fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felieton Andrzeja Łapickiego o aktorach-dyrektorach teatrów

Pierwszym był i zostanie w historii Wojciech Bogusławski. Dzieje teatru zatoczyły koło i oto mamy całą gildię aktorów dyrektorów teatrów. Wymienić? Proszę bardzo. Narodowy – Englert, Stary – Grabowski, Polski – Seweryn, Polonia – Janda, Och – Córka, i cały wachlarz pozostałych scen, prywatnych i państwowych, kierowanych przez aktorów. Im bardziej znany aktor, tym bardziej dyrektor przyciąga widzów.

A to dobrze. To jak krawiec czy szewc. Garnitur od Zaremby, buty od Hiszpańskiego. Nie mogą być złe. Był jeden dyrektor cywil – półliterat, Szyfman, szef Teatru Polskiego. Przeszedł do historii, umiał wyszukać zdolnych współpracowników i maszyna szła. Jeszcze jedną cechę powinien mieć taki dyrektor – być ojcem zespołu. Wiem, że to się różnie kojarzy. Powinien kochać aktorów jak swoje dzieci. I znać je. Wiedzieć, że jedno kupi konikiem na biegunach, a drugie szachami. Bo nie ma gorszej rzeczy w teatrze niż „niewygrany” zespół. Być czu...
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA