Kraj

PiS: jak przegraliśmy to, co można było wygrać

Rzeczpospolita
Adam Bielan i Michał Kamiński, główni stratedzy kampanii Prawa i Sprawiedliwości, są obwiniani przez swoich partyjnych kolegów o wyborczą porażkę
– Ludzie są wściekli! Kompletnie nie rozumieją, dlaczego przegraliśmy. Wszyscy są zawiedzeni. Ale tylko niewielu odważy się mówić o tym głośno – tak nastroje w PiS charakteryzuje jeden z polityków tej partii.
– Jak można było przegrać wybory, które były do wygrania? – dziwi się poseł Jacek Kurski, który w tej kampanii został odsunięty od głównego sztabu wyborczego partii. O rozliczeniu osób odpowiedzialnych za wyborczą klęskę mówi też wiceprezes PiS Paweł Zalewski. – Przez znakomitą większość kampanii PiS wygrywało w sondażach, a później tendencja się zmieniła. Nawet ci, którzy mogli na nas głosować, w ostatniej chwili zmienili zdanie – dodaje.
W PiS nikt nie ma wątpliwości, kto jest winny. Jednym tchem wymieniani są Adam Bielan i Michał Kamiński, którzy odpowiadali za całą kampanię. – Za porażkę odpowiada też prezes Kaczyński, który pozwolił Bielanowi i Kamińskiemu na całkowitą dowolność. Wszyscy inni zostali odsunięci od kampanii. Nie było żadnych mechanizmów naprawczych, bo nikt z liderów partii nie mógł wypowiadać się o kampanii – twierdzi rozmówca „Rz”. Obrady komitetu politycznego partii zaplanowano dopiero na wczorajszy wieczór. Ale na to posiedzenie spośród czterech wiceprezesów nie przyszło trzech (Ludwik Dorn, Kazimierz Ujazdowski i Zalewski). – Musimy się zastanowić, co dalej robić – zapowiadał przed spotkaniem wiceprezes PiS Adam Lipiński. Partię czeka gorący okres rozliczeń. Choć nikt nie wierzy, że dojdzie do radykalnych zmian we władzach, bo pozycja prezesa Kaczyńskiego jest nie do podważenia. – Nie widzę powodu, by ludzie, którzy dwa lata temu przypisali sobie autorstwo mojego sukcesu, Zbigniewa Ziobry, Przemysława Gosiewskiego, Adama Lipińskiego, teraz mieliby nie odpowiadać za klęskę kampanii, ponoszą za nią wyłączną odpowiedzialność, mieli pełnię władzy i całkowicie wolną rękę – grzmi Kurski. Bielan nie zamierza jednak bić się w piersi. Przekonuje, że w porównaniu z wyborami w 2005 r. PiS odniosło sukces. – Planem minimum było powtórzenie wyniku sprzed dwóch lat. Tymczasem głosowało na nas o dwa miliony osób więcej niż wtedy – mówi „Rz”. Jego zdaniem gdyby nie tak wysoka frekwencja, PiS być może nie musiałoby się żegnać z władzą. Co więcej twierdzi, że to Kurski przyczynił się do „gigantycznej mobilizacji zwolenników PO”. – Mam nadzieję, że wyciągnie z tego wnioski, czyli zmieni się, tak jak to wiele razy obiecywał – mówił Bielan. Politycy PiS przyznają, że zaszkodziły debaty liderów i konferencja podejrzanej o przyjęcie łapówki posłanki Beaty Sawickiej. – Zabiło nas tsunami wywołane debatą Kaczyńskiego z Tuskiem – przyznaje Kurski, ale po chwili podkreśla, że decyzja w sprawie telewizyjnego starcia liderów PiS i PO nie była konsultowana w jego partii. Pytanie, czy PiS będzie potrafiło wyciągnąć z tej lekcji jakiekolwiek wnioski. – Trzeba to przemyśleć także w kontekście funkcjonowania wewnątrzpartyjnego. Mówiąc krótko, trzeba partię otworzyć, doprowadzić do tego, by stała się instytucją demokratyczną – uważa Paweł Zalewski.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL