fbTrack

Dane gospodarcze

Inflacja to główne zagrożenie. Inflację mogą wywołać Fed i EBC

Andy Xie, źr. Bloomberg
ROL
- Prawdziwym zagrożeniem dla światowej gospodarki nie jest deflacja, ale inflacja, którą mogą wywołać działania zachodnich banków centralnych – twierdzi Andy Xie
Zdaniem znanego z kontrowersyjnych poglądów byłego, głównego ekonomisty Morgana Stanleya ds. Azji., który szeregi Morgana Stanleya opuścił w 2006 r., światowy system gospodarczy rozpada się na dwie przeciwstawne grupy. „Zimne niczym lód” gospodarki dojrzałe, które konkurują ze sobą na polu pesymistycznych doniesień ekonomicznych, i „rozgrzane do czerwoności” gospodarki rozwijające się, dla których największym problemem są rodzące się bańki na rynkach aktywów i inflacja.
Choć w tej pierwszej grupie pozytywnie wyróżnia się Europa, w perspektywie 12 miesięcy i ją czeka hamowanie ożywienia gospodarczego. Do niedawna było ono wspierane m.in. przez deprecjację euro, która jednak ustąpiła miejsca aprecjacji. Tymczasem sytuacja na europejskim rynku pracy jest gorsza, niż w USA. - Strach przed deflacją sprawia, że banki centralne rozwiniętych państw utrzymują luźną politykę pieniężną. To napędzi inflację w państwach rozwijających się. Ta zaś, za pośrednictwem handlu, rynków walutowych i oczekiwań inflacyjnych, uderzy w gospodarki rozwinięte – napisał Xie na łamach chińskiego portalu Caixin.
- W ostatecznym rozrachunku, popyt jest lokalny, a podaż globalna – wskazuje Xie. Tłumaczy w ten sposób, dlaczego pakiety stymulacyjne na Zachodzie, które w zamierzeniu miały pobudzić tam popyt, nie przyniosły oczekiwanych skutków, przyczyniły się natomiast do problemów państw rozwijających się. - Gdy Rezerwa Federalna lub Europejski Bank Centralny próbują pobudzić krajowe gospodarki, w rzeczywistości stymulują gospodarkę światową. Woda, niezależnie skąd wypływa, płynie w dół. Podobnie kapitał stymulacyjny płynie tam, gdzie koszty produkcji są niskie, a systemy bankowe zdrowe. Zgodnie z tą logiką, działania Fedu i EBC napędzają inflację i bańki spekulacyjne w państwach rozwijających się, zamiast pobudzać tempo wzrostu w macierzystych krajach – wyjaśnia ekonomista, ceniony za trafne prognozy w przededniu kilku ostatnich kryzysów finansowych. Zdaniem Xie, z podobnym scenariuszem mieliśmy do czynienia w latach 90. Na początku tamtej dekady, po kryzysie kas oszczędnościowo-kredytowych w USA, Fed obniżył stopy procentowe do 3 proc. To zachęciło zachodnie banki do rozbudowania akcji kredytowej w południowo-wschodniej Azji, co doprowadziło tam do bańki na rynku nieruchomości. Gdy Fed zaostrzył swoją politykę, kapitał został z Azji wycofany, co stało się zapalnikiem kryzysu finansowego z lat 1997-1998. - Dzisiaj historia ta jest poważniejsza i bardziej wielowymiarowa. Gospodarki wschodzące w stosunku do rozwiniętych, a także wartość międzynarodowego handlu w stosunku do światowej gospodarki, są dziś dwukrotnie większe, niż w latach 90. Kapitał może zaś przepływać bez większych problemów – twierdzi Xie. - Podejrzewam, że polityka Fedu tym razem wywoła trzykrotnie większe zaburzenia w światowej gospodarce, niż na początku lat 90. Jej konsekwencją będzie katastrofa znacznie poważniejsza, niż kryzys azjatycki – ostrzega ekonomista. Pomimo znacznego wzrostu podaży pieniądza presji inflacyjnej jak dotąd na Zachodzie nie widać – przyznaje Xie. Jest to spowodowane m.in. problemami w sektorze bankowym, co zmniejsza tempo obiegu pieniądza, a także słabym popytem wewnętrznym, który nie pozwala producentom na podwyżki cen. Jak jednak dodaje, te czynniki są tymczasowe. Gdy zaczną ustępować, banki centralne mogą nie zdążyć z ograniczeniem podaży pieniądza. Niezależnie od tego, już wcześniej inflacja może wybuchnąć za pośrednictwem państw wschodzących oraz spekulantów, windujących ceny surowców.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL