fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Szułdrzyński. Autorski przegląd prasy. Atak na siedzibę PiS

Michał Szułdrzyński
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Wczorajszy mord w biurze PiS był wydarzeniem niezwykle istotnym. Nie tylko dlatego, że zdarzyła się po ludzku wielka tragedia, ale również dlatego, że wydarzenie to niesie wielki ładunek emocjonalny, który jest niebezpiecznym politycznym paliwem.
Dlatego ważne nie jest to, co się wydarzyło, ale to, jak wyjaśnić narodowi, jakie to miało znaczenie. Nie liczą się bowiem fakty, ale narracje. Trzeba więc zbudować taką narrację, by nikt nie wyciągnął z tej tragedii niewłaściwych wniosków. Innymi słowy trzeba udowodnić następującą dość karkołomną tezę: choć zabito działacza PiS-u, to nie PiS jest ofiarą. PiS jest agresorem, a winnym zbrodni jest właściwie Jarosław Kaczyński, choć to jego naprawdę chciał zabić morderca.
Ochoczo do udowadniania tej tezy wzięła się więc „Gazeta Wyborcza”. Na pięciu stronach (cztery razy więcej wywiadów i komentarzy niż tekstów informacyjnych, bo najważniejsze jest to, jak czytelnik sprawę zrozumie, a nie to, czy będzie znał fakty).
Na początek kilka zdań z osnowy tekstu informacyjnego na pierwszej stronie „Gazety”, na które nanizane były fakty. „Już kilkanaście minut po pierwszych informacjach o zbrodni PiS zwołał dziennikarzy na konferencję Jarosława Kaczyńskiego.” „Premier nie wszedł w zwarcie z Kaczyńskim”. „Depeszę kondolencyjną wystosował prezydent Bronisław Komorowski. 'Łącząc się w bólu z rodzinami ofiar tragedii, apeluję o powściągliwość w ocenach. Potrzebna jest mądrość i odpowiedzialność za dobro wspólne, a nie eskalowanie napięcia'.” „Zabójstwo w Łodzi stanie się tematem w kampanii samorządowej. – Już widać próby wpisania tej tragedii w ten sam ciąg zdarzeń co katastrofę smoleńską. To próba odnowienia martyrologicznego mitu PiS – mówi 'Gazecie' Aleksander Smolar.”
Tuż obok tekstu komentarz na pierwszej stronie. Marek Beylin od razu wykłada zasady narracji tego mordu: „Jarosław Kaczyński i część komentatorów już przesądzili, że odpowiedzialność za tę zbrodnię ponoszą PO i inni przeciwnicy PiS. To stwierdzenie fałszywe. Nikt w Polsce nie wzywał do zabijania polityków PiS. […] PiS już wniósł wątek morderstwa do współczesnej polityki. […] To podgrzewanie nastrojów nie tylko przeciw Platformie, lecz także przeciw demokratycznej polityce opartej na krytyce i debacie.”
Na drugiej stronie do boju zaprzęgnięto znanych profesorów. Michał Głowiński, dyżurny ekspert od porównywania PiS do nazistów mówi na drugiej stronie wprost: „Stało się coś strasznego. Straszny był atak tego człowieka, ale także straszne jest to, co mówi Jarosław Kaczyński. […] Mnie bardziej przeraża to, co po tej zbrodni powiedział Jarosław Kaczyński. On nieustannie wjeżdża na pierwszy plan polityczny na trumnach. Kiedy mówi o kampanii nienawiści, mówi o sobie. […] To, co się teraz dzieje w Polsce przypomina mi rok 1933 w Niemczech, tam też się zaczęło od języka nienawiści.” By czytelnik nie musiał wątpić w polityczną bezstronność Głowińskiego, GW pyta go czy Tusk posługuje się językiem nienawiści. Profesor zaprzecza. „GW: A słowa prezesa PiS – że to rząd rozpętał tę kampanię, że teraz każde słowo może być wezwaniem do mordu – czy to jest język nienawiści? – Poniekąd tak.” No i wszystko już pozostaje jasne.
Nieco więcej wątpliwości ma wybitny polski intelektualista prof. Jerzy Szacki. Pytany, czy to jest mord polityczny od razu odpowiada: „Zdarza się, że jakaś zbrodnia wygląda na morderstwo polityczne, a powody są zupełnie inne.” Ale potem mówi, coś z czego jakoś wniosków wyciągnąć już dalej nie chce. „Mordy polityczne się zdarzają, również w Polsce, czego przykładem może być Eligiusz Niewiadomski, który zabił prezydenta Narutowicza”. No właśnie, jakoś nikt z GW nie twierdzi, że temu morderstwu był winien Narutowicz albo jego otoczenie, lecz strona przeciwna.
Kropkę nad i stawia Waldemar Kuczyński: „To, co się stało w Łodzi ma bez wątpienia związek z polityczną atmosferą, jaka istnieje u nas od kilku lat. Tyle że ta atmosfera – dzisiaj nakręcająca się już z obu stron – jest dziełem braci Kaczyńskich […] Donald Tusk ma tu coś do rzeczy, tylko nie jako sprawca, lecz ofiara. […] Być może tego zabójcę z Łodzi, chorego psychicznie czy o słabych nerwach, pobudziła do szaleńczego kroku nie nienawistna retoryka wobec PiS, lecz nienawiść PiS-owska, którą ocieka ta partia i jej zwolennicy.” Takie słowa mogą płynąć tylko spod pióra człowieka chorego. Chorego z nienawiści do PiS. Ale – by posłużyć się jego logiką – nie jest swej chorobie winien. Zapewne zatruł się nienawiścią od Jarosława Kaczyńskiego.
O co w tym wszystkim chodzi? Sprawa jest prosta. Sytuacja jest kryzysowa, więc atakujemy ze wszystkich dział na raz. Nic, to że niektóre argumenty się wzajemnie wykluczają. Miało być zupełnie inaczej. To rozhisteryzowany zwolennik PiS miał zaatakować polityka PO. Wówczas zaczęłaby się prawdziwa jatka. Odpowiedzialność byłaby jasna. No ale rzeczywistość spłatała nam psikusa, to działacz PiS został zabity, więc nie marudzić, tylko odkręcać kota ogonem.
Po pierwsze więc, trzeba zasiać w czytelniku wątpliwość, czy w ogóle polityka była tłem tego zabójstwa. Może to tylko zwykły szaleniec był?
Jeśli jednak czytelnik nie da się przekonać, że to była ot taka sobie zbrodnia, trzeba najpierw wytłumaczyć mu, że na pewno za tę zbrodnię nie odpowiadają przeciwnicy PiS. Jeszcze w poniedziałek Adam Michnik porównywał PiS do KPP (on sam dobrze wie, jak demokratycznie traktowano tę partię w II RP). Nie, zbrodni jest winien PiS. Jak to udowodnić? Wystarczy przywołać słowa Kaczyńskiego z konferencji prasowej po zabójstwie. PiS ma nieczyste sumienie bo „włączył wątek morderstwa do polityki”. Na czym polega to upolitycznienie mordu? Na tym, że w ogóle PiS śmie o tym mówić. Gdyby to oni byli ofiarą, nie powiedzieliby nic. Powinni czekać, aż szaleństwem Palikota, Niesiołowskiego i Kutza zarazi się kolejny dzielny obrońca demokracji i zabije kolejnego działacza PiS.
Powiedzmy sobie szczerze, w wojnie polsko-polskiej PiS nie jest bez winy. Ale dziś cokolwiek PiS by powiedział czy zrobi, i tak będzie oskarżony o upolitycznianie tej śmierci. Wyjdzie i tak na to, że to oni są odpowiedzialni za tę zbrodnię.
Na szczęście – i piszę to bez ironii – jest w Gazecie Paweł Wroński i jego komentarz na drugiej stronie. „Jest to niestety dzieło wspólne. Dzieło polityków głównych partii i mediów, które od kilku lat żywią się konfliktem. Od lat każdy dolewał oliwy do ognia. Odpowiedź na pytanie, kto pierwszy zaczął i czynił to bardziej jest uzależniona od politycznych sympatii.” Paweł stawia sprawę uczciwie. Większość winy zrzuca na Kaczyńskiego, ale przynajmniej przyznaje, że robi tak dlatego, że ma takie a nie inne polityczne sympatie.
A jeśli już o chwaleniu mowa, ciekawy cytat z komentarza Andrzeja Godlewskiego na drugiej stronie „Polski The Times”: „Wmawialiśmy sobie, że ta wojna polsko-polska będzie inna, taka postpolityczna. Że będzie niewinną rozgrywką. Ale ta gra zaczęła zabijać.” Tak, wmawialiśmy sobie, że to tylko happeningi. Ale te happeningi zmieniły się w zbrodnie.
Na szczęście nie cała „Gazeta” dziś składa się z tekstów o Łodzi. Nie zabrakło też troski o media publiczne. Polecam rozmowę Agnieszki Kublik z Iwoną Schymallą. Dziennikarka „GW” pyta szefową Jedynki TVP o to, kiedy wreszcie wyrzuci tego wstrętnego Jacka Karnowskiego. Ale ponieważ, zdaniem Kublik, odpowiedzi są zbyt rozmyte, to ona musi powiedzieć o co chodzi „Główny zarzut wobec 'Wiadomości' to brak rzetelności” – stwierdza. Ale Schymalla znów nie chce rozpocząć egzekucji, więc lekko zirytowana Kublik stwierdza: „Rzetelność to obiektywizm, nieuleganie politycznym naciskom, pokazywanie wszystkich stron sporu […] Pani się miała w zeszłym tygodniu spotkać z szefem Wiadomości Jackiem Karnowskim.” No i już się wydaje, że wszystko jest dopowiedziane, ale jednak nie. Schymalla nie chce powiedzieć, że ma już przygotowaną egzekucję Karnowskiego. Kublik więc nachalnie promuje swego ulubieńca na nowego szefa Wiadomości. „Jacek Snopkiewicz to dobra kandydatura na nowego szefa Wiadomości?” – znów bardziej stwierdza niż pyta. Wszystko jasne. Telewizja będzie obiektywna wtedy, gdy będą nią rządzić ludzie, których lubi Agnieszka Kublik. Dopóty tak się nie stanie, zawsze będzie ona upolityczniona. Proste?
Tak, pani Agnieszko, proszę się jeszcze mocniej angażować. Czekam na jakiś fajny wywiad z ministrem skarbu państwa i suflowanie, kto mógłby przyjść na nasze miejsce w Rzepie. Oczywiście w imię obiektywizmu i troski o wolność słowa.
Piękną historię znajdą czytelnicy dziś w Dzienniku Gazecie Prawnej. DGP ujawnia, że córka ministra finansów pracuje w gabinecie politycznym szefa dyplomacji. Co – prócz urody – wyróżnia Maję Rostowską, 23 letnią świeżo upieczoną absolwentkę wyższej uczelni? Staż pracy? Zero. Znajomość zagadnień dyplomatycznych? Wątpię. Otóż okazuje się, że pani Maja świetnie zna angielski. No cóż, wszak większość życia spędziła w Londynie.
To ja też mam propozycję dla ministra Sikorskiego. Większość życia przeżyłem w Krakowie. Tam się mówi trochę inaczej niż w Warszawie. Chętnie zostanę doradcą, ds. tłumaczenia wystąpień szefa MSZ na krakowski. Aj, zapomniałem? Mój ojciec nie jest ministrem w tym rządzie.
P.S. Tradycyjnie dziękuję kino-kawiarni Stacja Falenica za użyczenie gazet i świetną kawę śniadaniową.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA