fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Zmiany w odszkodowaniach za błąd medyczny

Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Projektowane przepisy o dochodzeniu odszkodowań z tytułu błędów medycznych są tak złe, że nie powinny ujrzeć światła dziennego – uważa radca prawny, partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy – Radcowie Prawni
Dochodzenie odszkodowań z tytułu błędów medycznych bez konieczności występowania na drogę sądową to istota nowelizacji ustawy o prawach pacjenta. Orzeczenia otwierające drogę do rekompensaty mają być wydawane szybko i sprawnie przez wojewódzkie komisje.
Problem w tym, że projekt sprawia wrażenie tekstu napisanego bez przemyślenia koncepcji, w pośpiechu, będącego zlepkiem różnych, powstałych na przestrzeni ostatnich lat pomysłów na poprawę sytuacji poszkodowanych pacjentów. Co uzasadnia tak surową krytykę?
[srodtytul]Taniej czy drożej[/srodtytul]
Jako szczególnie rażący przykład niestaranności legislacyjnej można wskazać choćby ten fragment uzasadnienia, gdzie autorzy, przekonując, że postępowanie to będzie tańsze niż proces, powołują się na skalę i opłaty sądowe wynikające z nieobowiązującej już od 1 marca 2006 r. [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=F4D0C02B7150D750F376AF03CEFBF157?id=355730]ustawy z 13 czerwca 1967 r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych[/link].
Ponoć alternatywna ścieżka dochodzenia roszczeń jest rozwiązaniem tańszym. Tymczasem projekt zakłada opłatę początkową w wysokości 200 zł, a pełne koszty mogą obciążyć pacjenta, który uzyskał orzeczenie o braku błędu medycznego.
Przed sądem funkcjonuje instytucja zwolnienia od kosztów sądowych i art. 102 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=4D74F25BCC510DBA9CA8E494E9ABB59E?id=70930]k.p.c[/link]., który mówi, że w szczególnie uzasadnionych wypadkach sąd może zasądzić od strony przegrywającej tylko część kosztów albo nie obciążać jej w ogóle kosztami.
W projekcie nie ma analogicznego rozwiązania, a zatem gdy pacjent przegra, to musi się liczyć z obciążeniem kosztami. Koszty te, niemożliwe do oszacowania na etapie wszczęcia procedury, zapewne nie będę małe, skoro komisje będą czteroosobowe, a każdy członek uzyska wynagrodzenie w wysokości nieprzekraczającej jednej trzeciej minimalnego wynagrodzenia za pracę za jedno posiedzenie oraz zwrot kosztów przejazdu. Komisja może też dokonywać wizytacji pomieszczeń i urządzeń szpitala czy np. zasięgać opinii biegłego, co bez wątpienia będzie zwiększać koszty.
Z racji jej uprawnień do odbierania wyjaśnień od osób, które wykonywały zawód medyczny lub były zatrudnione w szpitalu w okresie, w którym zgodnie z wnioskiem miało miejsce zdarzenie, to sytuacja, w której komisja wyda orzeczenie po jednym czy dwóch posiedzeniach, będzie należała do rzadkości.
Z kolei przyjęcie w ustawie, że kiedy pacjent (jego przedstawiciel) wycofa wniosek przed wydaniem orzeczenia, to pokrywa on koszty postępowania, jest sprzeczne z dorobkiem orzecznictwa sądowego w sprawach błędów medycznych. Obecnie się przyjmuje, że nie jest słuszne obciążanie pacjenta kosztami procesu, jeśli cofnięcie pozwu wraz ze zrzeczeniem się roszczenia nastąpiło bezpośrednio po uzyskaniu takiego materiału dowodowego, który pokazał, że w sprawie nie doszło do błędu medycznego, a jednocześnie wcześniej istniały przesłanki do tego, by zakładać, że szkoda jest wynikiem zawinionych nieprawidłowości w udzielaniu świadczeń medycznych (postanowienie [b]Sądu Najwyższego z 4 lipca 1974 r. I CZ 88/74[/b]).
[srodtytul]Kłopoty z definicją[/srodtytul]
Zastrzeżenia budzi już sama definicja błędu medycznego, a więc “nieumyślne postępowanie osoby wykonującej zawód medyczny w szpitalu (…) niezgodne z wymaganiami obecnej wiedzy medycznej, w wyniku którego nastąpiło:
1. zachorowanie na chorobę zakaźną (…);
2. uszkodzenie ciała lub rozstrój zdrowia (…) w związku z ciążą, porodem lub połogiem;
3. uszkodzenie ciała lub rozstrój zdrowia pacjenta albo śmierć pacjenta w przypadku:
a/ nieprawidłowej diagnozy, jeżeli spowodowała ona niewłaściwe leczenie albo opóźniła właściwe leczenie, przyczyniając się do rozwoju choroby,
b/ nieprawidłowego użycia sprzętu lub aparatury medycznej,
c/ wykonania w nieprawidłowy sposób zabiegu operacyjnego”.
Nie jest to formuła kompletna ani konsekwentna. Przyjęcie takiej definicji z pewnością zrodzi kłopoty. Przede wszystkim wymaga zindywidualizowania winy, czyli przypisania konkretnego błędu ustalonej osobie wykonującej zawód medyczny.
Doktryna i orzecznictwo są zgodne, że w tego typu sprawach najczęściej mamy do czynienia z winą anonimową i pacjent nie może być zobowiązany do wskazania konkretnej osoby, która zawiniła, bo często jest to niemożliwe.
Z uzasadnienia wynika, że „wojewódzka komisja nie będzie (…) badać rozmiaru szkody ani też kwestii adekwatnego związku przyczynowego”. Definicja błędu medycznego jest jednak sprzeczna z tą deklaracją i wprowadza bezwzględny obowiązek ustalenia związku przyczynowego, bo w myśl ustawy o błędzie medycznym może być mowa tylko wtedy, gdy w jego wyniku nastąpiły określone konsekwencje. Warto jeszcze raz zacytować choćby art. 71a ust. 2 pkt 3, gdzie mowa o nieprawidłowej diagnozie, jeśli spowodowała ona niewłaściwe leczenie albo opóźniła właściwe leczenie.
Trudno mówić o kompletności definicji błędu medycznego, kiedy z analizy art. 71a ust. 2 pkt 3) wynika jednoznacznie, że pojęciem tym nie będzie objęte samo leczenie sprzeczne z zasadami sztuki medycznej (!). Dalej, błędem medycznym jest doprowadzenie do choroby zakaźnej wywołanej biologicznymi czynnikami chorobotwórczymi. Tymczasem w świetle [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=0C60D536FE28B35B09C62E275378390B?id=294162]ustawy z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi[/link] zakażenie np. gronkowcem nie jest chorobą zakaźną. Nawet więc gdy szpital ewidentnie zawini, nie będzie można dochodzić rekompensaty, mimo że bakteria ta jest źródłem poważnej ilości zakażeń szpitalnych.
Z kręgu przypadków, które mogą być rozpatrywane pod rządami ustawy, wypadają także błędy spowodowane w szpitalach przez osoby niewykonujące zawodu medycznego, takie jak np. salowe, podczas gdy zdarzenia z ich udziałem nie należą do rzadkości. Podobnie ustawą nie objęto przypadków spowodowanych niesprawnymi aparatami medycznymi i innych szkód spowodowanych błędami w organizacji szpitala, które w praktyce są jednymi z najczęstszych.
[srodtytul]Pytania bez odpowiedzi[/srodtytul]
Nomenklatura projektu wprowadza zamieszanie, jeżeli chodzi o dotychczasowy czytelny układ i strukturę możliwej do uzyskania przez pacjenta rekompensaty (dotąd opartej na art. 444 – 446 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=E4D34CF9B865CC8E4157D9486439BD42?id=70928]k.c[/link].), zakładając, że naprawienie szkody następuje w drodze renty lub zryczałtowanego odszkodowania, które, jak się wydaje, przejmuje funkcję głównie zadośćuczynienia. Niezrozumiałe jest więc stwierdzenie uzasadnienia, że propozycję odszkodowania będzie zobowiązany przedstawić zakład ubezpieczeń, a „zamiast odszkodowania możliwa będzie renta”. Maksymalna wysokość renty to 3 tys. zł, jednak nie wskazano, czy np. na miesiąc, czy inny okres, czy jest stała, czy tymczasowa ani jaki będzie mechanizm jej waloryzacji. Wniosek o ustalenie błędu medycznego mogą złożyć także spadkobiercy pacjenta w razie jego śmierci na skutek błędu (art. 71b ust. 1 zd. 2). Nie zakłada się jednak łącznego dochodzenia odszkodowania przez spadkobierców jako wnioskodawców. Wiadomo jedynie, że maksymalna wysokość odszkodowania to 300 tys. zł. Czy kwota ta należna jest każdemu spadkobiercy, który złoży wniosek?
Art. 71h ust. 1 mówi, że „zakład ubezpieczeń za pośrednictwem wojewódzkiej komisji w terminie siedmiu dni od dnia bezskutecznego upływu terminu, o którym mowa w art. 71g ust. 8, przedstawia pacjentowi albo jego przedstawicielowi ustawowemu propozycję odszkodowania lub renty”. A więc w sytuacji, w której nie ma wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy (bo o tym mówi art. 71g ust. 8), zakład ubezpieczeń musi przedstawić propozycję odszkodowania lub renty. Czy także wtedy, gdy orzeczenie jest negatywne, czyli pacjent uzyskuje orzeczenie o braku błędu medycznego?
[srodtytul]Inne niedostatki[/srodtytul]
Sprzeczny z zasadami elementarnej sprawiedliwości społecznej jest art. 71h ust. 3: w przypadku nieprzyjęcia propozycji zakładu ubezpieczeń co do wysokości odszkodowania albo renty pacjent, mimo że “wygrał”, co do zasady pokrywa koszty postępowania. W praktyce zapewne częste będą sytuacje, gdy zakład ubezpieczeń przedstawi propozycję odszkodowania na poziomie daleko odbiegającym od godziwej rekompensaty (a propozycje te nie są w żaden sposób weryfikowane).
Na krytykę zasługuje też rozwiązanie z art. 71h ust. 4 – przyjęcie przez pacjenta propozycji zakładu ubezpieczeń ma być równoznaczne ze zrzeczeniem się roszczenia o odszkodowanie lub rentę albo o zadośćuczynienie pieniężne za doznaną krzywdę na podstawie art. 448 k.c. Na marginesie: nie jest jasne, dlaczego projektodawca ogranicza zadośćuczynienie do art. 448 k. c., zapominając, że zasadniczo pacjent uzyskuje zadośćuczynienie na podstawie o art. 445 § 1 k.c. Ważniejsze wydaje się jednak, że taka regulacja stawia pacjenta na pozycji znacznie gorszej niż dzisiaj. Do chwili obecnej, kiedy zakład ubezpieczeń uznawał roszczenie pacjenta co do zasady, ale nie zgadzał się z jego wysokością, to wypłacał zaliczkowo świadczenie, a część sporna była dochodzona przed sądem.
Z redakcji artykułu 71f ust. 3 wynika, że postępowanie przed komisją w niewielkim stopniu będzie kontradyktoryjne, skoro przepis ten nie mówi w ogóle o możliwości odbierania przez komisję wyjaśnień od świadków powołanych przez pacjenta.
Ustawa nie rozwiązuje także podstawowego problemu biegłych. Wydaje się, że nie będzie możliwe przeprowadzenie żadnego postępowania bez ich udziału. Nie ma jednak mowy o statusie tych osób, poza tym, że powinni złożyć stosowne oświadczenie o braku konfliktu interesów. Nie wiadomo, jaki ma być klucz ich doboru: czy będą to stali biegli czy też ad hoc ani według jakich zasad będą mieli przyznawane wynagrodzenie, wreszcie nie wiadomo nic na temat kryteriów, według których mają orzekać.
Podsumowując: projekt ma tyle błędów i wadliwych założeń, a także rozwiązań niekompletnych bądź nieprzystających do rzeczywistości, że z pewnością nie zostanie zrealizowane założenie projektowanej ustawy, jakim jest jej powszechność. Co więcej, z dużym prawdopodobieństwem można prognozować, że ustawa pozostanie martwą regulacją, bo pacjenci, chcąc należycie zabezpieczyć i zrealizować swoje prawa, będą występować do sądów cywilnych.
[ramka] [link=http://blog.rp.pl/goracytemat/2010/10/25/bledy-medyczne-czyli-projekt-do-poprawki/]Skomentuj ten artykuł[/link] [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA