fbTrack

Kraj

Jak politycy przechodzą z partii do partii

Rzeczpospolita
Kłopoty we własnej formacji lub ciepłe słowa od politycznej konkurencji skłaniają do zmiany barw
Będą zaskakujące transfery polityczne – takie pogłoski słychać w świecie polityki i mediów. Znana jest nawet lista nazwisk. Otwiera ją – jak zawsze – Wojciech Olejniczak (SLD), za nim są Ryszard Kalisz (SLD), Paweł Poncyljusz, Joanna Kluzik-Rostkowska i inni liberałowie z PiS.
[srodtytul]Z lewicy do PO[/srodtytul] Pogłosek przybywa po każdym transferze, a tych było ostatnio kilka. Głównie z lewicy w okolice PO. Tomasz Nałęcz dostał propozycję bycia doradcą prezydenta Bronisława Komorowskiego. Wcześniej z jego namaszczenia Marek Belka objął szefostwo NBP. Włodzimierz Cimoszewicz poparł kandydata PO na stanowisko prezydenta za darmo, ale plotki głoszą, że jesienią ma zostać szefem MSZ.
Miał też miejsce jeden transfer do PiS. Były senator PO Krzysztof Zaremba, zaliczając po drodze romans z partią Libertas, wstąpił do Klubu PiS. A jesienią będzie kandydatem tej partii na prezydenta Szczecina. – Tuż przed wyborami samorządowymi i rok przed parlamentarnymi zawsze coś zaczyna się dziać – zauważa politolog dr Bartłomiej Biskup. To „coś” to przede wszystkim układanie list wyborczych. – W naturalny sposób partyjni kontestatorzy są typowani do potencjalnych transferów – dodaje Biskup. Z tego powodu Olejniczak stał się przedmiotem plotek o przejęciu go przez PO. W jego przypadku trwa to od ponad dwóch lat – gdy stracił fotel szefa SLD na rzecz Grzegorza Napieralskiego. On sam się zarzeka, że jego partią jest Sojusz. Ostatnio nawet nagrał i umieścił w Internecie oświadczenie, gdzie pokazał się na tle planu Warszawy. Ma to być czytelna aluzja do tego, że zamierza jako kandydat SLD powalczyć z prezydent stolicy Hanną Gronkiewicz-Waltz z PO. [srodtytul]Na kłopoty – transfer[/srodtytul] O transferze jakiegoś polityka zaczyna się mówić, gdy ten ma kłopoty. Niekiedy tak absurdalne jak w przypadku Wacława Martyniuka z SLD, któremu lider partii zabrał stanowisko we władzach klubu. Od razu pojawiły się doniesienia, że Martyniuk, stary związkowiec z OPZZ, ma przejść do liberalnej Platformy. Podobne podejrzenia wzbudził Marek Migalski (europoseł PiS), gdy w ubiegłą niedzielę upublicznił swój list krytykujący stosunki w PiS. – Nigdzie nie będę przechodził, bo to wbrew mojej lojalności i poglądom. Mogę z Platformą współpracować, ale jako polityk PiS, a nie członek PO. Poza tym straciłbym całą wiarygodność, bo mój dotychczasowy wizerunek budowałem na krytyce PO – komentuje te plotki Migalski. Tak samo kilka miesięcy temu stukał się w głowę Bartosz Arłukowicz (Lewica), gdy pojawiły się doniesienia, że PO chętnie widziałaby go u siebie. Bo dlaczego nie? Elokwentny, medialny, gwiazda komisji śledczej. Tyle że w tej komisji sławę zdobył, atakując właśnie Platformę. – W porównaniu z pierwszymi latami demokracji lista możliwych transferów jest bardzo krótka – uważa politolog dr Rafał Chwedoruk. Jego zdaniem to wynik profesjonalizacji ugrupowań. – Dziś opuszczenie partii grozi samobójstwem politycznym – twierdzi. Inny politolog dr Wojciech Jabłoński nazywa to castingiem. – To rodzaj szukania pracy politykom. Sposób na autokreację. Do niedawna mistrzem dodawania sobie znaczenia metodą rozpuszczania pogłosek był Kazimierz Marcinkiewicz (były premier w rządzie PiS – red.) – mówi Jabłoński. [srodtytul]Kierunek jest jeden[/srodtytul] Dziś politycy „do wzięcia” atrakcyjne miejsca mogą znaleźć tylko w PO. Partia ta – nawiązując do filmu Janusza Kondratiuka „Dziewczyny do wzięcia” – jest w sytuacji kelnera granego przez Zbigniewa Buczkowskiego. To on miał mieszkanie i mógł zaprosić dziewczyny. Pozostałe partie mają tyle do zaoferowania, co filmowi fajtłapowaci „Inżynier” i „Magister”. Stąd politycy „do wzięcia” nie są tak naiwni jak bohaterki obrazu: Pućka, dziewczyna wymiotująca po kremie czy urzędniczka pocztowa. Wiedzą, kto ma co naprawdę do zaoferowania. Kierunek jest zatem jeden – wszystkie drogi prowadzą do Platformy. Wystarczy , że któryś z ważnych polityków PO powie coś życzliwego o kimś z konkurencji, od razu jest to komentowane, jakby złożono realną propozycję. Czymś takim ostatnio był wywiad z Grzegorzem Schetyną z weekendowej „Rz”. Marszałek Sejmu bardzo ciepło wypowiedział się o kilku posłach z PiS: Joannie Kluzik-Rostkowskiej, Elżbiecie Jakubiak, Janie Ołdakowskim, Lenie Cichockiej. Można być pewnym, że słowa Schetyny nie pomogą tej czwórce w karierze w PiS. Ale warto tu dodać, że Schetynę jeszcze pół roku temu media opisywały jako inicjatora przyciągnięcia do PO Olejniczaka i jego ludzi. Trzeba więc czekać kolejne pół roku, by się przekonać, kogo wtedy będzie przyciągał Schetyna.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL