Biznes

Brak prywatyzacji to wyższe podatki

Rzeczpospolita
Dywidendy nie zastąpią sprzedaży majątku państwa. Spowolnienie prywatyzacji spowodowało, że koszt obsługi długu publicznego zamiast spadać, rośnie. Pokryją go podatnicy
Taki wniosek płynie z raportu o skutkach polityki prywatyzacyjnej w latach 2006 i 2007 sporządzonego przez Forum Obywatelskie Rozwoju (fundacja Leszka Balcerowicza). Według FOR gdyby przychody ze sprzedaży majątku państwowego były realizowane zgodnie z planem, potrzeby pożyczkowe państwa zmniejszyłyby się o ponad 5,1 mld zł.
W konsekwencji rosną koszty obsługi długu publicznego. Gdyby nie spowolnienie wzrost ten byłby o 280 mln zł mniejszy. Zdaniem autorów raportu państwo będzie musiało finansować odsetki od długu publicznego, zwiększając podatki. Rosnących kosztów nie są bowiem w stanie wyrównać dywidendy. I to mimo że płyną one do budżetu wartkim strumieniem. Przyjęta na ten rok prognoza wpływów do kasy państwa z zysku spółek (4,35 mld zł) jest ponaddwukrotnie wyższa od zeszłorocznej. Jednak zdaniem autorów raportu ewentualne obniżenie zysków z dywidendy spowodowane wykonaniem planu prywatyzacyjnego na lata 2006 i 2007 wyniosłoby najwyżej 130 mln zł. A więc byłoby ponaddwukrotnie mniejsze od wzrostu wydatków na odsetki od długu publicznego wynikającego ze spowolnienia sprzedaży majątku Skarbu Państwa.
Raport omawia tempo prywatyzacji zarówno na tle rządowych planów na lata 2006 i 2007, jak i przychodów z prywatyzacji w poprzednich latach (m.in. 2002 – 2005, 1998 – 2001 czy rekordowego pod tym względem 2000 r.). Używa przy tym obrazowych przykładów – np. gdyby sprzedaż tego co jeszcze znajduje się w posiadaniu SP, miała przebiegać w takim tempie jak w ostatnich dwóch latach, prywatyzacja całości potrwałaby ponad 171 lat. Resort skarbu nie pozostał jednak dłużny autorom opracowania i na swojej stronie internetowej zarzucił im, że raport jest materiałem „niemerytorycznym, niedopracowanym i motywowanym ideologicznie”. Wytknął autorom błędy. Podstawowy to proste przenoszenie zjawisk z przeszłości na przyszłość. – Jak można przyjmować za podstawę obliczeń wpływy ze sprzedaży TP SA – transakcji z tzw. porozumieniem regulacyjnym, w którym rząd gwarantował monopolistyczną pozycję tej firmy? – komentuje Paweł Szałamacha, wiceminister skarbu. W oświadczeniu ministerstwo podkreśla, że w tej chwili „prywatyzacja dokonywana jest rozsądnie, często po długotrwałych negocjacjach cenowych”. Ma to skutkować lepszym zabezpieczeniem interesu Skarbu Państwa oraz odzyskaniem zaufania społecznego do prywatyzacji. Resortu bronią też niektórzy ekonomiści. – Zahamowanie prywatyzacji nastąpiło już w 2002 r., jeszcze za rządów SLD. Mówiąc o polityce prywatyzacyjnej z przeszłości, nie można zapominać o takich transakcjach jak sprzedaż TP SA czy udziałów w PZU. Patrząc z dzisiejszej perspektywy – lepiej byłoby, gdyby do nich w ogóle nie doszło – uważa Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha. Dodaje jednak, że ministerstwo powinno prywatyzować szybciej i w bardziej zdecydowany sposób. Koniunktura nie będzie bowiem trwać wiecznie i wartość państwowych udziałów za kilka lat nie musi być wcale wyższa niż teraz.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL