Komentarze

LiD jest skazana najwyżej na rolę trzeciej partii

Rezultat, który uzyskała LiD, nie osiągnął nawet sumy procentowych wyników, jakie ugrupowania składające się na tę partię (SLD, Socjaldemokracja Marka Borowskiego i PD) osiągnęły w wyborach poprzednich.
Wielu analitykom wydawało się, że rekordowo niskie wówczas poparcie dla SLD stanowi karę, którą wyborcy wymierzyli partii Millera za skandaliczne afery korupcyjne.
Po czyśćcu, jakim będzie zesłanie jej do drugiego pod względem znaczenia szeregu ugrupowań politycznych, zreformowana partia postkomunistyczna miała jakoby odzyskać swoje wpływy, aby w stosunkowo niedługim czasie zająć na powrót lewe skrzydło polskiej demokracji. Wynik LiD w najmniejszym stopniu nie sygnalizuje tej tendencji, ale utwierdza w przekonaniu, że ugrupowanie postkomunistyczne skazane jest na rolę co najwyżej trzeciej partii na polskiej scenie politycznej.
Rezultat ten trudno tłumaczyć fundamentalnym błędem LiD, która na swoją twarz wybrała Aleksandra Kwaśniewskiego. Okazało się, że popularność byłego prezydenta nie zrekompensuje jego politycznych i alkoholowych wpadek. Polska jednak się zmieniła – kilka lat temu podobne zachowania dzięki pomocy mediów i środowisk opiniotwórczych nie przeszkodziły Kwaśniewskiemu drugi raz zdobyć prezydentury. Obecnie Kwaśniewski mógł kosztować LiD nieco głosów, ale wynik tego ugrupowania jest efektem poważniejszych tendencji. Podstawowa konfrontacja na polskiej scenie politycznej przeciwstawia sobie PO i PiS. Można przyjąć, że ostatnie wybory były w dużej mierze plebiscytem za lub przeciw rządom PiS. Charakter taki nadały im główne media i ośrodki opiniotwórcze prowadzące kampanię przeciw partii Kaczyńskich. Nic dziwnego więc, że wyborcy niechętni PiS wybierali jego silniejszego przeciwnika. Jest to naturalna dynamika demokracji, gdzie co najmniej w tym samym stopniu głosuje się przeciw, co za. Poza tym starcie PO i PiS ma głębszy charakter ideowy. W dużym uproszczeniu określić można je jako spór między liberałami a konserwatystami. Z tym że polscy liberałowie mają cechy konserwatywne, a konserwatyści odwołują się do opiekuńczości we wspólnotowym tego słowa znaczeniu. Zabudowanie polskiej sceny politycznej przez PO i PiS stanowi przezwyciężenie jej fatalnego, postkomunistycznego podziału. Wykorzystując swoją uprzywilejowaną pozycję w polityce, biznesie i mediach oraz sojusz z dominującą grupą dawnej opozycji, byłym komunistom udało się awansować na najważniejszą siłę postkomunistycznej Polski. Zepchnięcie ich do roli co najwyżej trzeciej partii politycznej przywraca właściwą miarę polskiej demokracji. Pozwala jej wyjść z postkomunistycznej epoki. Dziś podstawowy spór przebiega w Polsce między partiami wyrastającymi z „Solidarności”, a więc mieszczącymi się w republikańskiej tradycji niepodległej Polski. To, że tak ukształtowana scena bardziej przypomina USA niż zachodnią Europę, nie stanowi jej mankamentu. Polskie dziedzictwo jest inne niż francuskie, a tradycyjne partie europejskie również przeżywają istotne przemiany. Nie ma powodu, aby to lewica stanowiła biegun polskiej sceny politycznej, zwłaszcza lewica o komunistycznym rodowodzie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL