Wywiady i rozmowy

Sitar znów podbija świat

Anoushka Shankar ze swoim sitarem
BLUE NOTE
Nie zamierzałam robić ze studia alei gwiazd, nie organizowałam też burzy mózgów. Jesteśmy normalnymi siostrami, starałyśmy się zachowywać bez zadęcia. Zależało nam na naturalności i dobrej zabawie - mówi Anoushka Shankar
Rz: Czego oczekiwała pani od swojej przyrodniej siostry Norah Jones, zapraszając ją do duetu na najnowszej płycie?Anoushka Shankar: Nie zamierzałam robić ze studia alei gwiazd, nie organizowałam też burzy mózgów. Jesteśmy normalnymi siostrami, starałyśmy się zachowywać bez zadęcia. Zależało nam na naturalności i dobrej zabawie.A czy Sting zaśpiewał z panią w "Sea Dreamer" dlatego, że jest artystą od dawna eksperymentującym z muzyką etniczną?Słuchałam jego płyt odkąd pamiętam. Mam to szczęście, że zostaliśmy przyjaciółmi, kiedy miałam 19 lat. Znamy się tak długo, że zdążył mnie zaprosić do udziału w nagraniu swojej solowej płyty "Sacred Love". Teraz przyszedł czas na rewizytę. Uwielbiam jego ciepło brzmiący głos.Sting jest jednym z tych europejskich artystów, który zaczął praktykować jogę, poświęca jej wiele godzin dziennie. Czy uważa pani, że my, Europejczycy możemy przeżywać kulturę Wschodu tak głęboko jak jego mieszkańcy?Myślę, że wszystko zależy od tego, czy traktujemy te sprawy jak przemijającą modę czy też poważnie. Stare klasyfikacje świata, podział na Wschód i Zachód, są anachroniczne. Co mają wspólnego Chiny i Indie, albo Polska i Stany Zjednoczone? Jak zrozumieć to, że więcej moich przyjaciół ćwiczy jogę w Kalifornii niż w Indiach? Łączy nas na pewno pragnienie poznania naszego globu, świadomość, że jest zróżnicowany. Najważniejsze, byśmy chcieli zaakceptować te różnice, zrozumieć je.Ponad kulturowymi podziałami tworzył George Harrison. Otwierała pani wraz z tatą i hinduskimi muzykami koncert jego pamięci w Royal Albert Hall. Kim był dla pani?Nazywałam go wujaszkiem Georgem, ponieważ był uczniem i przyjacielem mojego ojca. Nasze rodziny bardzo się zżyły, spotykaliśmy się często, wiele razy graliśmy razem na sitarach. Byłam zdziwiona, kiedy w mediach mówiono o nim "nieśmiały Beatles". To był bardzo ekscentryczny mężczyzna, intrygujący, kreatywny, często idący pod prąd. Tak było w życiu zawodowym i w showbiznesie, bo prywatnie zapamiętałam człowieka niezwykle ciepłego i czułego.A jakim był sitarzystą?Bardzo dobrym, co warte specjalnej pochwały, bo zaczął uczyć się grać na nim, gdy był już w Beatlesach i przekroczył dwudziestkę. Mogę mu tylko wypomnieć, że nie poświęcał więcej czasu na ćwiczenia.Czy sitar jest instrumentem związanym z religią?Raczej z życiem duchowym, choć gra na nim stanowi niezbędny akompaniament pieśni religijnych. Jedna z technik pozwala wydobyć ze strun dźwięki przypominające ludzki śpiew, co dziś łatwo osiągnąć dzięki komputerowi, ale sitar dawał takie możliwości już wiele wieków temu. Wymaga jednak znakomitej techniki. To bodaj najtrudniejszy do opanowania instrument. Dlatego naukę trzeba zacząć bardzo wcześnie. Nie byłam najmłodszą sitarzystką, gdy startowałam. Miałam siedem lat i nie traktowałam nauki poważnie do czasu, kiedy nie skończyłam 12 lat.Grała pani z London Symphonic Orchestra pod dyrekcją Zubina Mehty i Mścisławem Roztropowiczem. Jak porównałaby pani europejską muzykę klasyczną i hinduską?Kiedy wykonywałam na fortepianie klasyczne europejskie dzieła, mogłam je tylko interpretować - muzykę hinduską się improwizuje. To bardzo osobista sprawa, wszystko zależy od wykonawcy. Spośród europejskich kompozytorów najbliższy jest mi wasz Chopin i Debussy.A jak tłumaczy pani tytuł najnowszej płyty i tytułowej instrumentalnej kompozycji "Breathing Under Water"?Woda kojarzy mi się z milczeniem i tajemnicą. Ponieważ nagrywając kolejne kompozycje podróżowaliśmy ponad oceanem, w pewnym momencie zaczął mi się on kojarzyć z tęsknotą. Myślę, że można ją wyczuć w wielu utworach. A także z wyzwaniami, które stawia los. Czasami trzeba wstrzymać oddech i skoczyć na głęboką wodę. Jestem ciekawa jak mój skok ocenią fani.Najbardziej zaskakujące jest połączenie brzmień sitar z komputerami i syntezatorami. Zaprzyjaźniła się pani z nowymi technologiami?Myślę, że ten album jest obrazem mojego życia. Słuchacze mogli mnie widzieć na koncertach i na okładkach płyt w tradycyjnym hinduskim stroju, tymczasem, od kiedy stałam się zbuntowaną nastolatką słuchałam dużo elektroniki, clubbing to jedna z moich życiowych pasji. W Indiach też się go uprawia.Liczy pani na to, że w ślad za światową modą na kino bollywoodzkie, dzięki pani płycie i elektronicznym aranżacjom, świat oszaleje na punkcie sitar?Od bollywoodzkiej muzyki wolę klasyczną albo niezależną. Jeśli chodzi o muzyczne rewolucje, myślę, że mamy je już za sobą. Sitar towarzyszy muzyce pop co najmniej 40 lat. Ale na pewno warto przypomnieć go w nowych aranżacjach. Osobiście odczuwam znudzenie tym, co się dzieje w światowej muzyce pop. Nie jestem fanem hip hopu i wiem, że tacy ludzie jak nie mają dziś czego słuchać. Sitar znów podbija świat
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL