fbTrack

Publicystyka

Pamięć i szacunek

Antoni Dudek
Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska
Nie widzę nic złego w tym, aby upamiętnić obeliskiem nie tylko poległych w Polsce żołnierzy Armii Czerwonej, ale i Wehrmachtu – uważa historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego
Od wojny polsko-bolszewickiej minęło już 90 lat. Wydaje się, że to wystarczająco dużo czasu, by na tamte wydarzenia spojrzeć nieco spokojniej i z pewnym dystansem. Dlatego pomysł, by oprócz świętowania wspaniałego zwycięstwa, które 15 sierpnia 1920 roku odnieśli żołnierze odrodzonego państwa polskiego nad bolszewicką nawałnicą, odsłonić obelisk poświęcony pamięci poległych także po drugiej stronie, uważałem i uważam za dobry.
Jestem przekonany, że możemy się zdobyć na gest, aby oprócz uczczenia naszych bohaterów, którzy bronili wówczas polskiej niepodległości, upamiętnić też tragiczny los żołnierzy walczących w armii najeźdźców. Musimy pamiętać o tym, że wielu z nich nie znalazło się tam z własnej woli. Dlatego tak jak z szacunkiem podchodzimy do mogił różnych obcych żołnierzy, które znajdują się na polskiej ziemi, tak nie widzę przesłanek do wielkiego oburzenia z powodu próby upamiętnienia ich losu symbolicznym obeliskiem. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że w ten sposób stawiamy pomnik Armii Czerwonej, której celem było podbicie Polski i całej Europy. Oczywiście jestem przeciwny stawianiu pomników zbrodniczym systemom, takim jak komunizm czy nazizm, nie widzę jednak nic złego w symbolicznym upamiętnieniu konkretnych żołnierzy, którzy zginęli w tej wojnie.
Zapewne zaraz odezwą się głosy, że w takim razie ktoś wkrótce wpadnie na pomysł, by upamiętnić także żołnierzy Wehrmachtu, którzy najechali Polskę w 1939 roku. Rzeczywiście, nie można tego wykluczyć. Podobnie jak w przypadku wojny polsko-bolszewickiej nie widzę nic złego w tym, by upamiętnić tragiczny los także tamtych żołnierzy. Czym innym jest stawianie pomników nazistowskim i komunistycznym zbrodniarzom, a czym innym symboliczne upamiętnienie poległych na polskiej ziemi ludzi, którzy często znaleźli się tu nie ze swojej woli. Pamiętajmy, że do Wehrmachtu siłą wcielano także Polaków. Być może warto by ten fakt upamiętnić. Wracając do sprawy obelisku w Ossowie. Symboliczny w niej wydaje się fakt, że miał on mieć kształt prawosławnego krzyża. Trudno uznać, że jest to symbol Armii Czerwonej czy bolszewików, którzy za jeden ze swoich głównych celów uznawali walkę z Kościołem i religią. Jednak zdecydowana większość zwykłych żołnierzy, którzy walczyli w szeregach Armii Czerwonej podczas tamtej wojny, była wierząca. To chyba najlepiej pokazuje, że ten obelisk nie ma na celu uhonorowania zbrodniczego systemu czy armii najeźdźców, tylko jest ukłonem w kierunku tych konkretnych żołnierzy, którzy zginęli pod Ossowem. Teoretycznie ta sprawa nie powinna wzbudzać tak wielkich emocji. Przecież nie żyją już bezpośredni uczestnicy tamtych wydarzeń. Fatalnie się jednak stało, że ta sprawa wpisuje się w gorący konflikt dotyczący symboli, który mamy ostatnio w Polsce. W tle tej sprawy mamy wielki spór między PiS i PO, katastrofę smoleńską oraz spór o krzyż przed Pałacem Prezydenckim. Do tego dochodzi dyskusja dotycząca przyszłości stosunków polsko-rosyjskich. To wszystko sprawia, że emocje sięgają zenitu i nie ma miejsca na spokojną dyskusję i wymianę argumentów. A szkoda. Pomniki powinny być zarezerwowane dla naszych bohaterów i wybitnych postaci. Nie widzę jednak nic zdrożnego w tym, by jakimś obeliskiem czy tablicą upamiętniać tych, którzy znaleźli śmierć na polskiej ziemi. [i]-not. js[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL