Świat

Katalonia: bliżej czy dalej od Madrytu

Nacjonaliści CiU liczą na powrót do władzy. Na zdjęciu liderzy partii Artur Mas (z lewej) i Josep Duran i Lleida
AP
Jakie stosunki z Madrytem? To główne pytanie katalońskich wyborów
Niedzielne wybory wyznaczą kierunek całemu pokoleniu – zapowiadały katalońskie media. Według wstępnych sondaży wygrali centroprawicowi nacjonaliści, Convergencia i Unio (CiU), zdobywając 62 ze 135 miejsc w parlamencie, o 14 więcej niż dotąd – jednak za mało, by rządzić samodzielnie. Partia ta rządziła prowincją przez 23 lata i nigdy nie przegrała wyborów, jednak od dwóch kadencji jest w opozycji, bo nie znajdowała chętnego do stworzenia koalicji.
Od tego, kto utworzy rząd, zależeć będzie, czy Katalonia jeszcze bardziej odsunie się od Hiszpanii, czy wywalczy sobie wygodne miejsce bez ochładzania relacji z centralnym rządem. CiU opowiada się za pierwszym rozwiązaniem. W trakcie kampanii wyborczej CiU postawiło sobie jako nadrzędny cel wywalczenie z Madrytem takich samych zasad fiskalnych, jakie ma Kraj Basków i Nawarra. Oba regiony mają własne urzędy podatkowe i co roku wpłacają do budżetu państwa stałą kwotę, tzw. kontyngent. Katalonia oddaje Madrytowi 9 proc. swoich dochodów, średnio 22 mld euro. Pod względem hojności jest trzecią prowincją w Hiszpanii, ale pod względem wpływów z Madrytu, znajduje się zaledwie na 11. miejscu. CiU chce, aby Katalończyków traktowano w ten sam sposób, w jaki traktowani są Baskowie. – Jesteśmy dobrze przygotowani do tej bitwy. Mamy argumenty, które trudno będzie obalić – zapewniał „Rz” Oriol Pujol, szef klubu parlamentarnego CiU i syn Jordi Pujola, który przez 23 lata rządził Katalonią.
Socjaliści, kierujący od ośmiu lat rządem, stracili dziewięciu deputowanych. Uważają, że region powinien się bardziej zbliżyć do Madrytu i wyegzekwować zobowiązania finansowe, jakich podjął się rząd centralny w ramach nowego statutu prowincji. – Otwórzmy się jeszcze bardziej na Madryt i na świat. Postawmy na ekonomię, nowe miejsca pracy i rozwój, zapomnijmy o tym, co nas dzieli, i postawmy na to, co nas łączy – argumentował podczas mityngu przedwyborczego Jose Montilla, socjalista i lider obecnego rządu. Montilla od dwóch kadencji kieruje Katalonią razem z republikanami (ERC), którzy głośno domagają się niepodległości, i bardziej umiarkowanymi zielonymi (IPCiV), którzy stawiają na odsunięcie się od Madrytu. I nacjonaliści, i socjaliści będą mieli problemy ze stworzeniem koalicji. Część ugrupowań zapowiedziała, że nie będzie z nimi negocjowała, inne swoje poparcie uzależniają od zobowiązania, że Katalonia wejdzie na drogę do niepodległości. Socjaliści są temu przeciwni, nacjonaliści zaś uważają, że do referendum i prawa o samostanowieniu trzeba dojrzeć, a ważniejsza od zakusów niepodległościowych jest poprawa życia w prowincji. Nieoczekiwanie w wyborach zyskała prawicowa Partia Ludowa (PP), która przez dwie kadencje rządziła Hiszpanią. PP zdecydowanie stawia na niepodzielność Hiszpanii.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL