Styl życia

Precz z podróbami polskich owoców!

Do tej pory tylko zagraniczne pochodzenie lub przynajmniej nazwa gwarantowały sukces towaru na polskim rynku. Inaczej niż po angielsku lub po włosku nie mogą nazywać się firmy odzieżowe (Reserved‚ Monnari‚ Leo Lazzi‚ Cropp Town), w nazwach sklepów i restauracji też polszczyzna jest gatunkiem ginącym.
Co innego w branży spożywczej – tam w nomenklaturze króluje swojskość. Szynka teściowej‚ chleb staropolski‚ słowiański itp. Polak lubi polskie jadło.
Nie tylko z nazwy. – Czy te morele to krajowe – pytam na przydomowym bazarku. – Oczywiście kochana‚ polskie – otrzymuję zapewnienie. W domu okazuje się‚ że morele są blade‚ wodniste i bez smaku. Greckie‚ ani chybi‚ albo hiszpańskie. Dziwne‚ bo mimo przymrozków nasze drzewa morelowe obsypane są w tym roku owocami. A te są drobniejsze‚ kolor mają ciemnożółty‚ skórkę czasem z plamami‚ za to smak prawdziwej moreli‚ a nie kompozytu dentystycznego. Doszliśmy do tego‚ że gorszy produkt zagraniczny udaje lepszy polski. Na pomidory nikt już się nie nabierze‚ przynajmniej w sezonie. Na czereśnie z Prowansji dałam się złapać w czerwcu. Teraz morele. Chyba trzeba powołać urząd komisarza do spraw zwalczania zagranicznych podróbek polskich owoców. Na razie chyba tylko kapusta jest niezagrożona fałszywką z Hiszpanii. Na tamtej ziemi rodaczce byłoby za gorąco.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL