fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Kampania nienawiści po włosku

Premier Włoch już dwukrotnie padł ofiara napadu, ostatnio – w grudniu ubiegłego roku w Mediolanie
AP
Piotr Kowalczuk
Rzecznik partii premiera Silvia Berlusconiego został pobity w centrum Rzymu. To już kolejny taki atak
[i]Korespondencja z Rzymu[/i]
Daniele Capezzone wyszedł we wtorek wieczorem z siedziby partii w centrum starego miasta koło Fontana di Trevi. Chwilę potem jakiś mężczyzna uderzył go pięścią w twarz i brzuch. Sprawca natychmiast wmieszał się w tłum turystów i zbiegł. Świadkowie mówią o młodym człowieku średniego wzrostu „wyglądającym na Włocha”.
[srodtytul]Pupil czy Judasz?[/srodtytul]
Trudno uniknąć podejrzeń, że atak był motywowany politycznie. Capezzone (38 l.) aktywnie działał w Partii Radykalnej. Dzięki inteligencji, żywemu, ostremu językowi i radykalnym poglądom stał się gwiazdą telewizyjną. W 2008 r. przeszedł do partii Berlusconiego Lud Wolności, a od półtora roku jest jej rzecznikiem prasowym, co niejako z urzędu zapewnia niemal codzienne występy w telewizji i na łamach prasy. Stąd napastnik, jeśli był Włochem, nie mógł nie wiedzieć, kogo atakuje.
Capezzone jako polityk Partii Radykalnej był pupilkiem lewicowych mediów. Domagał się zniesienia restrykcyjnej ustawy regulującej sztuczne zapłodnienie i wypowiedzenia konkordatu, a przede wszystkim atakował Berlusconiego. Wspierał też kampanię o prawa gejów, przyznając, że jest biseksualistą.
Gdy został rzecznikiem Ludu Wolności, lewicowy dziennik „La Repubblica” nazwał go „Judaszem”. Teraz włoska lewica, programowo walcząca z dyskryminacją mniejszości seksualnych, na każdym kroku wypomina mu biseksualizm. Ostatnio lewicowy dziennik „Fatto Quotidiano” napisał: „Jest biseksualistą. Najwidoczniej podobają mu się mężczyźni Berlusconiego”.
[srodtytul]Ofiara politycznej nagonki lewicy?[/srodtytul]
Najważniejsi politycy Ludu Wolności twierdzą, że Capezzone padł ofiarą politycznej nagonki i kampanii nienawiści konsekwentnie prowadzonej przez lewicę i jej media przeciw Berlusconiemu i ludziom z jego partii. Przypominają, że premier już dwa razy, ostatnio w grudniu, padł ofiarą brutalnego ataku. A niedawno zamachowiec chciał zastrzelić redaktora naczelnego prawicowego dziennika „Libero” wspierającego Silvia Berlusconiego. Wskazują przy okazji, że wszystkie akty politycznie motywowanej przemocy w ostatnich latach skierowane były wyłącznie przeciw ludziom centroprawicy.
[wyimek]Kampanie lewicy ostatnich lat wymierzone były przeciw Berlusconiemu [/wyimek]
Politycy opozycji potępili atak, ale twierdzą, że nie można pochopnie przypisywać napastnikowi motywacji politycznych. O wywołanie atmosfery nienawiści i zohydzanie politycznych przeciwników tradycyjnie oskarżyli centroprawicę i jej media.
[srodtytul]Czas palenia kukieł [/srodtytul]
We Włoszech od 16 lat, gdy Berlusconi po raz pierwszy doszedł do władzy, spór polityczny, przy ciągłej radykalizacji i brutalizacji języka, uległ personalizacji. Wygasły ideologiczne kłótnie i poważne dyskusje nad kształtem i sposobem funkcjonowania państwa. Wszystkie dotychczasowe kampanie wyborcze lewicy wymierzone były przeciw Berlusconiemu jako człowiekowi. W efekcie Włosi są albo za, albo przeciw Berlusconiemu i jego ludziom.
Na wiecach i pochodach lewicy palone są kukły Berlusconiego upozowanego na Hitlera lub Mussoliniego. Polityczne argumenty na tych zgromadzeniach, podobnie jak w analizach politycznych w lewicowych mediach, a nawet w publicznej telewizji RAI, sprowadzają się do straszenia, że Berlusconi jest „śmiertelnym zagrożeniem dla demokracji”.
Ta kampania już dawno wylała się poza Włochy. Szef opozycyjnej partii Włochy Wartości Antonio Di Pietro zamieścił ostatnio ogłoszenie na całą stronę w „International Herald Tribune”, alarmując, że Włochom grozi powrót do faszyzmu. Choć 80 procent włoskich mediów aktywnie wspiera lewicę, kilka miesięcy temu lewicowi europosłowie domagali się rezolucji PE potępiającej Berlusconiego za krępowanie wolności słowa.
Naturalnie Berlusconi jest też ulubionym obiektem włoskich satyryków, którzy podobnie jak intelektualne elity traktują premiera z nieskrywaną pogardą. Sprawy zaszły tak daleko, że po grudniowym zamachu na Berlusconiego głęboko wierząca sekretarz największej opozycyjnej Partii Demokratycznej Rosy Bindi stwierdziła: „Berlusconi jest sam sobie winien. Agresywnym przemówieniem sprowokował zamachowca”. W Internecie kilkadziesiąt tysięcy Włochów życzyło premierowi rychłej śmierci. Najlepiej w męczarniach.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA