fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Najważniejsza jest jakość kształcenia

Rozmowa z Alojzym Nowakiem, dziekanem Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego
[b]Rz: W naszej analizie wykształcenia prezesów dużych firm znów się okazuje, że kuźnią szefów są w Polsce politechniki. Jednak na świecie prym wiodą chyba absolwenci szkół biznesu?[/b]
Alojzy Nowak: Tak było parę lat temu i być może jeszcze w USA taka sytuacja się utrzymała. Świat w bardzo uproszczonej wizji opierał się kiedyś na dwóch filozofiach; menedżersko-finansowej i inżynierskiej. W krajach zachodnich, zwłaszcza anglosaskich, przeważała ta pierwsza. W USA większość edukacji na wyższym poziomie dotyczyła kształcenia menedżerskiego. Edukacja techniczna nie była aż tak bardzo popularna, choć Stany mają tu ogromne osiągnięcia, w czym pomagali przybysze z zagranicy. Jednak w ostatnich latach to się zmienia.
[b]Czyli my jesteśmy tu w światowej awangardzie...[/b]
Tak, choć raczej przez przypadek, a nie wskutek świadomej polityki. Ale to i tak dobrze, bo to oznacza, że nasi menedżerowie mówią tym samym językiem, co ich koledzy z innych państw. O tej światowej tendencji mówił niedawno regionalny szef koncernu Honeywell podczas spotkania dziekanów szkół biznesu i wydziałów zarządzania z całego świata w Szanghaju. Wspominał, że przed dziesięciu laty spółkami firmy za granicą zarządzali absolwenci szkół biznesu z USA. A dziś większość kierowniczych stanowisk zajmują lokalni menedżerowie z krajów, gdzie tradycja kształcenia jest trochę inna – czyli podstawa edukacji w dyscyplinie, która ma określony przedmiot studiowania, wzbogacona potem studiami menedżerskimi.
[b]Czy jednak to się u nas nie zmieni za kilka lat? [/b]
Wtedy na czele firm stanie pokolenie, które zaczynało studia w latach 90., gdy nastąpił wysyp prywatnych szkół biznesu i studiów zarządzania?
Myślę, że nic w tym złego, iż powstało wiele szkół biznesu, gdyż dzięki temu poziom wiedzy w społeczeństwie się podniósł. Jednak w naszej tradycji przywiązanie do politechnicznego wykształcenia było bardzo silne i przed wojną, i w okresie powojennym. Dopiero na początku lat 90. uznaliśmy, że wszyscy możemy żyć z biznesu i operacji finansowych. To zresztą była tendencja światowa. Kryzys pokazał jednak, że produkcja i usługi są co najmniej tak ważne jak operacje finansowe. Myślę więc, że przed politechnikami rysuje się bardzo dobra przyszłość, tym bardziej że władze oświatowe zaczynają prowadzić bardziej świadomą politykę, zachęcając do studiów technicznych. Coraz więcej mówi się też o innowacjach, które choć mogą być w każdej dziedzinie, to w popularnym tego słowa znaczeniu odnoszą się do techniki.
[b]Czy ta dobra przyszłość politechnik nie oznacza gorszej dla szkół biznesui wydziałów zarządzania, w tym dla pańskiego wydziału?[/b]
W żadnym razie. Dobre uczelnie nie stracą racji bytu i będą funkcjonowały. Pomaga w tym system boloński; my możemy stać się centrum kształcenia na dwóch wyższych poziomach – na studiach magisterskich i doktorskich.
Ale najważniejsze jest, by uczyć i wymagać rzetelnie, tak by wszystko made in Poland, było znakiem jakości.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA