Wiadomości

Architekt z nagrodą za 2010 rok

Bolesław Stelmach (54 l.), architekt
materiały prasowe
O betonie, optymizmie i habicie mówi Bolesław Stelmach, laureat Honorowej Nagrody SARP w 2010 roku
[b]Rz: Odbierając nagrodę, powiedział pan, że nie ma pomysłów i nie chce ich mieć.[/b]
[b]Bolesław Stelmach:[/b] Takie jest założenie mojej twórczości. Mies van der Rohe powiedział, że nie zna formy, zna jedynie problemy budowlane. Forma jest wynikiem ich rozwiązywania. Mnie też nie interesuje żaden konkretny styl.  [b]Ale tworzy pan architekturę wyraźnie zakorzenioną w modernizmie. A Polacy modernizmu nie lubią.[/b]
Modernizm również na Zachodzie nie jest powszechnie akceptowany. A do późnych lat 70. powstawała w Polsce znakomita architektura. Modernizm peerelowski miał niezwykle chlubne karty, chociaż pojedyncze. Była elita, jak Gutt, Ihnatowicz, Miller, Sołtan. Natomiast powszedniością były fabryki domów. Ludzie nigdy tego nie zaakceptowali. Historyczna substancja w Polsce została zniszczona, wystarczy spojrzeć na Warszawę. I Polacy ten brak ciągłości chcą jakoś odreagować. Przywiązali się do jednego atomu wyjętego z historii: dworku polskiego, ale odtwarzają go w formach wykoślawionych. Większość dzisiejszych odwołań do niego to karykatury. [b]W Centrum Chopinowskim częściowo odtworzył pan XIX-wieczną kamienicę. To duch domu – framugi okien są tam jak spopielałe. Jak wyglądała praca w historycznym kontekście?[/b] Architekt staje się mistrzem dzięki kłopotom. Najlepsze rzeczy nie powstają wcale tam, gdzie wszystko jest możliwe. Najważniejsze były warunki stołecznego konserwatora. W Polsce najłatwiejszą drogą jest zrobienie pastiszu „pod konserwatora” – kolumienki, mansardy, wykusze. My staramy się nie schlebiać konserwatorowi, ale prowadzić z nim dialog. W Centrum Chopinowskim zalecenia konserwatora stały się punktem wyjścia do stworzenia struktury całego budynku. Międzyokienne filarki odtworzonej kamienicy Anasińskiego przechodzą w smukłe lizeny, które zawierają konstrukcję i instalacje.  Uważam, że warszawiacy mieli prawo do tego, by na ich ulicy został ślad po kamienicy Anasińskiego. Nie jest to dla mnie sprzeczne z zasadami ładu przestrzennego. A czy jest piękne, nie wiem. Dzisiaj się nie mówi o pięknie, tylko o wyrazie architektonicznym. Na każdym seminarium architektonicznym dowiemy się, że ku pięknu dążymy, ale nikt go nie definiuje. To wykracza poza nasze możliwości. Jak Bóg u mistyków.  [b]Jakich materiałów użył pan w Centrum? [/b] Wykonawca zaproponował mi bardzo współczesną okładzinę, taki sandwicz z tworzyw syntetycznych i cementu – 256 kolorów, 200 lat trwałości. Fantastyczna rzecz w dobie lotów na Księżyc, ale zupełnie obca mojej naturze.  Użyliśmy betonu, to jest współczesny kamień, współczesna skała.  [b]Pod iloma postaciami?[/b] Jest tam chyba siedem różnych tekstur. A to wynika z biedy, jak mawiał prof. Zin. Wykonawca zrobił złe szalunki. Po odklejeniu pokazały się pory, beton był brudny z zaciekami. Ku swemu przerażeniu zobaczyliśmy, że za 200 czy 300 tys. złotych jest wylana olbrzymia ściana, która się nie nadaje do pokazania. Inwestor nie pozwolił jej wyburzyć ze względu na terminy budowy. Dlatego wymyśliłem nakucia, żłobkowanie. Pojawiła się ręczna obróbka, rzemieślnicza praca, która dziś prawie już nie istnieje. Dla mnie ślad ludzkiej ręki ma magiczne znaczenie.  [b]Pan na budowie spędza dużo czasu?[/b] Czasami mieszkam na budowie. Ze względu na te realizacje musiałem się przeprowadzić z Nałęczowa na trzy lata do Warszawy. Właściwie codziennie ktoś z biura jest na budowie. To niedzisiejsze i bardzo nieopłacalne.  [b]Architekci nie chodzą na plac budowy? To kto dziś decyduje o architekturze? [/b] Projektowałem kiedyś centrum handlowe o pow. 200 tys. metrów w Lublinie. Wszystkie decyzje zapadały poza architektem, w 40-osobowym gremium. Siedzieli bankowcy, inwestor, instalatorzy, specjaliści od galerii handlowych, wykonawcy wind, ruchomych schodów itd. Decyzje zapadały na podstawie wykresów i raportów z badań, co się podoba przeciętnemu człowiekowi, a co nie. Jaki kolor, jakie materiały są pozytywnie odbierane, jakie nie.  [b]To demokratycznie. Mimo tych wieloosobowych gremiów pan porównuje architekturę do haiku – maksymalnie uproszczonej formy poetyckiej. [/b] I krótkiej, i małej. Zawsze była mi najbliższa minimalistyczna architektura szwajcarska, uważam ją za rodzaj poezji. Ważne dla mnie jest odejmowanie niepotrzebnych elementów, sprowadza-nie wszystkiego do absolutnego minimum, ale tak, by budynek nie utracił swoich wartości. Potem i tak przychodzi wykonawca i mówi, że to za drogie. I zaczynamy od nowa. Trud jak w kamieniołomie.  [b]Twierdzi pan, że tylko architekt może uratować małe ośrodki lokalne przed utratą wartości kulturowych. [/b] Mamy dziś do czynienia z nieprawdopodobnym marnotrawstwem. Jeśli człowiek ma szczęście i dobrze się urodzi, to większość życia spędza na zabawie. Cały nasz styl życia jest na nią nastawiony. Ja to nazywam TVN Style – same uśmiechy, wszyscy przystojni, tylko mówią od rzeczy 24 godziny na dobę. W Polsce, szczególnie w małych ośrodkach, na wielką skalę grabiona jest przestrzeń, by społeczeństwu rzekomo żyło się lepiej – w supermarketach, galeriach handlowych, multipleksach, hotelach, których gabaryty daleko wykraczają poza wszelkie normy.  [b]Czy to się nie nazywa rozwój?[/b] O tym rozwoju decydują lobbyści, którzy mają dojście do władzy, a nie społeczności lokalne. Spójrzmy na Nałęczów, w którym mieszkam. Tu widać problemy całego kraju. Można władzom pozwolić na postawienie kolejnego osiedla i wpuszczenie tysięcy samochodów albo na wycięcie alei drzew, by poszerzyć drogę dojazdową. Tylko w konsekwencji ta okolica straci swój mikroklimat i walory zdrowotne. Poprzez edukację można te procesy zahamować. Potrzeba debat publicznych, a potem planów zagospodarowania przestrzeni. To jest rola architektów. Choć w Polsce jest nas pięć czy dziesięć razy mniej niż w krajach, gdzie ta dyscyplina jest na wysokim poziomie, architekt, który obserwuje pewne procesy, musi je uświadamiać lokalnym społecznościom. Z mojego doświadczenia wynika, że to się udaje. [b]To brzmi bardzo optymistycznie. Tylko dlaczego pan się ubiera na czarno?[/b] Traktuję ubranie jak mnich swój habit, nie muszę się co rano zastanawiać, co założyć. Czarny kolor wszystko upraszcza.  [i]—rozmawiała Maja Mozga-Górecka[/i] [ramka] [b]Bolesław Stelmach (54 l.), architekt [/b] Ukończył Wydział Architektury Politechniki Krakowskiej (w 2009 r. uzyskał stopień doktora nauk technicznych) i studia podyplomowe na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. Od 1985 r. prowadzi samodzielną działalność projektową i dydaktyczną. Laureat Nagrody Rządu RP im. Wyspiańskiego (1995 r.). Zwycięzca prestiżowych międzynarodowych i ogólnopolskich konkursów architektonicznych, m. in.: rozbudowy Sejmu RP, przebudowy kwartału Foksal w Warszawie, Centrum Chopinowskiego w Warszawie, rewaloryzacji parku i Muzeum Fryderyka Chopina w Żelazowej Woli. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL