fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prywatne myśli Edwarda Stachury

Edward Stachura, 1967 r.
PAP/CAF
Z Dariuszem Pachockim, edytorem dzienników Edwarda Stachury, o pracy nad twórczością barda z Grochowa, rozmawia Bartosz Marzec
[b]Rz: Jeździł pan kiedyś autostopem po Polsce z gitarą i chlebakiem?[/b]

Jeździłem, ale bez chlebaka i nie tak intensywnie jak Stachura, do którego wędrówek pan nawiązuje. W liceum czytałem „Dużo ognia”. Słuchałem piosenek Stachury. Z niektórymi sam usiłowałem się zmierzyć. Bez specjalnych rezultatów, przyznaję.[b]Sted też nie należał do najwybitniejszych bardów.[/b]Zdawał sobie sprawę z tego, że nie ma głosu. Twierdził, że z grą na gitarze szło mu jeszcze gorzej niż ze śpiewaniem. Swoje występy traktował jako rodzaj promocji, formę prezentacji własnej twórczości zapożyczoną pewno od Brela czy Brassensa.Na studiach zacząłem uważniej przyglądać się jego twórczości. Przy czym zastanawiałem się, jak by udowodnić, że twórczość Stachury nie jest ani specjalnie wartościowa, ani interesująca. Uważałem go raczej za kiepskiego pisarza...[b]...ale...[/b]...było u Stachury coś niesłychanie mi bliskiego, coś, czego na początku nie potrafiłem ...
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA