena Gdańsk dwa miesiące temu znacznie lepiej wyglądała, a nie zdążyli na czwartkowy mecz z Francuzami. Kiedyś jednak stadion we Lwowie powstanie i będzie wtedy bardzo ładny. Z daleka wydaje się duży, wewnątrz niewielki, chociaż pomieści 34 tysiące widzów, czyli mniej więcej tyle, ile Legia. Będą tu grały Karpaty Lwów.

Poprawianie faktów

Kiedy zwiedzaliśmy miasto, dziennikarze z Zachodu otwierali usta i oczy, bo czegoś tak pięknego się nie spodziewali. Gospodarze, podkreślając swój patriotyzm i historię, naginają ją nieco do swoich potrzeb. Mogliśmy się więc dowiedzieć od świetnie mówiącej po angielsku przewodniczki, że pierwszy ukraiński klub powstał w roku 1867 i nazywał się Sokół. A to było Polskie Towarzystwo Gimnastyczne Sokół, założone we Lwowie przez Polaków.
W parku Stryjskim, ulubionym miejscu spacerów młodego Kazimierza Górskiego, ustawiono w roku 1994 obelisk informujący, że w tym miejscu 110 lat wcześniej rozpoczęła się historia ukraińskiej piłki nożnej. To też lekka przesada, ponieważ 14 lipca 1894 roku, w przeddzień rocznicy bitwy pod Grunwaldem, odbywał się we Lwowie II  Zlot Sokoła, podczas którego drużyny sokole z Krakowa i Lwowa rozegrały pierwszy na ziemiach polskich mecz piłkarski. I to jest początek naszej futbolowej historii, a Ukraińcy nie mieli z tym nic wspólnego.
Kazimierz Górski wspominał o dobrych stosunkach między Polakami, Ukraińcami, Żydami, Niemcami i Ormianami zamieszkującymi przedwojenny Lwów. Dziś trudne przypadki reaktywowanej Pogoni Lwów mówią, że na Polaków lub Ukraińców polskiego pochodzenia patrzy się podejrzliwie. Różnie to jednak bywa. Młoda dziewczyna rozdająca nam pod stadionem foldery mówiła bardzo ładnie po polsku, a na moje życzliwe zdziwienie odpowiedziała: – Dlaczego mam nie mówić po polsku, skoro mieszkam we Lwowi.

Sobieski do Gdańska

Strefa kibica znajdzie się w centralnym punkcie miasta, na Prospekcie Swobody, czyli dawnych Wałach Hetmańskich. Strefę dla VIP-ów wyznaczono obok pomnika Tarasa Szewczenki, czyli tam, gdzie przed wojną stał konny pomnik Jana III Sobieskiego. Ponieważ po roku 1945 króla nie udało się przerobić na Bohdana Chmielnickiego, dziś Sobieski zdobi Targ Drzewny w Gdańsku. Po drugiej stronie ulicy znajduje się hotel Grand, nieco dalej stoi pomnik Adama Mickiewicza, a jeszcze dalej, na ulicy Akademickiej, pod nr. 22, był sklep sportowy Wacława Kuchara, najwszechstronniejszego polskiego sportowca.
Dziennikarze mają na takich turniejach biura prasowe na stadionach, ale zdarzają się też inne, mniejsze, bardziej dla odpoczynku, w centrach miast. We Lwowie ma być takie w pobliżu Teatru Opery i Baletu. Ze sceny tego gmachu jesienią 1939 roku Nikita Chruszczow ogłosił przyłączenie Lwowa do Związku Radzieckiego. Być może na tle kurtyny namalowanej przez Józefa Siemiradzkiego. Chodząc po Lwowie, nie da się nie myśleć o tym, co tu było. Mistrzostwa dopiszą nową historię.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autora s.szczeplek@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA