Świat

Merkel chce uniknąć nowych sporów z Polską

AFP
Centrum przeciwko Wypędzeniom nie powstanie. Przesiedleni będą się musieli zadowolić udziałem w rządowym projekcie upamiętniającym wysiedlenia
Kanclerz Niemiec w najbliższy poniedziałek wystąpi na uroczystościach 50-lecia Związku Wypędzonych (BdV). Niemieccy wysiedleni oczekiwali, że przy tej okazji Angela Merkel przedstawi kształt rządowej koncepcji tzw. widocznego znaku, czyli miejsca upamiętniającego przymusowe przesiedlenia. Tym bardziej że Erika Steinbach zmuszona została do rezygnacji ze swej koncepcji Centrum przeciwko Wypędzeniom.
– Centrum powstanie pod inną nazwą i będzie projektem rządowym – przyznała niedawno w Berlinie. Oznacza to tyle, że BdV nie będzie jedynym kuratorem przyszłej placówki. – Dla Polski jest to dobra wiadomość – ocenia jeden z niemieckich obserwatorów. Związek Wypędzonych nie dostanie również w najbliższy poniedziałek prezentu w postaci deklaracji, jaką rolę miałby pełnić w przygotowywanej przez rząd placówce. – Kanclerz Angela Merkel nie ogłosi żadnych rewelacji, nie złoży żadnych deklaracji ani nie przedstawi konkretów utworzenia w Berlinie miejsca pamięci wypędzeń. – Nie chcemy żadnych dodatkowych komplikacji w relacjach z Polską – zapewnia nasze źródło w stolicy Niemiec.
– Prace nad koncepcją tzw. widocznego znaku są bardzo zaawansowane. Z całą pewnością nie zostaną jednak zakończone w najbliższych dniach – powiedział wczoraj „Rz” Dietrich von der Schulenburg, rzecznik resortu kultury. Urząd ten koordynuje projekt będący wspólnym przedsięwzięciem partnerów rządu koalicyjnego Angeli Merkel. Zarówno socjaldemokraci, jak i chadecy chcą, by realizacja projektu odbywała się we współpracy z Polską, Czechami i innymi zainteresowanymi krajami.– Nie chcemy, aby była to nowa, niezależna instytucja. Proponujemy też zorganizowanie międzynarodowej konferencji historyków w tej sprawie – powiedziała „Rz” Angelica Schwall-Düren, wiceprzewodnicząca frakcji SPD w Bundestagu. Zdaniem SPD przyszły znak pamięci powinien być częścią istniejącej instytucji, najlepiej Domu Historii w Bonn, który przygotował dwa lata temu wystawę o przymusowych wysiedleniach Niemców i ich powojennej integracji. BdV chciał się skupić na cierpieniach wysiedlonych i relatywizującej wizji wszystkich przymusowych wysiedleń w Europie XX wieku, przedstawianych jako zbrodnia przeciwko ludzkości. – Oczekujemy, że będziemy mieli wpływ na przyszłą placówkę – żąda Erika Steinbach. Zdaniem naszych rozmówców nie pozostaje jej jednak nic innego, jak zadowolić się rolą matki chrzestnej całej koncepcji. To ona wywołała w Niemczech dyskusję o potrzebie upamiętnienia wysiedleń, co doprowadziło do porozumienia koalicyjnego w tej sprawie.Polskie władze są przeciwne tego rodzaju inicjatywom. Obawiają się, że nadmierne eksponowanie problematyki wysiedleń prowadzi do relatywizacji historii, bo spycha ją na dalszy plan zbrodni nazistowskich.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL