Styl życia

Inna para kaloszy

Fotorzepa, Tomasz Żurek żurek Tomasz Żurek
Gumiaki w PRL trzeba było zdobywać, jak wszystko. Były w jedynie słusznym kolorze czarnym albo rybackie – zielone. Made in Stomil albo ZPG – Zakłady Przemysłu Gumowego.
Były też, i są do dziś, gumofilce – elegancja w stylu Samoobrony, zanim Andrzej Lepper zaczął nosić garnitury od Ermenegildo Zegny. Kalosze były butami arystokracji. Nosili je angielscy lordowie, książęta i bogate mieszczaństwo. W krajach anglojęzycznych często nazywa się je wellingtonami (w skrócie wellies). Od księcia Wellington, Arthura Wellesleya, który upowszechnił gumowe obuwie na początku XIX wieku. Jego szewc wzorował się na tzw. butach z Hesji noszonych przez plemię z północnych Niemiec, tworząc buty o opływowym kształcie, z miękkiej cielęcej skóry i na niskim obcasie.
Pierwsze gumiaki stworzył zaś Hutchinson, założyciel firmy L’Aigle po spotkaniu z Charlesem Goodyearem, który w 1837 roku uzyskał patent na produkcję gumy. Kalosze brały nawet udział w pierwszej wojnie światowej, kiedy rząd angielski zamówił w firmie North British Rubber Company ponad milion par dla żołnierzy walczących na bagnistych terenach Francji i Belgii. Dzisiaj kalosz robi karierę na ulicach miast. W kratkę, kwiatki, kropki, esy-floresy, w pieski, pszczółki, żabki, (nie tylko dla dzieci), we wszystkich kolorach. W Polsce ten kolorowy kupowany jest często przez Internet, na przykład na Allegro. Doczekał się też wielu serwisów, a nawet internetowego bloga. W założonym przez kilkanaście osób kalosze.blox.pl znajdziemy tysiące zdjęć gumowych butów z całego świata. Blog powstał z inicjatywy uczestników jednego z internetowych forów, na którym udzielała się użytkowniczka Doral. Zaczepiała piszących na forum ludzi zdaniem: „Ja tylko sprawdzam, czy nie ma tu moich kaloszy”. – Po pewnym czasie stało się to już tradycją – opowiada Pszczola99, współautorka internetowego dziennika. – Nasz kolega występujący pod nickiem Probably wpadł na pomysł, by założyć kaloszowego bloga i podarować go Doral na urodziny.
Tak się też stało. W dniu swoich urodzin w listopadzie zeszłego roku Doral zobaczyła bloga i stała się jego właścicielką. – Od tamtej pory „Kalosze” żyją własnym życiem, są ludzie, którzy do nas zaglądają i podsyłają nam ciekawe linki – mówi Pszczola99. Doral zaś w blogu napisała: „blogasek kaloszowy to najpiękniejszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałam”. A jej prawdziwe kalosze w rzeczywistości nigdy nie zginęły, chodzi w nich codziennie do lasu z psami.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL