Ekonomia

Nawet G7 nie uratuje dolara przed spadkiem

Rzeczpospolita
Analitycy nie wierzą, żeby cokolwiek mogło odwrócić ten trend. Przynajmniej przed końcem roku
W najbliższym czasie prawdopodobnie nic nie będzie w stanie zatrzymać spadku notowań dolara – twierdzą analitycy. W piątek kurs tej waluty po raz kolejny znalazł się na historycznym dnie. Tego dnia zebrali się ministrowie finansów państw G7, którzy mają m.in. omówić kwestię słabości amerykańskiej waluty. Ale wątpliwe, żeby coś wskórali. Jednocześnie złoty może być coraz silniejszy. W piątek dolar kosztował 2,58 zł, a euro 3,69 zł. Niektórzy uważają, że pod koniec roku euro może być jeszcze o kilka groszy tańsze.
– Inwestorzy czekają na obniżkę stóp procentowych w USA, a to nie sprzyja dolarowi – mówi główny ekonomista Raiffeisen Banku Jacek Wiśniewski. Dodaje, że w strefie euro oprocentowanie pozostanie prawdopodobnie bez zmian, a w Polsce będzie rosło. Sprawia to, że oszczędności przenoszone są masowo zza Atlantyku do Europy. – Fundusze poszukują innych, bardziej atrakcyjnych rynków niż Stany Zjednoczone. Polska, która znajduje się dopiero w połowie cyklu podwyżek stóp procentowych, a fundamenty jej gospodarki są solidne, spełnia ich oczekiwania – uważa analityk First International Traders Marek Rogalski. – Nie widzę sygnałów, które mogłyby świadczyć o tym, że osłabienie dolara niedługo się zakończy – twierdzi Wiśniewski. Ostatnie dni na rynkach walutowych są wyjątkowe. Dolar przełamał psychologiczne bariery i kosztuje już mniej niż 70 eurocentów (kurs euro do dolara przekroczył 1,43). Słabe dane z rynku nieruchomości czynią obniżkę stóp procentowych bardziej prawdopodobną. Ale inwestorów przeraziły również wtorkowe dane o napływie kapitału do Stanów Zjednoczonych. Kraj ten od dawna ma bardzo wysoki deficyt na rachunku obrotów bieżących, m.in. z powodu ujemnego salda handlu z Chinami. Do tej pory cały świat finansował ten deficyt poprzez zakupy amerykańskich akcji i obligacji (rachunek jest prosty: w gospodarce rynkowej deficyt na rachunku bieżącym oznacza odpływ pieniędzy, który musi być rekompensowany przez napływ inwestycji).
W sierpniu jednak inwestorzy sprzedali amerykańskie papiery wartościowe za łączną sumę 163 mld dolarów. Dla rynku to był szok. Wielu analityków sugerowało, że w Stanach Zjednoczonych może pojawić się problem z finansowaniem deficytu na rachunku bieżącym. Jeżeli to się potwierdzi, dolar może się znaleźć pod ogromną presją. Zdaniem analityka TMS Brokers Marka Wołosa tylko interwencje banków centralnych mogłyby zatrzymać spadek kursu dolara. – Spotkanie G7 może mieć wpływ na kursy, ale będzie on krótkotrwały – mówi Wołos. Już w piątek po południu widać było przejściowe umocnienie dolara, m.in. po wypowiedziach europejskich polityków, że dolar jest zbyt słaby. Ale według Wołosa jeszcze do końca roku kurs euro do dolara może osiągnąć nawet poziom 1,45. Dopiero w przyszłym roku amerykańska waluta ma szansę odzyskać siły. Podobnego zdania jest Marek Rogalski. – Do zmiany niekorzystnego trendu konieczne będzie wspólne działanie głównych banków centralnych w celu obrony zielonego albo sygnały, że pozostałe banki centralne zamierzają pójść śladami Fedu i obniżać stopy. Na razie jednak na to się nie zanosi, zatem dolar może być słaby jeszcze przez kilka miesięcy. USA mają wysoki deficyt na rachunku bieżącym. Żeby finansować ten deficyt, trzeba było wysokimi stopami procentowymi zachęcać inwestorów do kupowania amerykańskich papierów wartościowych. Teraz stopy idą w dół, a dolar słabnie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL