Teatr

Teatr Roma: musical Les Misérables będzie przebojem

Finał I aktu „Les Misérables” przynosi muzyczny przebój „Jeszcze dzień” śpiewany przez cały zespół
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Dla warszawskiego Teatru Roma musical „Les Misérables" to prawdziwe wyzwanie artystyczne i technologiczne
Premiera odbędzie się za tydzień. "Les Misérables", czyli po polsku "Nędznicy", zastąpią "Upiora w operze", który po 572 przedstawieniach zszedł już z afisza.
W Romie "Upiora" obejrzało pół miliona widzów, chętnych było znacznie więcej. – Ten spektakl moglibyśmy dłużej eksploatować – przyznaje dyrektor teatru Wojciech Kępczyński. – W sytuacji gdy władze miasta ciągle obcinają nam dotację, byłoby to dla nas bezpieczne rozwiązanie. Stawiamy jednak na ryzyko artystyczne i finansowe, dlatego zdecydowaliśmy się na kolejną premierę.
[srodtytul]Najpopularniejszy w Europie [/srodtytul] Wybór tytułu świadczy o ambicjach Romy. "Les Misérables", które już od 21 lat utrzymują się na afiszach londyńskiego West Endu, odebrały niedawno "Upiorowi w operze" tytuł najpopularniejszego musicalu Europy. Na Broadwayu w Nowym Jorku plasują się na trzecim miejscu, większą liczbą przedstawień szczycą się tam jedynie utwory Andrew Lloyda Webbera: "Upiór w operze" i "Koty", także wystawione już w Romie. "Les Misérables" to najsłynniejszy musical francuski, z którym może jedynie konkurować "Miss Sajgon". Oba stworzył ten sam tandem: kompozytor Claude -Michel Schönberg oraz autor libretta i tekstów piosenek Alain Boublil. W przypadku "Les Misérables" należy jednak pamiętać o trzecim autorze – jest nim francuski pisarz epoki romantyzmu Victor Hugo. Twórcy musicalu wykorzystali bohaterów i wątki z jego powieści "Nędznicy". Światowa kariera "Les Misérables" rozpoczęła się dopiero po angielskiej przeróbce. Prapremiera w paryskim Palais des Sports w 1980 r. była jedynie wydarzeniem we Francji. Gdy nagranie płytowe usłyszał brytyjski producent Cameron Mackintosh, musical zyskał nową szansę. Libretto przetłumaczono na angielski, dokonując w nim pewnych zmian, tak by akcja odwołująca się do historycznych wydarzeń we Francji stała się zrozumiała dla każdego. Schönberg dokomponował kilka piosenek, słowa napisał Herbert Kretzmer. W tej wersji "Les Misérables" pokazano w październiku 1985 roku w Londynie. I choć recenzje prasy nie były zbyt życzliwe, musical podbił publiczność. Wystawiono go w ponad 40 krajach. [srodtytul]Pierwsza była Gdynia[/srodtytul] Polska premiera "Les Misérables" odbyła się w 1989 r. w Gdyni. Różnice między dwiema rodzimymi inscenizacjami są świadectwem zmian, jakie dokonały się u nas w teatrze muzycznym w ciągu tych 21 lat. – Nie miałem dolarów na zakup licencji, dali mi ją za złotówki – wspominał Jerzy Gruza, reżyser premiery i ówczesny dyrektor Teatru Muzycznego w Gdyni. – Nie miałem na instrumentarium: dwie yamahy DX7 z komputerowymi dyskietkami, przysłali. Nie miałem radiomikrofonów – pomogło Ministerstwo Kultury. Nie miałem odpowiedniego nagłośnienia – zakupili sponsorzy. Nie miałem na dekoracje – ograniczyłem je do niezbędnego minimum. A ruchomą barykadę, na którą otrzymaliśmy ofertę za 70 tysięcy dolarów, zrobiliśmy w zespołach gospodarczych. Na tej barykadzie rozgrywają się najbardziej widowiskowe sceny rewolucji paryskiej 1830 r. I mimo pewnej siermiężności "Nędznicy" w Gdyni byli pierwszym polskim przedstawieniem zrealizowanym na licencji inscenizacyjnej udzielonej teatrowi przez firmę Cameron Mackintosh Ltd. Prawa do wystawienia musicalowych hitów kupuje się bowiem w pakiecie obejmującym zarówno utwór, jak i jego kształt sceniczny. W przypadku "Les Misérables" wymagania licencjodawcy są bardzo wysokie. Teatr musi przede wszystkim dysponować sceną obrotową umożliwiającą nieustanną zmianę miejsca akcji rozgrywającej się między 1815 a 1832 rokiem. – Roma nie ma sceny obrotowej – mówi kierownik literacki i tłumacz "Les Misérables" Daniel Wyszogrodzki. – Mogliśmy ją oczywiście kupić, ale zdecydowaliśmy się na inną inwestycję – siedem platform poruszanych laserowymi czujnikami. Potrafią unieść najcięższą dekorację i są niesłychanie precyzyjne. Kupiliśmy je w szwedzkiej firmie Visual Act, będącej światowym pionierem cyfrowej techniki scenicznej, która dostarczyła sprzęt na finały Eurowizji i na zakończenie olimpiady w Vancouver. My dzięki niej wprowadzamy Romę w XXI wiek. Było to możliwe również dzięki temu, że Wojciech Kępczyński uzyskał od londyńskiej firmy prawo do tzw. non replica production. Oznacza to, że Teatr Roma może zrealizować własną inscenizację "Les Misérables". Brytyjczycy mieli jednak wpływ na dobór obsady wyłonionej w castingach. – "Les Misérables" są oczywiście wielkim widowiskiem – mówi Wojciech Kępczyński. – Ale dla mnie to przede wszystkim musical aktorski. I dlatego będzie tak trudnym sprawdzianem dla całego zespołu.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL