Katastrofy

Biegły: trzeba nauczyć kierowców autobusów techniki jazdy

Rozmowa z dr. inż. Jackiem Pokiem, biegłym sądowym w zakresie rekonstrukcji wypadków drogowych
[b] Rz: Dlaczego jest tyle wypadków polskich autokarów za granicą?[/b]
[b] Jacek Pok:[/b] O wypadku w Niemczech mamy skąpe informacje. Wynika z nich, że zagrożenie spowodował kierowca mercedesa, który wyjechał przed nasz autobus i wpadł w poślizg. Autobus uderzył w mercedesa, a potem w filar wiaduktu. Nie wiemy, czy kierowca miał możliwość skutecznej reakcji, czy też zareagował panicznie. Mamy tu do czynienia ze stanem wyższej konieczności: czy lepiej było uderzyć w mercedesa i uniknąć uderzenia w filar, czy była inna możliwość obrony. [b]Zazwyczaj jednak do tragedii dochodzi z winy kierowców.[/b]
Jesteśmy w niechlubnej czołówce pod względem liczby wypadków autokarowych za granicą. Do większości z nich doszło z winy kierowców: z powodu błędów w technice jazdy, braku doświadczenia w obsłudze technicznej pojazdu, jak w wypadku pod Grenoble. Inne przyczyny to brak umiejętności i rutyna. Pod Grenoble np. kierowca w górzystym terenie używał tylko hamulców, zamiast hamować silnikiem. Na Węgrzech rozpędzony wjechał na rondo, gdzie indziej zasnął. Z mojego doświadczenia wynika, że kierowcy często mogą uniknąć wypadku, ale reagują panicznie. [b]Są źle wyszkoleni?[/b] To wynika z braku doświadczenia. Technika jazdy autobusem to niszczenie opon: trzeba hamować, wpadać w poślizgi, ćwiczyć, jak z nich wyjść. Ośrodki szkolenia kierowców tego nie uczą, bo to pociąga koszty: na wymianę opon w autobusie trzeba wydać kilkanaście tysięcy złotych. A ośrodki nauki jazdy obniżają ceny kursów i jakość szkolenia. Nie ćwiczą poślizgów, bo szkoda im pojazdu. To przekłada się na tragedie na drogach. [b]Jak poprawić wyszkolenie? [/b] Trzeba wprowadzić wyspecjalizowane ośrodki szkolenia kierowców na kategorię „D“, czyli prowadzących autobusy. Powinny być po dwa dobre ośrodki w każdym województwie, ośrodki, którym będzie się opłacało uczyć kierowców techniki jazdy. Bo to jest decydujące. Wiek kierowcy nie ma większego znaczenia. Młodego wprawdzie trzeba uczyć odpowiedzialności, ale to jest zadanie dla psychologów. [b] Wypadek pod Grenoble to klasyczny przykład złej techniki wynikającej z braków w wyszkoleniu? [/b] To jeden z wielu tragicznych przykładów. W autobusach są tak zwane retardery czy zwalniacze, które zapobiegają nagrzewaniu się hamulców i dodatkowo wspomagają hamulce zasadnicze. W autobusie, który się rozbił pod Grenoble, były takie dwa dodatkowe mechanizmy, ale kierowca o nich nie wiedział. W dodatku naruszył przepisy porządkowe i nie dostosował się do znaków o ograniczeniu prędkości. Także doświadczony kierowca, który siedział obok, nie powiedział mu, by włączył zwalniacze. Dlaczego? Być może z powodu rutyny. [b]A stan techniczny autobusów? W jakim stanie miał hamulce ten, który się rozbił we Francji?[/b] Eksperci francuscy stwierdzili, że autobus, który się rozbił pod Grenoble, miał zużyte hamulce. Ale prawdopodobnie zużyły się one w czasie jazdy w Alpach, na odcinku siedmiu kilometrów przejazdu. Motocykliści, którzy widzieli nasz autobus, twierdzili, że paliły się w nim hamulce. Ale to paliły się opony od rozgrzanych tarcz hamulcowych. Kierowca nie był przygotowany do jazdy w tak wysokich górach. U nas nie ma dużych wzniesień, gdzie można wyszkolić się w takiej jeździe. Ale to musi być wyuczone, ponieważ kierowca ma prawo jazdy na wszystkie drogi: zarówno górskie, jak i nizinne.  [b]Czy jest jakiś element, w którym nastąpiła poprawa? A przerwy w podróży? Czy teraz kierowcy autokarów robią je częściej? [/b] Rzeczywiście w ostatnim czasie w tym akurat zakresie sytuacja nieco się poprawiła. Dzięki wprowadzeniu w Polsce na wzór Unii Europejskiej czasu przerwy, która pozwala, aby organizm kierowcy się zregenerował. Nasza inspekcja transportu drogowego, a za granicą także np. niemiecka policja bardzo surowo to egzekwuje.  [i] —rozmawiała Grażyna Zawadka[/i]
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL