fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Gabryel: Dla Tuska najważniejsze są dopalacze

Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Gorąco popieram dobranie się do skóry ludziom produkującym dopalacze i handlującym nimi. Ale nawet dla mnie i nawet w tak ważnej sprawie co za dużo, to niezdrowo – pisze publicysta „Rzeczpospolitej"
Od kilku dni, a dokładnie rzecz biorąc – od sobotniego poranka, mam wrażenie, jakby Polska nie miała ważniejszego problemu niż uporanie się z plagą dilerów dopalaczy. Furda gigantyczna dziura budżetowa, furda wielomiesięczne kolejki w coraz bardziej zadłużonych szpitalach i przychodniach, furda kompromitująca polski rząd wciąż niepodpisana umowa gazowa z Rosją oraz ślimaczące się śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej. Naprawdę ważne są tylko dopalacze!
[srodtytul]Zepsuty weekend [/srodtytul]
Najpierw więc Donald Tusk postanowił zepsuć nam, rodakom, weekend, a swemu partyjnemu druhowi Januszowi Palikotowi pierwszy zjazd jego ruchu (bo zapewne o to – przynajmniej przy okazji – chodziło). I postawił na nogi pół Polski, czyniąc taki raban, jakby nasze państwo zaatakował co najmniej tuzin bojówek al Kaidy.
Zgodnie z instrukcjami armia inspektorów sanepidu od wczesnego rana przeczesywała wzdłuż i wszerz cały kraj w poszukiwaniu sklepów z dopalaczami. A potem je widowiskowo jeden po drugim – na oczach całej zdumionej Polski – plombowano, urządzając pokazówkę, jakiej nie tylko nie powstydziłaby się żadna ze służb państwowych za czasów rządów PiS, ale jeszcze każda z nich wiele mogłaby się nauczyć. Z CBA włącznie!
Przez całą sobotę i niedzielę, rozgrzani do białości politycy partii rządzącej prześcigali się w wymyślaniu coraz ostrzejszych spodziewanych i oczekiwanych kar dla dilerów dopalaczy – zgodnie z zaleceniem premiera Donalda Tuska, że raz zdobytej przewagi nad dilerami władza już nie odda, choćby miała walczyć z nimi „na granicy prawa". Rzecz jasna, w tej sytuacji politycy opozycji nie mogli się dać przelicytować. I nie dali, dając z siebie wszystko, a w każdym razie wiele.
Poniedziałek minął na powtórnym młóceniu raz wymłóconego (sklepy, plomby, inspektorzy sanepidu, buńczuczne zapowiedzi Tuska), ale już we wtorek cały rząd jak jeden mąż pochylił się nad kompleksowym rozwiązaniem kwestii dilerów dopalaczy. Błyskawicznie przygotowano projekt ustawy, która ma raz na zawsze wyplenić dopalacze (i ich dilerów) z polskiej ziemi.
[srodtytul]Presja na Europę [/srodtytul]
I nie tylko z polskiej. Ambicje liderów Platformy Obywatelskiej zdają się bowiem sięgać w tej sprawie co najmniej granic zjednoczonej Europy, czego premier Tusk nie omieszkał wyraźnie zaznaczyć podczas wtorkowej konferencji prasowej. Dał jasno do zrozumienia, że w kwestii dopalaczy planuje – i to osobiście – wywrzeć presję na szefa Komisji Europejskiej Jose Manuela Durao Barroso. I to już w poniedziałek.
Jeszcze tego samego dnia, czyli we wtorek, późnym popołudniem doszło w tej diabelsko palącej sprawie do niezapowiedzianego spotkania na najwyższym szczeblu. Po prostu – na szczycie. Na nadzwyczajnym posiedzeniu poświęconym nieustępliwej walce z dilerami dopalaczy zebrali się w Belwederze prezydent RP Bronisław Komorowski, premier RP Donald Tusk, marszałek Sejmu RP Grzegorz Schetyna oraz marszałek Senatu RP Bogdan Borusewicz. Tym razem jeszcze obradowali bez udziału szefa Sztabu Generalnego WP oraz szefów rodzajów sił zbrojnych.
W środę, ledwie przetarłem oczy, marszałek Grzegorz Schetyna już zapewniał, że Sejm (a pewnie i Senat) dołoży wszelkich starań, żeby projekt ustawy antydopalaczowej jak najszybciej stał się w Polsce prawem (projekt rządowy, bo projektom PiS i SLD trudno wróżyć dobrą przyszłość). W każdym razie w parlamencie uruchomiono najszybszą z możliwych ścieżkę legislacyjną, w myśl zasady, że cała Polska walczy z dilerami tajfuna oraz innych specyfików.
[srodtytul]Internować dilerów! [/srodtytul]
Pierwsze czytanie projektu ustawy jeszcze w środę, drugie – w czwartek, głosowanie – w piątek. (A kiedy pierwsza nowelizacja?). Nie szczędząc wysiłku, premier Tusk zwrócił się z sejmowej trybuny do wszystkich klubów poselskich z dramatycznym apelem: „Podejmijmy wspólnie decyzję, nie bądźmy bezradni, nasz projekt się broni". A w tym samym czasie łódzka policja zatrzymała króla dopalaczy, który zerwał plomby, otworzył sklep i zaczął sprzedawać swój towar.
Aż się boję myśleć, co będzie dalej. W czwartek – nadzwyczajne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego i zapowiedź wprowadzenia stanu wyjątkowego na terenie całego kraju? W piątek – rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ zalecająca internowanie wszystkich dilerów? W piątek – zapowiedź wspólnej misji wojsk NATO w sklepach z dopalaczami? W sobotę – nałożenie (na dilerów) sankcji przez G8 i G20?
Ale w takim razie co będziemy robić w poniedziałek? Wiem, wiem, o to akurat wcale nie muszę się troszczyć; przecież tym zajmują się najlepsi ludzie Tuska. Może na powrót zajmiemy się kastrowaniem pedofilów? Albo powołaniem sejmowej komisji do sprawy jednomandatowych okręgów wyborczych?
A wystarczyłoby bez tego całego zgiełku uchwalić dobrą ustawę antydopalaczową. Przygotowaną na tyle solidnie, aby nie trzeba było jej nowelizować 20 razy w ciągu pierwszego roku obowiązywania. Na tyle perfekcyjnie, że zapewniałaby Skarbowi Państwa, czyli kieszeniom podatników, wystarczającą ochronę przed roszczeniami ze strony dilerów, które najpewniej się pojawią.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA