fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

MŚ 2010 - RPA

Uniwersalny żołnierz Maradony

Javier Mascherano ma 26 lat i dwa złote medale olimpijskie /fot: IVAN ALVARADO
Reuters
Javier Mascherano. Bez tego piłkarza nie byłoby awansu. Argentyna gra w sobotę w ćwierćfinale z Niemcami
Jego gra zachwyca tylko tych, którzy doceniają piękno odbiorów piłki, przechwytów i podań niedecydujących, ale nadających pożądany kierunek akcjom. Potem, kiedy już piłka znajdzie się w strefie oczyszczonej z przeciwników, do akcji wkraczają artyści – Leo Messi czy Gonzalo Higuain.
Taki już los defensywnych pomocników, że błyszczeć nigdy nie będą, ale bez dobrego gracza na tej pozycji drużyna nie istnieje, zwłaszcza taka jak Argentyna Diego Maradony, gdzie siłą jest atak, a artyści w czasie meczu wpadają w szał tworzenia. Ktoś musi nad nimi czuwać i sklejać rwane akcje, a w razie czego naprawiać błędy.
Nic dziwnego, że pierwszą rzeczą, jaką Maradona zrobił, gdy został selekcjonerem, było mianowanie “el Jefecito” (małego szefa) kapitanem drużyny. – Chcę, żeby nim był, bo uważam, że jest najbliższy temu, jak ja traktowałem grę w narodowej drużynie: harówka, oddanie, profesjonalizm i koleżeństwo – zapowiadał. To była propozycja nie do odrzucenia, a kiedy Mascherano ją przyjął, dokonała się symboliczna zmiana. Javiera Zanettiego – też gracza niewidzialnego, zastąpił inny duch. Zanettiemu nie pomogło nawet wygranie Ligi Mistrzów. Maradona wiedział, że na mundial go nie zabierze. Dwa grzyby w barszczu mu niepotrzebne.
Maradona jest z Mascherano dumny i od niego zaczyna ustalanie składu, choć nie wypada mu się do tego przyznawać, gdy w drużynie ma Messiego, Higuaina, Carlosa Teveza czy Sergio Aguero. Mascherano jest trochę jak młodszy syn wielkiego króla. Nie ma szans na sukcesję, więc pozostaje mu wierna służba albo bunt, ale do buntu jest niezdolny. Gdy Maradona ściska się z piłkarzami w czasie meczu, on stoi z boku, bo bramek nie strzela.
W blasku grzeją się inni. To Messi będzie sukcesorem Diego. Teveza wszyscy kochają, bo pochodzi z biednej dzielnicy i nie zna słowa „kompromis”, a Aguero jest zięciem Maradony.
Kapitan Argentyny to też marzenie trenera takiego jak Rafael Benitez – chcącego, by piłkarze biegali po liniach wytyczonych przez niego. Kiedy Mascherano przybył do Europy i zakotwiczył ze swoim przyjacielem Tevezem w West Hamie, Benitez niemal natychmiast zgłosił się po niego.
Mascherano z trudem wytrzymywał w Londynie, gdzie zaniosły go interesy agencji menedżerskiej Global Soccer Agencies i niemal natychmiast zaczęto go łączyć z silniejszymi klubami. Pierwszy zgłosił się Juventus i kiedy wydawało się, że przeprowadzi się do Włoch, Benitez postanowił działać. Wybrał się do niego, siadł przy stole i jak ojciec synowi tłumaczył, jaką rolę wyznaczył mu w drużynie, obok Stevena Gerrarda i Xabiego Alonso. Mascherano dał się przekonać i od tego czasu nigdy nie zawiódł Beniteza.
Nawet w finale Ligi Mistrzów 2007, gdy lepszy był Milan, to Argentyńczyk był jednym z najlepszych na boisku.
Benitez chce go mieć znowu u siebie, tym razem w Interze, a Mascherano zapowiada, że uczy się włoskiego. Może znowu spotka się tam z Xabim Alonso, bo Benitez za oddanie do Realu Maicona zażyczył sobie m.in. reprezentanta Hiszpanii. Alonso już od dawna jest pod wrażeniem boiskowej dojrzałości Mascherano. – Gra „na zimno”. Nieustannie analizuje sytuację na boisku i wybiera najlepsze rozwiązania – mówi Alonso.
Jednym słowem – Mascherano to idealny człowiek z cienia.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA