Opinie

Doda z Bezą bez Nelki, czyli wyborcze wafelki

Autorski przegląd prasy
Wybory wciągają wszystkich. Na łamach „Wprost” Doda mówi wszystko. Głosuje na PO, bo „wybiera kraj pełen wolności, tolerancji i indywidualności”. Przy Kaczyńskich czuje się jak w bajce o Śnieżce i siedmiu krasnoludkach. – A co myśli pani o Aleksandrze Kwaśniewskim? Czy lubi pani seks z nietrzeźwymi mężczyznami? – pyta „Wprost”. – Tylko wtedy, gdy sama jestem nietrzeźwa – pada rezolutna odpowiedź. Ale Doda od razu precyzuje: – O Kwaśniewskim nie chcę mówić, bo mogłabym za bardzo pojechać i byłoby nieprzyjemnie.
Nie wszyscy są takimi Kwachofobami jak Doda. Jolanta Kwaśniewska w wywiadzie dla „Dziennika” obiecuje wsparcie kampanii LiD, ale na razie unika szczegółów. „Dziennik” pyta: – To będzie tylko spot?– Zobaczy pan niedługo – odpowiada pani Jola. „Dziennik” drąży: – Niektórzy mówią, że powróci pani do tematu bezy? – Mam wrażenie, że ten temat już się pojawił, ale wybrało go inne ugrupowanie. A ja się cieszę, że zasady dobrego wychowania weszły pod strzechy. Pod strzechy? Czy Waldemar Pawlak już jada bezę łyżeczką? W „Gazecie Wyborczej” Janusz Anderman nie może się powstrzymać od śmiechu na myśl o Nelly Rokicie. A w ogóle to Anderman ma pretensje do autorek wywiadu z doradczynią prezydenta RP – Moniki Olejnik i Agnieszki Kublik – za zbyt słabe „wyciśnięcie” uroczej Nelly. Jak pisze, nawet „tytuł »Podoba mi się u prezydenta« jest mało pojemny i – przebłagawszy uszy feministek – nazbyt babski”. Spokojnie, feministki o nawalanie pani Rokity na pewno się nie obrażą. Na łamach „Polityki” Janina Paradowska bierze w dłonie belferską trzcinkę i wymachuje nią przed leniwym i mało pojętnym uczniem Donaldem Tuskiem. Dla zwrócenia uwagi platformowego leniuszka – porady, jak wygrać wybory, oznaczane są czerwonymi punktami. Tylko wyciąć i wkuwać przez ostatni tydzień kampanii. Czy w razie przegranej Tusk dostanie w redakcji „Polityki” trzcinką po łapkach? Pani Janino! Litości dla mojego krajana z Gdańska. Tydzień temu „Fakt” ogłosił ślub Jarosława Kaczyńskiego z Jolantą Szczypińską. Posłanka PiS zdementowała sensacje. Więc teraz „Fakt” nazywa Szczypińską „narzeczoną” i „towarzyszką życia” Kaczyńskiego. Uszczęśliwianej na siłę pani Jolancie pozostaje już chyba tylko transfer do SLD albo sekty dręczycieli kotów – może wtedy „Fakt” zaryzykuje hipotezę, że ślub nie wchodzi w grę.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL