Notowania

Na ryzykownych spółkach można zarobić krocie

Rzeczpospolita
Inwestorzy polują ma małe firmy. Coraz trudniej zarobić na dużych spólkach. Ich mniejsi rywale są bardziej perspektywiczni
Szybko się zwiększa liczba podmiotów chętnych zarobić na rozwoju firm. Krocie zarabia się na tzw. ryzykownych i młodych spółkach, które rozwój mają dopiero przed sobą.
Pre-IPO – to słowo zrobiło karierę, zanim jeszcze warszawska giełda stworzyła rynek dla małych, innowacyjnych spółek NewConnect. Jest to emisja dla inwestorów prywatnych, która poprzedza debiut firmy na giełdzie. Do tej pory finansowanie przedsiębiorstw i ich restrukturyzacja była domeną funduszy private equity oraz venture capital (inwestują w firmy na jeszcze wcześniejszym etapie rozwoju niż fundusze PE). Część z nich wychodziła z inwestycji poprzez ofertę publiczną, wprowadzając spółki na giełdę i inkasując zyski od inwestorów. Tak robi Enterprise Investors, który na początku października wprowadził na parkiet 25. spółkę ze swojego portfela – dostawcę usług finansowych dla podmiotów medycznych, Magellana. Pięć lat temu fundusz EI kupił w niej udziały za 20 mln zł, dziś są warte siedem razy więcej.
W ostatnich kilku latach znacznie rozwinął się rynek pierwotny i pojawiło się więcej firm, które chcą zainwestować i zarabiać na rozwoju przedsiębiorstw. Trwająca od 2003 r. hossa zaostrzyła apetyty na gotówkę zarówno wśród emitentów, jak i finansujących ich inwestorów. Również podmioty pośredniczące w transakcjach (domy maklerskie, butiki inwestycyjne) dostrzegły szansę na zarobienie niezłych pieniędzy i same stają się inwestorami. Coraz trudniej jednak zarobić na dużych spółkach, dlatego wśród pośredników rozgorzała walka o dobrze rokujące firmy.Od swoich klientów – inwestorów – uczą się brokerzy. – Kupujemy papiery liderów danych branż i zarabiamy na nich rocznie średnio 100 proc. – mówi Grzegorz Leszczyński, prezes IDM SA, który z niewielkiego domu maklerskiego stał się poważnym rynkowym graczem wyspecjalizowanym w rynku ofert publicznych. Broker od dawna kupuje udziały w firmach, które potem wprowadza na parkiet. W tej chwili jest w trakcie pięciu takich transakcji, a dziesięć spółek, w których IDM ma udziały, w tej chwili „dojrzewa” do debiutu na GPW. Ten model stosuje coraz więcej domów maklerskich. Obejmują udziały w spółce przed debiutem, by później zarobić na ich sprzedaży na giełdzie. Zarabiają na tym podwójnie – jako oferujący akcje i udziałowiec spółki. Najpierw firma przeprowadza niepubliczną emisję papierów skierowaną do wąskiego grona inwestorów (maksymalnie może ich być 99). Jeszcze inną strategię stosuje Beskidzki Dom Maklerski, który sam rusza po kapitał z giełdy... aby mieć środki na sfinansowanie innych spółek, które zamierzają wejść na parkiet. Broker chce działać na kilku frontach: kupując udziały zarówno w podmiotach wchodzących na rynek główny GPW, jak i tych wchodzących na NewConnect (poprzez pre-IPO). Na tym jednak nie koniec. – Poprzez naszą spółkę zależną Satus, która jest jednym z sześciu beneficjentów programu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości we współpracy z Unią Europejską, zbieramy kapitał na dofinansowanie tzw. start upów. To nie tyle spółki, bo często nie mają nawet struktury organizacyjnej, ile dobre pomysły, patenty, które mają szansę przebić się na rynku – przekonuje prezes BDM Jacek Rachel. Najlepsi zarabiają na spółce nawet po kilkaset procent. Aż 75 proc. zeszłorocznego zysku IDM SA, który był najwyższy w historii (30 mln zł), broker wypracował na rynku pre-IPO. Sposobem brokerów na sfinansowanie inwestycji w akcje oferowanych przez nich spółek jest tworzenie towarzystw funduszy inwestycyjnych. Tak zrobiła Ipopema Securities, która poprzez spółkę zależną Ipopema TFI tworzy właśnie fundusze zamknięte aktywów niepublicznych, które będą pozyskiwać kapitał dla firm, które potem broker wprowadzi na warszawski parkiet. – Pieniądze klientów będą inwestowane w spółki, których IPO przeprowadzi potem Ipopema Securities – wyjaśnia prezes Ipopema TFI Maciej Jasiński. Na podobny pomysł wpadł wcześniej fundusz technologiczny MCI Management, który stworzył w tym celu MCI Capital TFI. Jednak pośredników, którzy myślą podobnie, jest dziś znacznie więcej. Model jest prosty. Najpierw trzeba znaleźć spółkę, ocenić jej możliwości, sytuację na rynku oraz zaplanować jej strategię działania. Później broker przeprowadza tzw. pre-IPO, czyli niepubliczną emisję papierów skierowaną do wąskiego grona inwestorów (maksymalnie może ich być 99), w której również sam obejmuje akcje spółki. Trwa to zwykle od roku do trzech lat, po czym wprowadza się firmę na giełdę, oferując jej walory szerszemu spektrum inwestorów (IPO). Dzisiaj dzięki powstaniu NewConnect jest to jeszcze prostsze, bo nowy rynek przyciąga więcej inwestorów chętnych finansować takie przedsięwzięcia. A ponieważ wiąże się z nimi duże ryzyko, rosną również potencjalne zyski – jeśli pomysł biznesu okaże się strzałem w dziesiątkę i firma się rozwinie, zanim zarobią giełdowi inwestorzy, wcześniej krocie zgarniają dotychczasowi udziałowcy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL