fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Chirac na ławie oskarżonych

Były prezydent Francji Jacques Chirac nie pojawił się w sądzie, choć był wczoraj w Paryżu
AFP
W Paryżu rozpoczął się wczoraj proces byłego prezydenta. Czy zakończy się wyrokiem?
 
Jacques Chirac jest sądzony za dwie afery korupcyjne z okresu między rokiem 1977 a 1995, kiedy był merem Paryża i liderem Zgromadzenia na rzecz Republiki (RPR), ugrupowania, z którego wywodzi się rządząca obecnie we Francji Unia na rzecz Ruchu Ludowego (UMP). Chodzi o 21 fikcyjnych etatów, które Jacques Chirac miał stworzyć, żeby „nagrodzić" za polityczne poparcie swoich bliskich współpracowników i członków ich rodzin.
 
 
Prokuratura zarzuca 78-letniemu dziś byłemu prezydentowi „sprzeniewierzenie środków publicznych", „nadużycie zaufania" i „przyjmowanie łapówek". Jeśli Chirac zostanie skazany, grozi mu do 10 lat więzienia i grzywna w wysokości 150 tysięcy euro. Że do tego dojdzie, nie jest jednak wcale pewne. Oskarżony nie pojawił się zresztą wczoraj na otwarciu procesu, a obrońcy jednego ze współoskarżonych Remy'ego Chardona złożyli wniosek o zbadanie zgodności procesu z konstytucją, co może opóźnić rozprawę o co najmniej kilka miesięcy.
Takie prawo przysługuje każdemu obywatelowi sądzonemu w sprawach karnych. Obrońcy twierdzą, że czyny zarzucane ich klientowi uległy przedawnieniu. Dziś sąd ma zdecydować, czy uzna wniosek za zasadny. Wtedy trafi on do wyższej instancji – Sądu Kasacyjnego lub Sądu Najwyższego, który będzie go rozpatrywał przez następne dwa, trzy miesiące.
Pierwszy dzień procesu trwał w rezultacie zaledwie kilka minut. Zamiast Chiraca na sali sądowej pojawili się współoskarżeni – dziewięciu byłych współpracowników i beneficjentów systemu fikcyjnych zatrudnień. Wśród nich: byli szefowie gabinetu Chiraca Michel Roussin, Jean de Gaulle, wnuk założyciela V Republiki, Francois Debré, brat przewodniczącego Trybunału Konstytucyjnego, i Marc Blondel, były sekretarz generalny związku zawodowego FO.
Wszyscy mieli być zatrudnieni w latach 1992 – 1995 w paryskim merostwie i otrzymywać wysokie wynagrodzenie z budżetu miasta. Żaden z nich jednak nie przepracował w ratuszu nawet jednego dnia. To pierwsza afera. Druga dotyczy siedmiu osób zatrudnionych na tych samych zasadach w merostwie w latach 70. i 80. W tej sprawie kilka osób zostało już wcześniej skazanych, m.in. Alain Juppé, obecny minister spraw zagranicznych, wówczas sekretarz generalny RPR. Sąd skazał go w 2004 roku na 14 miesięcy więzienia w zawieszeniu i pozbawił na rok biernych praw wyborczych.
Wszyscy oskarżeni – tak jak Chirac – odpierają zarzuty. Nie potrafią jednak udowodnić, że zasłużyli na pensję pracownika urzędu miasta.
– Nie mieli biura, linii telefonicznej, ich nazwisko nie pojawiało się w spisie pracowników. Kogo oni chcą oszukać?– grzmiała sędzia śledczy Xaviere Simeoni, która prowadzi sprawę od lat. Obrońcy Chiraca kontratakowali, nazywając proces „farsą".
 
 
Już wiadomo, że były prezydent nie pojawi się w sądzie we wtorek ani w środę. Jego adwokat Georges Klejman twierdzi, że jest „zmęczony". Wielu ekspertów podejrzewa, że proces skończy się podobnie jak wcześniejsze próby osądzenia Chiraca.
– Będzie wydłużany w nieskończoność i rozejdzie się po kościach. Nikomu nie zależy, by Chirac został skazany. Prawo obowiązuje wszystkich, także byłych prezydentów. To jednak z trudem trafia do świadomości. To, że pierwszy raz w dziejach V Republiki były prezydent broni się przed sądem, jest tego dobitnym dowodem – mówi „Rz" politolog Jean Petaux. W 2009 roku sąd w Nanterre umorzył sprawę Chiraca. Władze Paryża zrezygnowały z wniesienia skargi, bo zwrócił część sprzeniewierzonych pieniędzy. Sondaż przeprowadzony dla telewizji M6 pokazuje, że ponad połowa Francuzów uważa, iż miejsce Chiraca jest na ławie oskarżonych.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA