Publicystyka

Potrzebna polityka, a nie igrzyska

Można krytykować Kaczyńskich za to, że reforma państwa nie szła zbyt daleko, a w gospodarce nie została właściwie zainicjowana. Ale zastąpienie reform tropieniem wymyślonych afer PiS oznaczało będzie rezygnację z polityki na rzecz igrzysk – pisze publicysta „Rzeczpospolitej” Bronisław Wildstein
Znamienne, że ci, którzy walczyli z rozliczeniami komunizmu i nawoływali do powszechnej amnezji, za naczelne zadanie Polski dziś uznają rozliczenie kaczyzmu
Platforma Obywatelska ma szansę dokonać reform, które staną się modernizacyjnym impulsem, a w konsekwencji doprowadzą do gospodarczego skoku. Musi to być jednak pakiet na miarę tych wprowadzonych przez Balcerowicza w 1989 roku i powinny zostać one przeprowadzone w ciągu najbliższych miesięcy. Jest to fundamentalna zasada wszystkich historycznych reformatorów działających w systemie demokratycznym. Poważnych zmian w funkcjonowaniu instytucji państwa dokonuje się po zdobyciu władzy. Ten kilkumiesięczny okres nazywany jest zresztą „stanem łaski”. Zużytkować można wówczas kapitał poparcia społecznego, który nie uległ nadszarpnięciu przez problemy i konflikty rządzenia.
Obrońcy status quo nie mają wystarczającego czasu na mobilizację i podjęcie kontrofensywy. Dodatkowo efekty reformy są odłożone w czasie. Demokratyczni politycy, którzy przede wszystkim myślą o następnych wyborach, nie podejmują kosztownych decyzji, których efektów mogą nie doczekać. Gospodarcze reformy mogą przynieść pierwsze pozytywne efekty po kilku latach. Przeprowadzenie ich na początku kadencji daje rządzącym szanse konsumpcji ich owoców. Im później są one wprowadzane, tym to mniej prawdopodobne, a więc determinacja władzy do ich przeprowadzenia maleje. Donald Tusk i jego partia są dziś w wyjątkowo korzystnej sytuacji. Udało się im zmobilizować duże poparcie społeczne. Mniejsze znaczenie ma, że jego natura była negatywna – stanowiła nią chęć odsunięcia PiS od władzy. Teraz tę negatywną energię przekuć można w działania pozytywne. PO, a zwłaszcza jej lider, zawsze akcentowali swoje proekonomiczne, rynkowe nastawienie. Teraz istnieje szansa przełożenia deklaracji na konkrety. Koalicja ze słabym PSL również nie powinna nastręczać specjalnych trudności. Wizję przeobrażenia partii Pawlaka w ugrupowanie prorynkowe i modernizacyjne należy podzielić przez cztery, ale jej politycy umieją liczyć. Dla zaspokojenia ich apetytów nie będzie aż tak wiele potrzeba. Gospodarka polska wymaga przede wszystkim deregulacji. Tusk wspominał o tym zresztą w debatach wyborczych, przywołując problemy, jakie ma Polak z podjęciem działalności ekonomicznej. Oczywista jest potrzeba uproszczenia i redukcji systemu podatkowego. Na dokończenie czeka prywatyzacja. Rozwiązać trzeba wreszcie, spośród europejskich krajów postkomunistycznych nierozwiązany chyba wyłącznie w Polsce, problem reprywatyzacji. I, co niezwykle ważne dla gospodarki, kontynuacji wymaga reforma polskiego systemu prawnego, bez czego gospodarka może mieć kłopoty ze sprawnym funkcjonowaniem. Istotne jest również odpartyjnienie państwa, co Platforma obiecywała. Poważna partia opozycyjna w momencie przystępowania do wyborów, powinna być przygotowana do rządzenia, a zwłaszcza powinna mieć gotowe projekty reform, które ma zamiar wdrożyć. Miejmy nadzieję, że jest tak w wypadku PO. Przygotowanie zasadniczych reform jest istotnym problemem, ale nie mniej istotnym jest przygotowanie na konfrontację z ich przeciwnikami. I to przede wszystkim we własnych szeregach. A deklaratywne poparcie nie oznacza jeszcze realnego zaangażowania. Przeciwko reformom są ci, których umownie nazwać można obozem III RP. Układ ten tworzą zwolennicy państwa oligarchicznego, które pod hasłem liberalizmu kontroluje rynek; państwa z ogromną rolą korporacji, ograniczonym obiegiem informacji i hierarchią przywilejów zwieńczoną poziomem tzw. autorytetów, których zdanie ma rozstrzygać i eliminować debatę publiczną. W układ ten włączeni są reprezentanci rozmaitych lobby i grup interesów żerujący na słabym państwie, jakim była III RP. Od powstania PO istniały w niej tego typu środowiska, których personifikację stanowił jeden z założycieli tego ugrupowania, Andrzej Olechowski, lobbysta łączący politykę i biznes, były agent służb komunistycznych. Jego polityczna marginalizacja, a wreszcie eliminacja wskazywała pozytywną tendencję w partii Tuska. Nadal jednak funkcjonują w nim środowiska o podobnej mentalności. Najbardziej niebezpieczna wydaje się jednak próba uczynienia z PO partii III RP, a więc reprezentanta wszystkich wymienionych powyżej interesów, którą podejmują po marginalizacji LiD osierocone przezeń środowiska. W „Gazecie Wyborczej”, „Polityce”, „Newsweeku” i im podobnych czytamy już programy dla zwycięskiego stronnictwa, zgodnie z którymi winno ona głównie „rozliczyć” rządy Kaczyńskich. Znamienne, że ci, którzy walczyli z rozliczeniami komunizmu i nawoływali do powszechnej amnezji, za naczelne zadanie Polski dziś uznają rozliczenie kaczyzmu. Zabawne to, ale nie zaskakujące. Środowiska te swoją pozycję i wpływy zdobyły w dużej mierze w czasach komunizmu albo w okresie przełomu w sojuszu z byłymi komunistami. Rządy PiS usiłowały tę szczególną pozycję i związane z nią przywileje ograniczać. Była to przyczyna organizowanej przeciw nim kampanii nienawiści. Nie znaczy to, że rządy Kaczyńskich nie popełniały realnych błędów wykorzystywanych i wyolbrzymianych przez ich przeciwników. Ważne jednak, że udało się im uruchomić proces diabolizacji PiS, który niewiele miał wspólnego z rzeczywistością, znalazł jednak sugestywne odbicie w dużej części mediów i trafił do wielu, zwłaszcza młodych, odbiorców. Propagandziści III RP nawołują do eliminacji inaczej myślących komentatorów życia politycznego, ale raczej nie mają szans na sukces Wymieniany jako jeden z kandydatów na ministra sprawiedliwości profesor Andrzej Zoll jest klasycznym reprezentantem establishmentu minionej epoki. Nie chcę porównywać go z Olechowskim. Jest on jednak typowym, oświeconym reprezentantem prawniczej korporacji, która stanowi dziś jeden z bastionów III RP. To ona stanowi jedną z fundamentalnych przeszkód uczynienia z Polski państwa prawa, zamiast którego mamy państwo prawników. Każda próba wprowadzenia elementów konkurencji do usług prawnych, każda próba ograniczenia rozbuchanych przywilejów tej grupy, prezentowana jest przy współpracy mediów jako zamach na prawo i demokrację. Czytaliśmy również na łamach „Rzeczpospolitej” teksty polskich luminarzy tej profesji, którzy wypieranie demokracji przez sądokrację (kolejną formę oligarchii) uznawali za postęp jednoznacznie wyrażający ducha dziejów. Korporacji prawników nie przeszkadzała w ogóle niewydolność prawa, która była empirycznie sprawdzalną jedną z fundamentalnych słabości III RP. A wymiar sprawiedliwości jest kośćcem demokratycznego państwa. Bez niego nie funkcjonuje dobrze żadna dziedzina życia. Toteż zablokowanie przemian w tej dziedzinie niezwykle utrudni, a częściowo uniemożliwi również zasadnicze reformy gospodarcze. Niedowład sądów gospodarczych to jeden z podstawowych problemów przedsiębiorców w Polsce. Jeśli nie ma chleba, który w tym wypadku oznacza mierzenie się z podstawowymi problemami politycznymi, których rozwiązanie przynosi również ekonomiczne efekty, rządzący sięgają po igrzyska. To do nich nawołuje obóz III RP, a polegać mają one na rozliczeniu rządów Kaczyńskich, a więc odwróceniu przemian, które zostały przez nich zainicjowane. Można oczywiście dyskutować, na ile działania ich były skuteczne i przemyślane. Natomiast walka z systemem przywilejów, którymi dysponowały rozmaite korporacje i w konsekwencji walki z korupcją, która kwitła pod ich osłoną, jest konieczna dla naprawy naszego kraju. Niezbędna jest również odbudowa prawa, które winno być ufundowane na sprawiedliwości. To walka o sprawiedliwość, a więc również równość wobec prawa, jest fundamentem odnowy moralnej w naszym kraju. Można przypomnieć sobie lament mediów i środowisk opiniotwórczych III RP nad traktowaniem przedstawicieli korporacyjnych elit na równi ze zwykłymi obywatelami. Zastosowanie tych samych miar dla oskarżonych ordynatorów szpitali czy polityków przedstawione było jako uderzenie w państwo prawa i nieomal terror, podczas gdy było ono najbardziej oczywistym zastosowaniem równości wobec prawa. Głębokiemu współczuciu dla skorumpowanych przedstawicieli elit nie towarzyszył cień zainteresowania dla większości obywateli naszego kraju, którzy płacą ogromną cenę za tolerowanie korupcyjnych praktyk i pobłażliwość wobec korzystających z tego prominentów. To ich lęki udało się wpływowym środowiskom zaszczepić części społeczeństwa. Nie bez winy była rządząca ekipa, która nie potrafiła publicznie uzasadnić swoich racji m.in. przez nieumiejętność radzenia sobie z mediami. Inna sprawa, że od początku miała sytuację niezwykle trudną. Można krytykować PiS za to, że reforma państwa nie szła zbyt daleko i w istotnych sferach, zwłaszcza gospodarce, nie została właściwie zainicjowana. Wyzwaniem, jakie stoi przed PO, jest więc szersza i dalej idąca przebudowa państwa polskiego. Zastąpienie jej tropieniem w dużej mierze wymyślonych przez obóz III RP afer PiS oznaczało będzie rezygnację z polityki na rzecz igrzysk. Powrót do systemu III RP nie wydaje się na szczęście prawdopodobny. Blokować go będzie choćby pluralizm informacji, który zaczyna się w Polsce rozwijać. Wprawdzie propagandziści III RP nawołują do eliminacji inaczej myślących komentatorów życia politycznego, posługując się przy tym pomówieniami i insynuacjami, ale raczej nie mają szans na sukces. Nie znaczy to jednak, że konkurencji z PiS poprzez skuteczniejszą i bardziej efektywną przemianę Polski PO nie może zastąpić próbą podważania wiarygodności demokratycznego rywala. Taktyka taka przy wsparciu wielu wpływowych ośrodków i mediów na pierwszy rzut oka wydaje się łatwiejsza. W efekcie będzie jednak niszcząca dla samego PO zastępowanego przez bardziej wiarygodny w tej roli LiD i destrukcyjna dla stabilizującej się między partiami Kaczyńskiego i Tuska sceny demokratycznej w naszym kraju.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL