fbTrack

Świat

Polak Jarosław Romańczuk rywalem Łukaszenki w wyborach

Rzeczpospolita
O urząd prezydenta w najbliższych wyborach będzie się ubiegał nasz rodak – ekonomista Jarosław Romańczuk
Urodzony w podgrodzieńskich Sopoćkiniach Jarosław Romańczuk ma w rodzinnej miejscowości opinię człowieka, który zrobił oszałamiającą karierę, choć nigdy nie piastował wysokich stanowisk państwowych, a jego dochody (równowartość około 400 dolarów miesięcznie) są porównywalne ze średnią krajową. W Sopoćkiniach nie ma mieszkańca, który by się nie chwalił, że "nasz Jarek będzie walczył z Łukaszenką o urząd prezydenta".
O tym, że Romańczuk – jeden z najbardziej cenionych na Białorusi ekonomistów, szef Centrum Naukowo-Analitycznego im. Misesa – wystartuje za kilka miesięcy w wyborach prezydenckich, zdecydowała opozycyjna Zjednoczona Partia Obywatelska, której jest wiceprzewodniczącym. Kilkunastu opozycyjnych polityków, którzy zgłosili chęć startu w wyborach, to ludzie do siebie podobni – tłumaczy wybór partii zaprawiony w bojach politycznych, znany wyborcom lider ZPO Anatol Lebiedźka. – Gdybym zgłosił moją kandydaturę, niczym bym się od nich nie różnił – podkreślał. Jego zdaniem w czasach coraz bardziej odczuwalnego na Białorusi kryzysu gospodarczego "potrzebny jest prezydent ekonomista". Sam Lebiedźka w przypadku wygranej partyjnego kolegi chce zostać premierem.
[srodtytul]Ma program [/srodtytul] W jeszcze oficjalnie nieogłoszonej, ale aktywnie prowadzonej przez opozycyjnych kandydatów kampanii prezydenckiej Romańczuk wyróżnia się tym, że ma najlepiej opracowany i najbardziej zrozumiały program, który propaguje pod hasłem "Milion nowych miejsc pracy dla Białorusi". Zdaniem tego zwolennika wolnego rynku dzięki przeprowadzonym przez niego reformom za dwa lata średnia pensja na Białorusi wyniesie 600 dolarów (Aleksander Łukaszenko obiecuje 500 dolarów do końca roku). W kwestiach geopolitycznych Romańczuk jest zwolennikiem partnerstwa z Rosją, Ukrainą i UE. Brak antyrosyjskich haseł w jego programie i wystąpieniach sprawia, że jest postrzegany jako kandydat mający duże szanse na poparcie Kremla, coraz bardziej skonfliktowanego z Łukaszenką. Tego rodzaju spekulacje się nasiliły, kiedy Romańczuk i Lebiedźka spotkali się niedawno w Moskwie z wpływowymi politykami rosyjskimi – reformatorem Anatolijem Czubajsem oraz ministrem finansów Aleksiejem Kudrinem. [srodtytul]Dumny z korzeni [/srodtytul] Osiągnięcia Romańczuka w dziedzinie ekonomii (jest laureatem zagranicznych nagród, należy do elitarnego stowarzyszenia ekonomistów) sprawiają, że w jego ocenie przez elity polityczne Białorusi i dziennikarzy nie pojawia się wątek jego narodowości. On tymczasem wcale nie ukrywa, że jest Polakiem. W jednym z wywiadów przyznał, że z powodu polskiego pochodzenia w czasach ZSRR nie został przyjęty na uczelnię, która kształciła wojskowych. Jako jeden z pierwszych wstąpił w 1989 roku do powstającego Związku Polaków na Białorusi (wówczas Stowarzyszenie im. Elizy Orzeszkowej). W konflikcie ZPB z władzami po wyborze w 2005 roku na prezesa Andżeliki Borys jednoznacznie opowiedział się po stronie zwalczanej przez władze organizacji. Starał się uczestniczyć w imprezach organizowanych przez nielegalny z punktu widzenia Mińska ZPB i publikował artykuły w wydawanej w drugim obiegu prasie tej organizacji. Deklaruje przywiązanie do katolicyzmu. Zdaniem części białoruskich obserwatorów najsłabszym punktem Romańczuka jako kandydata na prezydenta jest to, że choć ma już 44 lata, nadal nie jest żonaty. Na posiedzeniu kierownictwa ZPO partyjni koledzy sugerowali mu nawet, by się niezwłocznie ożenił. Temat podchwyciły media. W wywiadzie dla opozycyjnego dziennika "Narodnaja Wola" Romańczuk szczegółowo opowiedział o swoim życiu prywatnym, a w rozmowie z Europejskim Radiem dla Białorusi ujawnił, że ma narzeczoną. Na imię ma Alesia i też zajmuje się ekonomią. [i]Andrzej Pisalnik z Grodna[/i] [ramka][srodtytul]Rozmowa[/srodtytul] [b]Nie oceniają mnie na podstawie pochodzenia - mówi Jarosław Romańczuk, kandydat opozycyjnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej na prezydenta Białorusi [/b] [b]Opozycja nie rezygnuje z wyłonienia wspólnego kandydata w najbliższych wyborach prezydenckich. Jak pan ocenia swoje szanse na reprezentowanie całej białoruskiej opozycji? [/b] Jarosław Romańczuk: Uważam, że mam największe szanse, bo wśród wielu polityków opozycji deklarujących chęć startu w wyborach tak naprawdę liczą się tylko trzy osoby. Moje nazwisko jest w tej ścisłej czołówce. Oprócz mnie należą do niej Aleksander Milinkiewicz i Uładzimir Niakliajeu (lider kampanii obywatelskiej "Mów Prawdę!" – red.). Zakładając, że opozycja potrzebuje nowej twarzy w wyborach, moja kandydatura pasuje idealnie. [b]Mimo że jest pan Polakiem i należy do skonfliktowanego z władzami w Mińsku Związku Polaków na Białorusi? [/b] To, że jestem Polakiem przeszkadza wyłącznie skrajnym nacjonalistom, ale nie normalnym ludziom, Białorusinom, którzy oceniają polityka na podstawie jego programu, jego poglądów i czynów, a nie na podstawie pochodzenia etnicznego. Moja przynależność do Związku Polaków na Białorusi być może zostanie wykorzystana przeciwko mnie przez propagandę państwową. Na razie jednak tego rodzaju ataków nie zauważyłem. [b]Pan i pana partia macie dobre kontakty z rosyjskimi politykami. A które z polskich ugrupowań są panu najbliższe? [/b] W Moskwie mamy partnerów i przyjaciół przede wszystkim w środowiskach demokratycznych, krytycznych wobec Kremla. Co się zaś tyczy Polski, nasza partia od dawna utrzymuje partnerskie kontakty z Platformą Obywatelską, ale możemy mówić także o dobrej współpracy z Prawem i Sprawiedliwością. Bardzo nas cieszy, że te dwie największe, konkurujące ze sobą polskie siły polityczne, mają jednakowe podejście do sprawy Polaków na Białorusi oraz do problemu demokracji na Białorusi. [i]rozmawiał Andrzej Pisalnik[/i] [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL