Biznes

Już jest drogo, a będzie drożej

Rzeczpospolita
Cenom ropy brakowało wczoraj rano zaledwie kilkunastu centów do nowego rekordu. Po chwili uspokojenia po południu ropa znów zacząć drożeć, bo zaostrzyła się sytuacja na granicy turecko-irackiej. To region, gdzie wydobywa duże ilości tego strategicznego surowca
W tej sytuacji praktycznie nie ma co liczyć, że wahające się obecnie w okolicach 83 dolarów za baryłkę ceny ropy naftowej spadną (rekord to 83,90 dol). Tym bardziej, że z USA dochodzą o informacje o oddalającym się zagrożeniu recesyjnym, a co za tym idzie – zwiększonym popycie na energię.Rynek w zasadzie przyzwyczaił się już do tego, że w Iraku może dojść do akcji sabotażowej wstrzymującej na kilka dni eksport albo do kolejnych porwań naftowych ekspertów w Nigerii czy też zniszczenia ropociągu transportującego ropę do terminali.
Do tego do połowy listopada trwa jeszcze sezon huraganów na Karaibach i w każdej chwili może się pojawić kolejna kuzynka zabójczej Katriny, która przed dwoma laty spustoszyła południowe wybrzeże Stanów Zjednoczonych i na stałe wyłączyła z produkcji kilkadziesiąt platform wydobywczych. Nie jest zaskoczeniem silny i cały czas rosnący popyt z krajów rozwijających się, bo skoro PKB Indii, Chin i Wietnamu jest co roku większy o blisko 10 procent, to skądś te kraje muszą brać do tego energię. Wszystkie te czynniki nie pozwalają ropie spaść solidnie poniżej 80 dolarów za baryłkę surowca gatunku Brent. Przy czym jeszcze kurs dolara jest bardzo niski.Do tego dochodzi bezsilność OPEC, który już praktycznie straciła wpływ na poziom cen.Nawet jeśli ministrowie kartelu spotkają się i zdecydują o zwiększeniu produkcji o 500 tysięcy, czy nawet milion baryłek dziennie, to i tak rynek zapamięta tę informację najwyżej przez dwa albo trzy dni, a potem powróci do poziomu, jaki pasuje akurat spekulacyjnym funduszom, które na giełdach energetycznych są aktywne jak nigdy dotąd. Pieniądze, jakie w ostatnich miesiącach zostały wycofane z przeywającego kłopoty rynku kredytów hipotecznych, gdzieś musiały z się odnaleźć. I zaczęły grać tam, gdzie zarobek jest teraz najszybszy i najłatwiejszy. Takim jest w tej chwili rynek energetyczny. Jeśli więc ceny spadają na dzień, lub kilka dni, to tylko dlatego, że fundusze inwestycyjne chcą zarobić na najsłabszych uczestnikach gry. Pakiet energetyczny ma dzisiaj praktycznie każdy poważny fundusz inwestycyjny.[wyimek]Ceny ropy z małymi wahnięciami pięły się od kryzysu finansowego w Azji. Rekordowe notowania zaczęły osiągać od połowy 2006 r., kiedy gospodarka światowa zamiast zwolnić, nadal przyspieszała. [/wyimek]Wczoraj pojawiły się nowe argumenty utwierdzające świat jeszcze bardziej w przekonaniu , że nie ma co oczekiwać spadku cen. Główny z nich to zapowiedź kurdyjskiej partii PKK walczącej o niepodległy Kurdystan w południowo-wschodniej części Turcji, że wypowiada otwartą wojnę zarówno rządzącej w tym kraju partii AK, jak i opozycyjnej CHP. Kurdowie wrócili przez zieloną granicę z Iraku do Turcji i nie ukrywają, że transport ropy, znacznie zresztą ograniczony po wybuchu wojny w Iraku, będzie jednym z ich celów.Powód drugi, z którym mało kto się liczył, to spadające zapasy ropy i paliw w Stanach Zjednoczonych. I nie dość, że w mijającym tygodniu spadły one o 600 tys. baryłek destylatów i 1,7 mln baryłek ropy, to wszystko wskazuje, że podobnie będzie również w przyszłym tygodniu. A i tak zapasy są na najniższym poziomie od stycznia.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL