fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Drogowa ciuciubabka

– Urzędnicy bawią się ze mną w kotka i myszkę – mówi Leszek Szeller. – Kiedy oddawałem posesję pod budowę węzła Łopuszańska, obiecywano mi odszkodowanie. Do tej pory nie zobaczyłem ani grosza
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Urzędnicy zwlekają z wypłatą pieniędzy za działki przejęte pod węzeł Łopuszańska. – Zgodziłem się na odszkodowanie. Drogowcy zajęli teren, rozpoczęli budowę i... się odwołali. Pieniędzy do dziś nie mam – mówi warszawiak.
Mimo upału na skrzyżowaniu przy Łopuszańskiej trwa budowa tunelu, w którym w 2011 roku schowają się Al. Jerozolimskie. W górę pnie się też jedna z dwóch 200-metrowych estakad łączących Al. Jerozolimskie z Łopuszańską. Kierowcy omijają plac budowy rondem o długości 300 metrów.
[srodtytul]Jak kasa? Najpierw sąd[/srodtytul]
Jeszcze rok temu ta warta 160 mln zł inwestycja stała, bo urzędnicy nie przejęli sześciu działek. W końcu wojewoda Jacek Kozłowski w atmosferze sukcesu przejął grunty na mocy specustawy. W czasie procedury odszkodowawczej wyznaczony przez niego rzeczoznawca określał wysokość rekompensat za zajęte pod budowę drogi domy i działki.
Leszek Szeller z ul. Jutrzenki w takich okolicznościach oddał pod [link=http://www.zyciewarszawy.pl]węzeł Łopuszańska[/link] grunt o powierzchni 7 tys. mkw. Właściciel zgodził się na zaproponowaną wycenę nieruchomości. Wszystko odbyło się niemal podręcznikowo. Jednak minął już ponad rok, a pieniędzy wciąż nie zobaczył.
– Od wyceny wojewody odwołały się władze Warszawy – mówi Leszek Szeller. – Sprawę rozpatrywało następnie Ministerstwo Infrastruktury, które utrzymało w mocy decyzję wojewody. Ale wtedy miasto złożyło skargę do sądu administracyjnego – denerwuje się.
Według mieszkańca, urzędnicy celowo grają na zwłokę.
– Chcą wypłacić pieniądze jak najpóźniej. Liczą też, że uda się uzyskać niższą wycenę i ja będę stratny – mówi Szeller.
– Zwykły mieszkaniec jest zawsze pokrzywdzony. Większość moich sąsiadów też wciąż czeka na pieniądze.
Podobnego przebiegu wypadków spodziewa się mieszkający 500 metrów dalej Roman Gościk, od którego Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przejęła ziemię pod trasę Salomea – Wolica.
– Rzeczoznawca wycenił moją nieruchomość, ale to fikcja. Od urzędnika GDDKiA już usłyszałem, że się od tej decyzji odwołają – twierdzi Gościk. – Jeśli jednak zgodziłem się na wysokość odszkodowania, sprawa powinna być zakończona. Bo jeśli nie, nie mogę mieć żadnego zaufania do Skarbu Państwa – podkreśla.
Co na to wojewoda, którego wyceny są kwestionowane?
– Takie są zasady. Wycenę mogą zaskarżyć obie strony: zarówno właściciel działki, jak i publiczny inwestor. Ten ostatni wydaje w końcu pieniądze podatników – tłumaczy wojewoda Mazowsza Jacek Kozłowski.
Według wojewody, wyceny są wykonywane właściwie. – Dokonują ich wybrani w przetargach licencjonowani rzeczoznawcy majątkowi. Za niesolidność w tej dziedzinie można stracić uprawnienia zawodowe – mówi Kozłowski.
[srodtytul]Celowa gra urzędników?[/srodtytul]
– Jeśli proces odwołań trwa dłużej niż rok, to wycena traci ważność – przypomina radca prawny Krzysztof Wiktor z kancelarii Wardyński i Wspólnicy. – Zleca się wtedy nową, a ponieważ ceny nieruchomości w ostatnim czasie spadają, właściciel dostanie prawdopodobnie niższe odszkodowanie. Może to być uznane za celowe działanie urzędników.
Specjaliści potwierdzają, że zachowania urzędników od wycen to ich czysta przebiegłość.
– Wolą, żeby to sądy podejmowały decyzje o wysokości odszkodowań. Wtedy mają czyste ręce i mówią, że nie przepłacili – twierdzi szef Warszawskiego Stowarzyszenia Rzeczoznawców Majątkowych Mieczysław Prystupa.
Według Urzędu Wojewódzkiego, w tym roku na Mazowszu doszło do 53 odwołań przy procedurach wywłaszczeniowych i odszkodowawczych (miasto odwołało się raz, a GDDKiA – 10 razy). W ubiegłym roku odwołań było 133 – w tym osiem miejskich i 28 GDDKiA.
Władze Warszawy dziwią się zarzutom o przebiegłość i odwlekanie wypłat.
– Miasto musi dbać o swoje interesy – mówi dyrektor Biura Gospodarki Nieruchomościami Marcin Bajko. – Odwołujemy się od wycen rzeczoznawców tylko wówczas, gdy zdecydowanie odbiegają od wartości rynkowej, którą znamy np. na podstawie własnego operatu.
– Odwołujemy się praktycznie przy każdej inwestycji – mówi z kolei rzeczniczka GDDKiA Małgorzata Tarnowska. – Nie zawsze chodzi jednak o niewłaściwe odszkodowania, ale np. błędnie określone strony postępowania.
Mieszkańcy tęsknią do dawnych przepisów, przy których budowy dróg stanęły.
– Teraz właściciel nie ma pola do dyskusji. Żeby przyspieszyć budowę dróg, właściciel jest pozbawiany automatycznie ziemi w momencie uprawomocnienia się decyzji lokalizacyjnej – mówi Roman Gościk.
– Właściciel nie jest całkowicie bezbronny. Jeśli dostanie zapłatę za grunt np. po dwóch latach w niższej niż wcześniej proponowana kwocie, to ma duże szanse na drodze sądowej występować o odszkodowanie wyrównujące stratę – ocenia prawnik Krzysztof Wiktor.
[ramka]
[b]Takie prawo[/b]
Publiczni inwestorzy uzyskali prawo do przejmowania działek wbrew woli właściciela po nowelizacji drogowej specustawy. Wcześniej uparci mieszkańcy latami blokowali budowę potrzebnych tras.
>> Rodzina Gmurków uniemożliwiała poszerzenie ul. Powstańców Śląskich od 1987 roku. Pierwsza nieudana próba wywłaszczenia miała miejsce w 1992 roku. Dopiero w 2008 roku ratusz przejął potrzebnych 300 mkw.
>> Właściciele autokomisu Bogdan-Car w latach 2004 – 2009 odmawiali opuszczenia działki przy ul. Płowieckiej, bez której Zarząd Miejskich Inwestycji Drogowych nie mógł ruszyć z wartą 125 mln zł budową ostatniego elementu Trasy Siekierkowskiej. [/ramka]
[srodtytul][i]Czytaj też w [link=http://www.zyciewarszawy.pl/artykul/497031_Drogowa_ciuciubabka.html]Życiu Warszawy[/link][/i][/srodtytul]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA