Etyka i reklama

Broniąc Edwarda Mazura, nie wystąpiłem przeciwko interesowi państwa

prof. Piotr Kruszyński, karnista z Uniwersytetu Warszawskiego
Nieznane, Raf Rafał Guz
Utożsamianie adwokata z jego klientem jest wielkim nieporozumieniem - mówi prof. Piotr Kruszyński.
Rz: Jakie są granice obrony oskarżonego, których adwokat nie może przekroczyć?
Piotr Kruszyński: Granicą jest zawsze popełnienie przestępstwa. Adwokat, broniąc oskarżonego, może używać wszystkich dostępnych środków przewidzianych przez prawo. Jeżeli jednak tę granicę przekroczy, np. nakłaniając świadków doskładania fałszywych zeznań, fabrykując dowody czy też posługując się fałszywymi dokumentami, popełnia zwykłe przestępstwo i tym samym naraża się na odpowiedzialność karną. W praktyce jednak adwokat działa pod presją swojego klienta, który wymaga od niego przede wszystkim skuteczności. Sędziowie skarżą się np., że obrońcy często utrudniają prowadzenie procesu, licząc na przedawnienie. Jaskrawym przykładem jest sprawa FOZZ.
Od naruszenia prawa do obrony należy odróżnić nadużycie tego prawa. Polega ono na tym, że adwokat formalnie działa w granicach prawa do obrony, jednak stosując środki, które pozwalają uzyskać przedawnienie. Takie sytuacje zdarzają się. Rolą sądu jest jednak im przeciwdziałać, np. poprzez nieuwzględnianie wniosków dowodowych, które w sposób oczywisty zmierzają do przedłużenia postępowania. Oczywiście, sąd musi być w takich sytuacjach bardzo ostrożny. Jeśliby bowiem wnioski dowodowe obrońcy były zbyt często oddalane z argumentem gry na czas, powstałaby uzasadniona obawa, że prawo do obrony oskarżonego może zostać ograniczone. Ministerstwo Sprawiedliwości uznało jednak, że obecne środki dyscyplinujące pełnomocników stron są niewystarczające. Dlatego forsuje pomysł karania adwokatów grających na zwłokę wysoką grzywną, wynoszącą nawet 30 tys. zł. Czy sędziowie powinni mieć możliwość stosowania tak drastycznych kar? To był absurdalny pomysł, gdyż tego rodzaju bicz, który ukręcono by na adwokatów, uderzałby przede wszystkim w ich klientów. Obrońca mógłby bać się składać wnioski dowodowe, nie chcąc narażać się na zarzut, że utrudnia postępowanie, co może skutkować sankcjami finansowymi. Tego rodzaju pomysły trzeba zdecydowanie odrzucać jako niekonstytucyjne, godzące wprawa i wolności obywatelskie. Obecnie sądy mają zapewnione środki dyscyplinujące. W razie utrudniania prowadzenia postępowania mogą zawiadomić okręgową izbę adwokacką o naruszeniu przez obrońcę obowiązków procesowych. Grożą za to kary dyscyplinarne. W ostatnich latach wielu znanych adwokatów znalazło się pod pręgierzem opinii publicznej, bo broniąc w głośnych medialnie procesach, byli utożsamiani z podejrzanymi. Taka presja chyba nie ułatwia pracy obrońcy? Utożsamianie adwokata z jego klientem jest wielkim nieporozumieniem. Niestety, takie sytuacje się zdarzają. W 2000 r. podczas procesu mafii pruszkowskiej z takim poglądami występowali nawet niektórzy członkowie palestry. Mówili, że skoro adwokat broni z wyboru członka mafii, to znaczy, że się z nim utożsamia. Takie wypowiedzi, co gorsza, wypływające z samego środowiska, były bulwersujące. Rolą obrońcy jest bronić, jeżeli ktoś się do niego o to zwróci. Byłoby wielkim komfortem psychicznym, gdyby broniło się samych aniołów, na ogół, niestety, broni się przestępców. Pan odczuł to na własnej skórze? Spotkałem się z pytaniami ze strony niektórych dziennikarzy, czy jestem świadom, że podejmując się obrony Edwarda Mazura, działam wbrew interesowi państwa polskiego. Odpowiadam: to jedno wielkie nieporozumienie, niewarte nawet polemiki. Każdy ma prawo do obrony i adwokat nie może odmówić, jeżeli ktoś się do niego o to zwróci. Podejmując się obrony osoby np. oskarżonej o zabójstwo, adwokat może mieć chyba jednak dylemat moralny i z tego powodu odmówić? Może to zrobić tylko z ważnej przyczyny, jeżeli sam w jakiś sposób jest zaangażowany wdaną sprawę, np. jest spokrewniony z oskarżonym. W rozmowie z Moniką Olejnik, która chciała wiedzieć, czy nie mam oporów moralnych, broniąc Edwarda Mazura, zapytałem, co by zrobiła, gdyby poszła do dentysty, a ten odmówiłby jej wykonania usługi, twierdząc, że nie obsługuje blondynek, a w dodatku dziennikarzy. Adwokat działa na podobnych zasadach jak lekarz, który nie może odmówić pomocy choremu. Jak ma postępować adwokat w sytuacji, w której oskarżony o zabójstwo przyznaje mu się do jego popełnienia, ale nie robi tego podczas rozprawy? Obrona takiego człowieka staje się niemożliwa? Adwokat nie jest sędzią ani prokuratorem i to nie do niego należy ocena takiego człowieka. Nie powinien w żadnym razie pytać oskarżonego, czy to zrobił, czy też nie. Dla obrońcy istotne powinny być wyłącznie akta sprawy, na których podstawie formułuje linię obrony. Jeżeli czytając uzna, że dowody są ewidentne i nie ma żadnych szans na uniewinnienie, może jedynie wnosić o złagodzenie kary. Pytania do klienta o jego winę, która nie wynika z akt sprawy, są natomiast niedopuszczalne.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL