fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Skwieciński: Z diabłem w podkoszulku

Piotr Skwieciński
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Najczęstszą myślą Donalda Tuska w ostatnich tygodniach musi być pytanie: Wołodia, ale dlaczego? – stwierdza Rafał Ziemkiewicz. I odpowiada trzema hipotezami
Pierwsza: „Rossiji umom nie razbieriosz”. Czyli polityka rosyjska nie jest racjonalna, tylko emocjonalna, w sprawie raportu MAK chodzi o obronę swoiście rozumianego honoru państwa, któremu zagrażałoby przyznanie, że jakiekolwiek organy tego państwa w jakiejkolwiek sprawie w jakimkolwiek stopniu zawiodły.
Druga – to że Rosjanie tak naprawdę ukrywają swoje działania celowe, czyli zamach. To słowo oczywiście nie pada. Ale jak można inaczej rozumieć słowa Ziemkiewicza „Rosjanie najlepiej wiedzą, że wbrew narzucającemu się potocznemu mniemaniu katastrofa nie była tylko skutkiem bałaganu, wiedzą, jakiego naprawdę trupa mają w szafie, i wolą w bezczelny sposób fałszować śledztwo i niszczyć oraz ukrywać dowody”?
I hipoteza trzecia – Rosja chce po prostu chaosu w Polsce, wojny rządu z opozycją. Wojny, która będzie osłabiać nasz kraj niezależnie od tego, kto wygra. A jakby wygrał Kaczyński, to tym lepiej, bo wtedy spadną notowania Polski w stolicach zachodnich.
Drugą hipotezę uważam za nieracjonalną – nie widzę celu politycznego, który Rosjanie mieliby osiągnąć, mordując zmierzającego i tak do wyborczej porażki prezydenta. Również okoliczności smoleńskiej tragedii wskazują moim zdaniem na to, że zamachu tam nie było. Wymieńmy choćby niemal urzeczywistnioną, a bliźniaczą wobec nieco tylko późniejszego upadku Tupolewa katastrofę Iła – gdyby doszła do skutku, polski Tupolew już na pewno nie lądowałby przecież w Smoleńsku. Wymieńmy ostrzeżenie polskich pilotów przed lądowaniem. Wymieńmy… wiele możnaby jeszcze wymieniać.
Hipotezy pierwszą i trzecią uważam natomiast za racjonalne.
[srodtytul]Psychika państwowa[/srodtytul]
Istotnie – psychika państwa rosyjskiego zakazuje, jak pisze Ziemkiewicz, w imię świętego honoru Rosji przyznania się do czegokolwiek, nawet do niedopiętego guzika u lejtnanta. Istotnie – osłabienie naszego kraju przez przedłużenie polskiej wojny domowej, niedopuszczenie by ktokolwiek w niej wygrał leżałoby w tradycjonalnie rozumianym interesie Kremla. Choć twierdzenie Ziemkiewicza, że jeśli ta hipoteza jest prawdziwa oznacza to, że strategicznym celem Rosji nie jest mieć dobre stosunki z Polską, ale nie mieć w ogóle Polski, pojmowane literalnie jest przesadne. W obecnym świecie nie chodzi o likwidację państw, tylko o ich wzmocnienie bądź osłabienie. Ziemkiewicz rozumie to równie dobrze jak ja, przyjmuję więc, że mu się tylko tak napisało.
I – wbrew temu, co pisze Ziemkiewicz – obie te hipotezy nie muszą być alternatywne. Obie mogą być prawdziwe równocześnie.
Ale obie trzeba znacząco uzupełnić.
Polityka rosyjska jest i racjonalna (Rosjanie są wręcz mistrzami najtwardszej na świecie Realpolitik) jak i emocjonalna. Emocjonalna w sensie instynktu, intuicji i tradycji, prawidłowo opisanych przez Ziemkiewicza, ale i sensie mistrzowskiego operowania tą emocjonalnością – którą Rosjanie umieją kontrolować - dla osiągnięcia bardzo konkretnych celów. Jeśli – myślą na Kremlu – nie mamy naprawdę dobrego powodu, aby działać inaczej, to działamy tak, jak nam instynkt i intuicja i tradycja nakazują. Czyli, w danym przypadku, bronimy każdego niedopiętego guzika u każdego lejtnanta. A wobec każdego, kto ośmieli się zmarszczyć nos na widok tego guzika, stosujemy gamę środków propagandowo-psychologicznych, których wspólnym mianownikiem jest próba wytworzenia przekonania, że jeśli nie położy uszu po sobie, to nastąpi jakiś potworny horror.
[srodtytul]Nie mieli powodu[/srodtytul]
Ale zarazem, jeśli Rosja ma naprawdę dobry powód, to postępuje inaczej. Bo jak już napisaliśmy, jest zarazem niezwykle racjonalna.
„Po co Władimir Władimirowicz mu to zrobił? – zastanawia się Ziemkiewicz. „Ma w Tusku sojusznika najbardziej sobie powolnego, spolegliwego, jakiego mógł mieć. Na wszelki rozum, powinien go więc wesprzeć i pomóc mu udawać, że jest samodzielnym, polskim, myślącym o interesach swego kraju politykiem ? a nie pokazywać wszem i wobec, że sobie nim może buty wycierać. Co Rosji z tego, że topi tak sobie życzliwego polskiego przywódcę?”
I tu mamy pęknięcie w logice Rafała.
Bo gdyby, tak jak pisze Ziemkiewicz, w oczach Putina Tusk byłby „sojusznikiem najbardziej sobie powolnym, spolegliwym, jakiego mógł mieć”, to byłby to właśnie bardzo dobry powód, aby państwo rosyjskie zachowało się inaczej, niż się zachowało. Inaczej, niż nakazuje mu jego opisana powyżej intuicja, instynkt i tradycja. Czyli tak, jak – właśnie: inaczej, niż nakazywała mu intuicja, instynkt i tradycja – zachowywało się w ciągu pierwszych dni po katastrofie.
Wtedy przyczyną takiego zachowywania się państwa rosyjskiego był strach przed obarczeniem go przez Polaków winą za katastrofę. Teraz ten strach minął.
Minął, i nie został zastąpiony przez nic innego.
Tym czymś innym mogłaby być motywowana tak czy inaczej strategiczna decyzja ośrodka decyzyjnego polskiego rządu o związaniu się z Rosją. O sprzedaży Rosnieftowi Lotosu. O nawiązaniu współpracy przy budowie rosyjskiej elektrowni nuklearnej pod Kaliningradem.
Takich decyzji po polskiej stronie zabrakło, i tym samym sam Tusk nieświadomie zdecydował o takim a nie innym kształcie raportu MAK-u.
Bo stare rosyjskie przysłowie mówi: „jeśli chcesz zagrać z diabłem w karty, to musisz mieć bardzo szerokie rękawy”. A Tusk postanowił zagrać z diabłem w karty nie tylko bez szerokich rękawów, ale wręcz w podkoszulku.
Wydawało mu się, że normalizacja relacji polsko – rosyjskich jest PR-owsko potrzebna Kremlowi tak jak jemu samemu. Wydawało mu się więc, że ma gwarancję trwałego dyskretnego politycznego wspierania go przez Rosjan. Również i dlatego, że oni przecież też nie cierpią PiS-u.
[srodtytul]On całował nieszczerze…[/srodtytul]
Mylił się. Moskwie ta normalizacja była wprawdzie PR-owsko potrzebna, ale o wiele mniej, niż jemu. A dalej idących decyzji, które mogłyby zapewne zapewnić mu dłuższe i dalej idące wsparcie przez Kreml, nie podjął.
Nawiasem mówiąc, zachowując się hamująco w sprawie postulowanych przez Rosjan rozwiązań ekonomicznych nie tylko nie dał Rosjanom powodu, aby w sprawie Smoleńska postąpili inaczej, niż nakazują im ich wielokroć tu przywoływane państwowe intuicja, tradycja i instynkt, ale mógł jeszcze dodatkowo rozdrażnić Kreml.
W 1939 roku Niemcy zaproponowali Polsce niewielki – z ich punktu widzenia – ustępstwa terytorialne i otwarty sojusz. Mieli pełne prawo przewidywać, że Warszawa się zgodzi. Bo przedtem poszła na tak daleko idące współdziałanie z Berlinem, że Niemcom wydawało się niemożliwe, aby logicznie rozumujący rządzący w Warszawie nie powiedzieli „zet”, skoro przedtem powiedzieli już i „a”, i „be”, i wiele następnych liter alfabetu.
A rządzący w Warszawie zachowali się nielogicznie i odmówili powiedzenia „zet”, co bardzo rozdrażniło Berlin.
Zachowując wszelkie proporcje (choćby Tusk nie wiem jak straszył z sejmowej trybuny, to oczywiste jest, że żadna wojna z Rosją nam ani nie groziła, ani nie grozi, Putin to nie Hitler, a Europa lat dwutysięcznych to nie Europa lat trzydziestych) można sobie wyobrazić, że mechanizm psychologiczny był teraz trochę podobny. Na początku 2010 roku Polska poszła daleko w stronę Rosji. Mogło to spowodować, że na Kremlu pomyślano: „skoro ten Tusk tak postępuje, a przecież jest premierem i dojrzałym politykiem, to znaczy, że decyduje się na bodaj częściową reorientację Polski w naszą stronę…”.
A tu przykra niespodzianka. Okazało się, że w Smoleńsku Tusk całował nieszczerze. Jak to zwykle typowy, wiarołomny Lach…
Mogło to wprowadzić do kremlowskiego myślenia pewien element rozdrażnienia.
Co nie zmienia oceny, że w całej sprawie smoleńskiej premier, łagodnie mówiąc, nie sprawdził się ani jako narodowy przywódca, ani – jak zdają się wskazywać ostatnie sondaże - nawet jako sprawny polityczny macher. Ale mechanizm tego niesprawdzenia się był inny, niż wydaje się sądzić wroga mu część opinii publicznej, i niż wydaje się uważać Rafał Ziemkiewicz.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA