fbTrack

Piłka nożna

Kadra Smudy: wraca Smolarek

Franciszek Smuda ma problem, bo trudno z kiepskich piłkarzy zbudować dobrą reprezentację
Fotorzepa, Roman Bosiacki Roman Bosiacki
Na mecze z Ukrainą i Australią trener powołał starych znajomych
Franciszek Smuda rozpoczął pracę w listopadzie ubiegłego roku z entuzjazmem charakterystycznym dla każdego nowego selekcjonera. I w atmosferze dość powszechnego społecznego poparcia. Leo Beenhakker dobrze zaczął, ale źle skończył, a Stefan Majewski nawet nie zaczął, bo nie zdołał zmobilizować kadry na dwa ostatnie mecze eliminacji do mundialu.
Smuda, wbrew temu, co ostatnio powtarza, nie zaczął swojej pracy od zera, bo Beenhakker i Majewski nie zostawili po sobie spalonej ziemi. I nowemu trenerowi chyba się wydawało, że będzie miał lekką pracę, bo przecież nie bierzemy udziału w eliminacjach do Euro 2012 i można spokojnie budować kadrę, sprawdzając zawodników w meczach towarzyskich. [srodtytul]Bicie na alarm[/srodtytul]
Ale ani Smuda, ani kibice, ani dziennikarze, o działaczach PZPN nie mówiąc, nie brali pod uwagę, że mecze towarzyskie staną się podstawą do bicia na alarm. Zwłaszcza wyniki i postawa piłkarzy w czterech ostatnich: z Finlandią 0:0, z Serbią 0:0, z Hiszpanią 0:6 i z Kamerunem 0:3. Nikt zdrowo myślący nie zarzuci Smudzie, że działa przeciw sobie i podejmuje samobójcze decyzje. On wybiera zawodników, których uważa za najlepszych, którzy wyróżniają się w swoich klubach lub przez lata wyrobili sobie pozycję uzasadniającą ich obecność w reprezentacji. Ale te wybory czasami się nie sprawdzały. Trener chciał, aby prowadzona przez niego reprezentacja grała nie tylko skutecznie, ale i ładnie. Jak przed laty trenowany przez Smudę Widzew czy ostatnio, do pewnego momentu, Lech. Taką grę lubią kibice, Smuda wyszedł ich potrzebie naprzeciw, ustawiał reprezentację bardzo ofensywnie, nie bacząc na nasze i przeciwników możliwości. Po 0:6 z Hiszpanią trener robił jeszcze dobrą minę do złej gry, ale wiedział, że daleko w ten sposób nie zajedzie. I na mecz z Kamerunem wystawił już silniejszą linię pomocy (Dariusz Dudka i Rafał Murawski z tyłu, Jakub Błaszczykowski, Ludovic Obraniak i Paweł Brożek przed nimi) z jednym Robertem Lewandowskim z przodu. Wszystko to w zgodzie z logiką, tyle że mecz zakończył się naszą porażką 0:3. Ludzie tracą cierpliwość i wprawdzie nie znalazł się jeszcze w kadrze piłkarz, który powiedziałby to, co Maciej Żurawski o Wiśle („Jesteśmy bandą nieodpowiedzialnych ludzi, a nie piłkarzy”), ale Jakub Błaszczykowski był tego bliski. Powiedział, że na miejscu kibiców meczu w Szczecinie też wyszedłby w 80. minucie. A Błaszczykowski, jako jeden z niewielu prawdziwych, profesjonalnych piłkarzy w kadrze, miał prawo to powiedzieć. Smuda widzi, co się dzieje, jak bardzo jego ambitne wizje nie pasują do rzeczywistości. Układa klocki i struga nowe, a nawet wyjmuje stare z szafy, do której klucz już kiedyś wyrzucił. Ale to, co robi, może mieć sens. Do reprezentacji wracają: Artur Boruc, który ostatni mecz rozegrał we wrześniu ubiegłego roku ze Słowenią w Mariborze, Euzebiusz Smolarek (ten sam mecz) oraz Arkadiusz Głowacki (ostatni raz w październiku 2009 r. przeciw Słowacji). [srodtytul]Cicha szatnia[/srodtytul] Każdy z nich zmienił klub. Smuda chwalił wybór Boruca, uważając, że gra w Fiorentinie da mu więcej niż w Celticu. W Glasgow musiał się mobilizować tylko na mecze z Rangersami, we Włoszech niemal co tydzień czekają go cięższe próby. Arkadiusz Głowacki w drużynie Trabzonsporu zdążył wystąpić przeciw Liverpoolowi na Anfield Road, a w tym tygodniu gra rewanż w Trabzonie. Ebi Smolarek jeszcze jest rezerwowym w Polonii, ale rezerwowym strzelającym gole, ulubieńcem kibiców. Ważna jest też rola, jaką ci piłkarze mogą odegrać w szatni. Dziś nie ma w niej zawodników z autorytetem, którzy mogliby krzyknąć na młodych, zmobilizować ich, pomóc na boisku. Michał Żewłakow, szanowany przez wszystkich, jest zbyt łagodny, a inni się nie odzywają. Zresztą ilu jest tych innych? Jakub Błaszczykowski, Rafał Murawski? Taka reprezentacja. Dlatego Smuda szuka za granicą (Sebastian Boenisch) i będzie szukał. Bo patrząc na kolejnych piłkarzy w kadrze, trudno uwierzyć, że to oni będą bronić honoru gospodarzy Euro 2012. Mecz z Ukrainą rozegrany zostanie 4 września na stadionie Widzewa, a z Australią 7 września na nowym stadionie Wisły w Krakowie. [ramka][srodtytul]Kadra na Ukrainę i Australię[/srodtytul] [b]Bramkarze [/b] Artur Boruc (Fiorentina) Przemysław Tytoń (Roda) Grzegorz Sandomierski (Jagiellonia) [b]Obrońcy[/b] Sebastian Boenisch (Werder Brema) Kamil Glik (Palermo) Arkadiusz Głowacki (Trabzonspor) Łukasz Piszczek (Dortmund) Maciej Sadlok (Ruch) Michał Żewłakow (Ankaragucu) Grzegorz Wojtkowiak (Lech) [b]Pomocnicy[/b] Jakub Błaszczykowski (Dortmund) Adam Matuszczyk (Koeln) Rafał Murawski (Rubin Kazań) Ludovic Obraniak (Lille) Tomasz Bandrowski (Lech) Sławomir Peszko (Lech) Maciej Iwański (Legia) Maciej Rybus (Legia) Adrian Mierzejewski (Polonia W.) [b]Napastnicy[/b] Ireneusz Jeleń (Auxerre) Robert Lewandowski (Dortmund) Artur Sobiech (Polonia) Euzebiusz Smolarek (Polonia)[/ramka] [i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: [mail=s.szczeplek@rp.pl]s.szczeplek@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL