fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Czeski przypadek – podatek liniowy

AFP
Z Vlastimilem Tlustym, posłem Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS) i byłym ministrem finansów Republiki Czeskiej, rozmawia Barbara Sierszuła
Jest pan autorem czeskiej wersji podatku liniowego, ale posłowie znacznie ją okroili.
Czysty podatek liniowy charakteryzuje się jedną stawką dla osób fizycznych i dla podmiotów gospodarczych oraz taką samą stawką VAT. Tego w przyjętym rządowym projekcie nie ma. Nie ma dlatego, że koalicyjni partnerzy ODS (ludowcy) wymusili pozostawienie dwóch stawek VAT. Nie przyjęto też takiej samej stawki podatku dochodowego dla osób fizycznych i dla podmiotów gospodarczych. Do ich zbliżenia ma dojść w ciągu trzech latach. Na razie stawka 15 procent miała być na wszystko, a została tylko stawką podatku dochodowego od osób fizycznych. Firmy mają wyższą stawkę (24 procent), która dopiero w 2010 r. przybliży się do stawki osób fizycznych. VAT to nie dotyczy.
Dlaczego proponowane 15 proc. ma być liczone od pensji powiększonej o składki na ubezpieczenie zdrowotne i socjalne? Przygotowując przed trzema laty projekt podatku liniowego, uzupełniłem go o drugą, socjalną część; o tzw. podatek negatywny, czyli dochód gwarantowany przez państwo. Ponieważ w podatku liniowym człowiek do pewnej wysokości dochodów nie płaci żadnych podatków, jest stała ulga. Potem każdy przychód jest już opodatkowany taką samą stawką bez względu na wysokość dochodów. Podatek negatywny polega na tym, że gdy zarabia się mniej niż gwarantowana ulga, państwo nie bierze, ale odwrotnie, dodaje. Powstaje zasiłek socjalny będący rekompensatą niskiego przychodu. Każdy zarabiający mniej niż dochód gwarantowany przez państwo miałby otrzymać taką rekompensatę. Np. osoba z dochodem „zero” miałaby otrzymać 6 tys. koron. Ale jak jej dochody zaczną się zwiększać, to ulga gwarantowana zacznie maleć. Sedno tkwi w tym, że dochód gwarantowany przez państwo sumuje się z uzyskiwanym dochodem i to przynosi pożądany efekt. Czyli jaki? System pomocy socjalnej w Czechach polega na tym, że jeśli człowiek nie zarabia, dostaje wsparcie. Przy dochodzie gwarantowanym jest inaczej. Dochody własne mogą spadać, ale liczone są razem z dochodem gwarantowanym. To powoduje, że w każdej sytuacji opłaca się zarobić więcej. Przy niskim pułapie zarobków bardziej opłaca się pobierać zasiłki. Kiedy uzupełniliśmy podatek liniowy podatkiem negatywnym, przeszliśmy na superpensję brutto, czyli pensję powiększoną o ubezpieczenie zdrowotne i socjalne. Kłopot w tym, że uchwalony przez izbę podatek liniowy wprowadzony będzie bez tego podatku negatywnego. Przy czym zachowane zostało przejście na pensję superbrutto. Podatek liniowy i dochód gwarantowany dobrze wpływają na rynek pracy. Rozdzielenie podatku liniowego i dochodu gwarantowanego spowodowało, że w 2008 r. dochodowy podatek liniowy liczony od pensji superbrutto osiągnie wysokość 23 proc., a nie 15 proc., jak rząd deklaruje. Dlatego podniosłem larum i założyłem w ODS platformę, która przeforsowała zmianę, że od 2009 r. podatek liniowy od dochodów osób fizycznych będzie wynosił nie 15, ale 12,5 proc., co w przeliczeniu na dzisiejszą podstawę da 19 zamiast obecnych 23 proc. A 19 procent to również docelowy podatek dochodowy dla podmiotów gospodarczych. W 2010 r. podatek dla osób fizycznych i firm zejdą się do jednej stawki. Tak ma być, ale parlament uchwalił coś innego. Uchwalił uwerturę. Niska stawka ma dotyczyć jak najszerszego kręgu dochodów. W obecnym systemie podatkowym jest tak, że część dochodów objęta została stawką wysoką, a pozostała jest uwolniona od podatków. O wielkości zwolnień mówi liczba różnych ulg i wyjątków. Moi słowaccy koledzy policzyli, że w czeskim systemie podatkowym jest ponad 330 wyjątków, zwolnień i ulg podatkowych. Sprawnie działający system – a takim jest system podatku liniowego, zakłada, że stawkę obniży się mniej więcej o połowę, ale obejmie się nią wszystko, co można opodatkować, likwidując większość ulg. A to się w Czechach udało? Nie, mimo że rząd i premier ideę podatku liniowego zaakceptowali. Podczas gdy ja proponowałem, aby z 330 wyjątków zlikwidować 300, w uchwalonej ustawie zlikwidowano trzy, a wprowadzono dwa następne. Co oznacza, że przyjęty projekt nie spełnia podstawowych kryteriów – warunkujących funkcjonowanie podatku liniowego. To wygląda na wielki podatkowy chaos. To nie jest chaos. To jest połowiczność rozwiązania. Przejście na jedną stawkę nie oznacza, że podatek liniowy został wprowadzony. Prawidłowy podatek liniowy ma przynieść podatnikom: proste zeznanie podatkowe, oszczędności przy zmniejszeniu liczby urzędników kontrolujących te zeznania, niską stawkę na wszystkie rodzaje dochodów, zmniejszoną motywację do oszustw podatkowych, czyli zmniejszenie szarej strefy (przy stawkach 12 – 15-procentowych nie ma potrzeby uciekać do rajów podatkowych), zwiększoną motywację dla przedsiębiorczości rodzimej, dla inwestycji krajowych i zagranicznych oraz zwiększoną motywację do pracy. Na tym polega sens podatku liniowego. Co z tego zostało? Po pierwsze, stawka nie jest tak niska, jak miała być (przyszłoroczne 23 i docelowe 19 to nie jest planowane przeze mnie 15 procent), co oznacza, że zwalczanie szarej strefy w gospodarce nie będzie tak efektywne. Ordynacja podatkowa nie została w ogóle uproszczona, zeznanie podatkowe pozostało tak samo skomplikowane, jego kontrola nie jest łatwiejsza. Wprawdzie stawki 23 i 19 lepiej motywują do pracy niż obecna 26, ale planowane 15 procent było bardziej motywacyjne. Oczywiście, jakoś to funkcjonować będzie, choć nikt nie wie jak. Poczekamy, zobaczymy. Obawiam się, że z podatku liniowego zostanie szyld, makieta „15” procent, która bez dalszych niezbędnych kroków działać nie może. A jeśli zaczniemy posługiwać się tą makietą, możemy skompromitować całą ideę. Makieta – to coś, co udaje rzecz właściwą, ale nią nie jest. To tak, jakbyśmy wsiedli do makiety samochodu i dziwili się, że nie jedzie. W tym tkwi niebezpieczeństwo połowiczności przyjętego rozwiązania. Może się okazać, że przyjęty w Czechach podatek liniowy nie spełnił oczekiwań. Czy Słowacy, przyjmując podobne rozwiązanie, okazali się bardziej konsekwentni? Słowacy tego też nie zrobili na 100 proc., ale lepiej niż my. To i tak jest znacznie lepsze rozwiązanie od czeskiego. Przede wszystkim oni potrafili zlikwidować ok. 100 ulg i wyjątków z 250 i wprowadzili jedną stawkę VAT. Wprawdzie nowy (lewicowy) rząd słowacki wprowadził drugą (to polityczny manewr) niższą stawkę, ale tylko na małą grupę leków, co nie ma większego wpływu. Nadal można mówić, że na Słowacji obowiązuje VAT 19-proc. Tymczasem w Czechach mamy 5-proc. stawkę VAT, obejmującą szeroki krąg towarów i usług, która od stycznia wzrośnie do 9 proc. i nie pokryje się z podatkiem dochodowym. Kolejna różnica przemawiająca na korzyść Słowacji to to, że swoją reformę z większością elementów podatku liniowego wprowadzili naraz, jednego dnia. W Czechach rozłoży się ona na trzy lata, co pozbawi gospodarkę silnego jednorazowego impulsu, a efekt nie będzie odczuwalny. Może o to chodzi, by robić reformy, które nie będą boleć? Politycy boją się, że terapii szokowej obywatele nie zaakceptują. W tym nie ma żadnych racjonalnych powodów. Wszystkie wyliczenia są jasne. Wielokrotnie zapraszałem słowackich ekspertów, by to zaprezentowali w Pradze. Ich gospodarka jest podobna do czeskiej i można odgadnąć efekty, jakie podatek będzie miał dla gospodarki czeskiej. Ale nasz premier i minister finansów doświadczeń słowackich nie przyjmują do wiadomości. I nic nie można z tym zrobić. Czeski minister finansów Miroslav Kalousek od 10 lat, od kiedy ja pracowałem nad koncepcją podatku liniowego, tę koncepcję krytykował. Oczekiwać od krytyka, że wprowadzi konsekwentnie to, co przez lata krytykował, raczej nie można. A gdy niechętnie o podatku liniowym zaczął mówić i premier, było jasne, że więcej nie można uzyskać. Forsować program własnej partii przeciwko liderowi tej partii, a w dodatku premierowi, to karkołomne. Dlatego musiałem posłużyć się platformą, czyli frakcją, jaką w ODS założyłem (dziewięciu posłów), aby wcisnąć do rządowego projektu około 25 procent z programu ODS. Bez tego nasza frakcja nie głosowałaby za jego przyjęciem. Szkoda, że obecny rząd nie wykorzystał szansy przynajmniej na takim poziomie, jak zrobili to Słowacy. Co się będzie działo od stycznia 2008? Reforma wejdzie w życie, a my będziemy obserwować i oceniać jej działanie. Spodziewam się, że gdzieś w połowie przyszłego roku będziemy już coś wiedzieć. Na Słowacji efekty poczuli w ciągu roku. Tam, w porównaniu ze stanem przed wprowadzeniem podatku liniowego i dwa lata po jego wprowadzeniu, widać, że podstawa podatku dochodowego wzrosła na 148 procent. To znaczy, że ludzie zaczęli dobrowolnie płacić podatki i przestali wywozić kapitał; ograniczyła się szara strefa, zwiększył wzrost gospodarczy, przybyło inwestycji zagranicznych i wzrosły wpływy do kasy państwowej. Jeśli więc mielibyśmy się gdzieś uczyć, to raczej w Bratysławie, a nie w Pradze? Polecałbym stanowiska i publikacje słowackich niezależnych ekonomistów, którzy krytycznie oceniali czeskie projekty. Czeskie reformy krytykuje opozycja i związki twierdzą, że podatek liniowy uderza w klasę średnią, a korzystny jest dla bogatych. To częściowo propaganda i częściowo prawda. Dla socjaldemokratów podatek liniowy to symbol prawicy, w który należy walić ze wszystkich sił i przekonywać wyborców, że ODS ogołoci ludzi pracy. W ubiegłorocznej kampanii robili wszystko, aby nie dopuścić do jego uchwalenia, widząc w nim zamach na zarobki i przywileje socjalne pracujących. Część krytyki jest jednak prawdziwa, ponieważ minister Kalousek parametry nastawił tak (niezgodnie z oryginalnym projektem), że efekt jest inny od zamierzonego. Ludzie o niższych dochodach w pierwszej fazie, zamiast zyskiwać, będą tracić. Prawdą jest, że trochę podwyższone zostaną ich dochody, ale zwiększy się VAT. Tymczasem oryginalny projekt ODS zakładał, że na podatku liniowym wszyscy zyskają. Dlatego kampania wyborcza ODS nazywała się ODS Plus. Z parametrów ministra Kalouska wynika, że zyskają ci z najniższymi dochodami (do 10 tys. koron). Ale ludzi z takimi dochodami jest mało, potem krzywa idzie w dół i wzrastać zaczyna dopiero przy dochodach powyżej 30 tysięcy. Pomiędzy najbardziej typowymi dochodami od 10 do 30 tysi. stracą. Dlatego zaczął grozić, że frakcja ODS nie poprze reformy? Powiedziałem, że na to zgody być nie może. Cały czas walczyłem, by te parametry ustawić tak, aby nikt nie tracił. Kiedy człowiek zarabia mało, a jeszcze mu zabierają, to zupełnie traci motywację. Mnie chodziło o to, aby podatek liniowy charakteryzował się trwałym wzrostem. W roku 2009 będzie lepiej, bo uchwalono, że stawka podatku obniży się na 12,5 procent (od wynagrodzenia superbrutto). Temu musi jednak towarzyszyć zwiększona ulga podatkowa z dzisiejszych 16,5 do 20 tysięcy koron. Wtedy utrzymamy trend wzrostu. Jestem zatem w połowie drogi. Stawka 12,5 procent od roku 2009 jest już w ustawie, ale podwyższenie ulgi podatkowej jeszcze nie. Będzie pan nadal walczyć? Oczywiście. Uzyskałem obietnicę premiera, koalicji oraz uchwałę Rady Wykonawczej ODS, która mówi, że ta ulga podatkowa musi być zmieniona. Obiecali, iż nastąpi to w pierwszej połowie przyszłego roku poprzez nowelizację ustawy. Zwiększając ulgę podatkową dla osoby fizycznej, stale będziemy daleko od oryginalnego projektu, ale przynajmniej będziemy na drodze wzrostu. Przed laty ODS wygrała wybory z hasłem prywatyzacji, w roku ubiegłym szła do wyborów z hasłem podatku liniowego. No i wygrała. Ponieważ program jest prosty i łatwy. Niestety, obecny rząd się go nie trzyma. Moja sławna rebelia polega na tym, aby doprowadzić do sytuacji, by nikt na tych zmianach nie tracił. Nie jestem szaleńcem. Ale jeśli nie zapewnimy tego, co obiecywaliśmy, przestaniemy być jako ODS wiarygodni. Ludzie zaczynają już mieć pretensje, że obiecaliśmy więcej, a teraz cofamy. Ja muszę to wygrać. Wierzę, że w parlamencie znajdzie się 101 posłów, którzy posuną reformę podatkową we właściwym kierunku. Ma to być na wiosnę 2008.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA