fbTrack

Piłka nożna

Futbol: Barcelona kontra Real, Inter kontra reszta

ROL
Ruszają dwie wielkie ligi: kartel Barcelony i Realu, nazywany Primera Division, oraz Serie A, czyli Inter i reszta
Wrogami nazywamy ich z rozpędu, od dawna nimi nie są. Nawet dla kibiców Realu i Barcelony ich rywalizacja to już nie jest święta wojna, lecz raczej święty serial o dwóch klubach, które bez siebie nie mogą żyć i w których nie może dziać się dobrze jednocześnie.
Czasy, gdy szef Barcelony mógł o Realu mówić tylko źle, i wzajemnie, minęły. Ostatnim nienawistnikiem w biurach na Camp Nou był Joan Gaspart. Jego następca Joan Laporta podczas swoich długich rządów zasypał większość podziałów, a jego następca, wybrany latem Sandro Rossell, nie wykopie nowych, bo jest przyjacielem szefa Realu Florentino Pereza. Dzwonią do siebie często, nie tylko po to, żeby porozmawiać o milionach euro i transferach. [srodtytul]Wyprzedaż w Walencji [/srodtytul]
To prawda, że sprowadzony, by dać Realowi dziesiąty Puchar Europy, Jose Mourinho jest w Barcelonie nienawidzony, ale akurat z Pepem Guardiolą są przyjaciółmi. Poznali się, gdy Mourinho był na Camp Nou asystentem Bobby’ego Robsona i Louisa van Gaala, a Guardiola kapitanem. Nawet piłkarze symbole obu klubów, Xavi i Iker Casillas, to bliscy przyjaciele. Nie tylko z reprezentacji mistrzów świata i Europy, bo są też wspólnikami w interesach. Pieniądze łączą dziś Barcelonę i Real tak samo mocno, jak kiedyś dzieliła te drużyny historia i polityka. Ich rywalizacja napędza finansowe perpetuum mobile, dające miliony, którymi te dwa kluby nie muszą się dzielić z innymi. Bo jak każe wciąż obowiązująca zła tradycja Primera Division, każdy klub negocjuje prawa telewizyjne sam. A po negocjacjach telewizji z dwójką gigantów dla reszty zespołów zostają okruchy. Te dwa zespoły wszystko muszą mieć największe, nawet długi. W tej klasyfikacji też prowadzi Barcelona. Ale ona sobie poradzi, Real również, zawsze dostaną kredyt od zaprzyjaźnionych banków. To inne kluby Hiszpanii padają przygniecione kryzysem. Real Mallorca, rywal Realu w niedzielnym meczu pierwszej kolejki (godz. 21, transmisja w Canal+ Sport), został wykluczony przez UEFA z europejskich pucharów, bo w klubie trwa postępowanie upadłościowe. Racing Santander, przeciwnik Barcelony (niedziela godz. 19 w Canal+ Sport 2), też ma od dawna dziurę w budżecie. Sevilla po odpadnięciu w eliminacjach Ligi Mistrzów liczy straty. Valencia, trzecia drużyna poprzedniego sezonu, musiała się latem ratować wyprzedażą: David Villa poszedł do Barcelony, David Silva do Manchesteru, Alexis do Sevilli, Carlos Marchena do Villarreal. Barcelona i Real tego lata kupowały mądrzej niż w ostatnich sezonach. Real sprowadził Angela di Marię, Samiego Khedirę, Mesuta Oezila, Ricardo Carvalho, Pedro Leona i Sergio Canalesa, ale wiadomo, że najważniejszą zmianą było przyjście Mourinho. Barcelonie w piątek wreszcie udało się kupić z Liverpoolu Javiera Mascherano, o którego Guardiola walczył od dwóch lat. Argentyńczyk kosztował 22 mln euro, czyli o 3 mln mniej niż rok temu Dmytro Czyhryński, zupełnie nieprzydatny ukraiński obrońca, którego Barca właśnie odsprzedała ze stratą Szachtarowi. 40 mln wydane na Villę też zapewne będzie lepszą inwestycją niż niesławna wymiana z Interem: Samuel Eto’o za Zlatana Ibrahimovicia. W piątek trwały jeszcze negocjacje z Milanem, który chce odkupić skłóconego z Guardiolą Szweda. Nawet zadłużona Primera Division i tak ma się jednak lepiej niż Serie A, złapana w pułapkę pustoszejących i niszczejących stadionów, agresywnych kibiców i klubów zaciskających pasa coraz mocniej. Dlatego liga włoska stała się przewidywalna do bólu: znów faworytem będzie Inter, mający właściciela, który nie musi się liczyć z kosztami. [srodtytul]Trzech Polaków[/srodtytul] Massimo Moratti na miejsce Mourinho sprowadził do Interu Rafaela Beniteza z Liverpoolu, a z piłkarzy puścił tylko Mario Balotellego do Manchesteru City, ale napastnik i tak był skłócony z całą drużyną. Szósty z rzędu tytuł mistrzowski dla zdobywców Pucharu Europy z Mediolanu jest bardzo prawdopodobny. W tym sezonie w Serie A zagra trzech Polaków: Błażej Augustyn w Catanii, Kamil Glik w Palermo i Artur Boruc walczący o miejsce w bramce Fiorentiny. Mecz Fiorentina – Napoli pokaże w niedzielę o 20.45 Canal+ 3.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL