fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2010

Spokojny Sarmata pod żyrandolem

ROL
Bronisław Komorowski: w PRL wyjątkowo odważny opozycjonista, w III RP wyjątkowo ostrożny polityk
Bronisław Komorowski swą polityczną karierę budował powoli, lecz konsekwentnie – mówią osoby, które go dobrze znają.
4 lipca osiągnął szczyt. Został wybrany na prezydenta RP.
– To musi być dla niego spełnienie marzeń. On był wychowany w patriotycznej tradycji, zawsze darzył ten urząd wielką estymą – twierdzi jeden z jego partyjnych kolegów.
Komorowski, jak sam się chwalił w wyborczych reklamówkach, związany jest z całą Polską. Jego rodzina pochodzi z Kresów Wschodnich, ale urodził się w Obornikach Śląskich niedaleko Wrocławia. Później mieszkał pod Warszawą, a w końcu w samej stolicy.
[srodtytul]Szlacheckie korzenie[/srodtytul]
Jego rodzice: Zygmunt i Jadwiga, w czasie II wojny światowej walczyli w szeregach Armii Krajowej. W rodzinie mającej szlacheckie korzenie kultywowane były niepodległościowe tradycje.
– Szczycił się tymi korzeniami. Wizyty w jego domu, gdzie na ścianach wisiały portrety przodków, robiły duże wrażenie – wspomina jeden z jego przyjaciół. – Z takimi tradycjami w PRL po prostu nie mógł nie być w opozycji – dodaje.
[wyimek]Komorowski miał opinię człowieka rubasznego, brata łaty. Pracowitego, ale nieskłonnego do podejmowania decyzji[/wyimek]
Jako licealista brał udział w manifestacjach, m.in. w czasie wydarzeń marcowych w 1968 r. Pierwszy raz został aresztowany za działalność opozycyjną w 1971 r. Uczestniczył w akcjach pomocy dla poszkodowanych robotników Radomia i Ursusa. Współpracował z Komitetem Obrony Robotników oraz Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela.
– W czasach, gdy nikomu się nie śniła dzisiejsza rzeczywistość, był dzielnym człowiekiem – mówi Jan Dworak, były prezes TVP, były działacz PO, który razem z Komorowskim działał w opozycji. Wspomina, jak wspólnie opiekowali się Dolinką Katyńską na Powązkach. – Każdemu, kto się tam zbliżył 1 listopada, esbecy robili zdjęcia. Wieszaliśmy tam wstęgi, stawialiśmy znicze – mówi Dworak.  
W 1979 r. Komorowski miał 27 lat. Po nielegalnej demonstracji z okazji rocznicy odzyskania niepodległości 11 listopada był jednym z opozycjonistów przemawiających przed Grobem Nieznanego Żołnierza. Zapłacił za to miesiącem więzienia. Skazał go sędzia Andrzej Kryże, późniejszy wiceminister sprawiedliwości w rządach PiS. Z więzienia w Pułtusku odbierał go Dworak.
Komorowski skończył historię na Uniwersytecie Warszawskim w 1977 r. Później była „Solidarność”. W stanie wojennym został na rok internowany. Kiedy wyszedł z więzienia, nie mógł znaleźć pracy. Był m.in. nauczycielem w niższym seminarium duchownym w Niepokalanowie. Nie było mu łatwo związać koniec z końcem. A na utrzymaniu miał już wówczas żonę Annę i piątkę dzieci.
[srodtytul]Jak Macierewicz[/srodtytul]
Kiedy nastał rok 1989, Komorowskiemu było dużo bliżej do Antoniego Macierewicza niż do obecnych politycznych przyjaciół z PO. Był przeciwnikiem Okrągłego Stołu.
Wszystko się zmieniło, gdy został szefem gabinetu ministra Aleksandra Halla w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. Choć blisko mu było do Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, zaczął się zbliżać do środowiska Unii Demokratycznej.
Mazowieckiego do dziś uważa za swego politycznego nauczyciela. – Do grobowej deski będę mu wdzięczny, że dał mi szansę przeistoczenia się z radykała w człowieka umiaru i kompromisu – wspominał później w wywiadach.
W kolejnych wyborach do Sejmu startował z list UD. A w 1994 r. został sekretarzem Unii Wolności. Partię opuścił jednak wraz z Janem Rokitą w 1997 r. – w proteście przeciwko polityce ówczesnego jej szefa Leszka Balcerowicza.
Odnalazł się w Akcji Wyborczej Solidarność. Po wygranych przez AWS wyborach z 1997 r. premierem został Jerzy Buzek. I to w jego gabinecie w latach 2000 – 2001 Komorowski był ministrem obrony. Miał spore doświadczenie, bo wcześniej jako wiceminister pracował w MON za Mazowieckiego, Suchockiej i Bieleckiego.
– Armia to była jedna z jego pasji. Łatwo znajdował wspólny język z wojskowymi – mówi jeden z polityków. To tłumaczy zapewne krytyczny stosunek Komorowskiego do likwidacji peerelowskich wojskowych służb specjalnych (WSI). – Nieprawdopodobną zbrodnią było zlikwidowanie wywiadu i kontrwywiadu wojskowego, tego nie zrobili nawet bolszewicy – mówił. Wiele razy zarzucano mu, że jego kontakty z WSI były zbyt bliskie.
[srodtytul]Ostrożny w PO[/srodtytul]
Z AWS trafił do Platformy Obywatelskiej i zaczął robić karierę. – Korzystał na tym, że z PO odchodzili liderzy: Andrzej Olechowski, Maciej Płażyński, w końcu Jan Rokita. Piął się krok po kroku – mówi Jan Artymowski, wówczas polityk PO. Podkreśla, że Komorowski nie zrobił nic, gdy z partii wyrzucano bliskich mu ludzi, jak choćby „piskorczyków”. To ponoć on dzwonił do Pawła Piskorskiego z wieścią, że został wyrzucony z partii.
– Bronek uznał, że ma przed sobą przyszłość tylko wtedy, gdy będzie działał w porozumieniu z Donaldem Tuskiem. Dla tego celu był gotów poświęcać swoich ludzi – mówi jeden z polityków PO.
– Wolał być ostrożny. Świadomie zdecydował się na grę w politycznej III lidze – uważa Artymowski. – Gdyby chciał, mógł wtedy nawet rzucić wyzwanie Tuskowi i powalczyć z nim o przywództwo w PO. Ale wolał się nie narażać. Jak widać, dobrze na tym wyszedł.
Po marginalizacji Rokity Komorowski stał się numerem dwa w Platformie. Zasłynął jako nieprzejednany krytyk bliższej współpracy z PiS. Tuż po zwycięstwie tej partii w wyborach w 2005 r. obwieścił: „Szkoda Polski”. W krytyce posługiwał się też rymowanymi żartami: „Gdy spytasz PiS-owca, która jest godzina, odpowie: »Nie wiem, to Platformy wina«”.
W 2007 r. po wygranej PO został marszałkiem Sejmu.
Układanie fraszek i skłonność do żartów były przez wiele lat znakiem firmowym Komorowskiego. Zawsze dobrze żył z dziennikarzami. Do niedawna miał opinię człowieka rubasznego, wręcz brata łaty. Pracowitego, ale nieskłonnego do podejmowania decyzji. – Bronek się zmienił, stwardniał – uważają teraz partyjni koledzy.
Nowe oblicze pokazał w kampanii wyborczej. Walczył o każdy głos. Odbywał po kilka spotkań dziennie, przemierzał Polskę wzdłuż i wszerz.
Europoseł PO Krzysztof Lisek wspomina wyborczą wizytę w Londynie: – Był chory i masakrycznie zmęczony. Mieliśmy bardzo napięty plan. Podczas przejazdów z jednego miejsca do drugiego, które trwały 15 – 20 minut, po prostu zasypiał w samochodzie.
– W sztabie dużo dyskutowaliśmy, z niektórymi propozycjami się nie zgadzał, miał własne pomysły. Jak ten, by prezentem na licytację dla powodziowej zbiórki Owsiaka była konstytucja, którą podpisał potem z Jarosławem Kaczyńskim – dodaje Małgorzata Kidawa-Błońska.
Nie uniknął jednak wpadek, którymi przez wiele dni żyły media. Niefortunne wypowiedzi pod adresem powodzian, korzystanie z Wikipedii na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, mówienie o tym, że w czasie powodzi można bez konsekwencji dla terminu wyborów wprowadzić w Polsce stan wyjątkowy, czy choćby wpadki słowne, jak ta, że „Światowid ma pięć twarzy”. Złośliwi zaczęli już nawet mówić o nim Bronisław „Wpadka” Komorowski.
– Częściowo były to lapsusy wynikające ze zmęczenia, częściowo niedopowiedzenia. Niektóre rozdmuchano, nie wiadomo dlaczego – oburza się Jarosław Szczepański, były doradca Komorowskiego.
Wygrał o włos. Zwycięstwo kosztowało go dużo wysiłku. Dlaczego? Jego krytycy w partii mówią: – Jest nijaki. Nie potrafił porwać za sobą tłumów. 
Jakim będzie prezydentem? Według PiS jedynie wykonawcą poleceń premiera Donalda Tuska. „Nie wierzę, że będzie Pan odpowiedzialną głową państwa. Mam obawy, że Pana prezydentura będzie gnuśna, inercyjna, imitacyjna i słaba, że nie jest Pan przygotowany do sprawowania tego urzędu” – pisał w blogu europoseł PiS Marek Migalski.
W PO są innego zdania. – Będzie dużo bardziej samodzielnym prezydentem, niż się uważa. Oprze się raczej na ludziach spoza Platformy – uważa Jarosław Gowin (PO).
– Ma duże doświadczenie. Był przecież ministrem obrony, jako marszałek Sejmu spotykał się ze swoimi odpowiednikami z innych parlamentów. To mu pomoże – twierdzi Lisek.
– Pałac Prezydencki to wymarzone miejsce dla Bronka – mówi z kolei jeden z jego byłych kolegów z PO. – On zawsze starał się zbytnio nie przemęczać, ale przy tym lubił ten cały blichtr związany ze sprawowaniem władzy. Jako prezydent będzie miał tego pod dostatkiem.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA