fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Rosyjska dusza umiera

Boris Reitschuster, pisarz
Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Boris Reitschuster, niemiecki publicysta, opowiada o 20 latach życia w Moskwie, strachu i niewidocznych ludziach
[b]Ruski survival, czyli miasto na krawędzi[/b] - [link=http://www.rp.pl/artykul/9131,498833_Ruski_survival__czyli_miasto_na_krawedzi.html]recenzja i konkurs dla czytelników[/link]
[b]Uchodzi pan w Rosji za wroga publicznego – ponoć książką o Putinie podpisał pan na siebie wyrok śmierci. Mimo to wciąż pan tam mieszka, a teraz jeszcze wydał "Ruski ekstrem. Jak nauczyłem się kochać Moskwę". Jest pan romantykiem, masochistą czy samobójcą? [/b]
[b]Boris Reitschuster:[/b] Wszystkim po trochu. Dotąd zajmowałem się rosyjską władzą i polityką. Często pytano mnie, jak wytrzymuję w tym strasznym kraju. Dlatego chciałem opowiedzieć o życiu, jego dobrych aspektach. Wprawdzie tytuł mówi o kochaniu, ale wielu Rosjan i tak uznałoby tę książkę za zbyt krytyczną. W myśl powiedzenia Puszkina: "Mnie w Rosji wolno krytykować wszystko, bo to moja ojczyzna. Ale obcokrajowcowi tego nie wolno".
[b]Poprzednie książki były ponure i pełne grozy. Ta jest dowcipna i lekka. Pana zdaniem istnieją dwie Rosje? [/b]
Inaczej – w Rosji istnieją dwie rzeczywistości: ta kremlowska, propagandowa, oraz ta prawdziwa. Nie opisuję dwóch różnych światów, ale ich relacje. Polityka i administracja wdzierają się w codzienność, utrudniają ją. Rosjanie przezwyciężają przeszkody poczuciem humoru.
[b] Ale czy śmiech nie jest tylko rewersem rozpaczy i beznadziei? [/b]
Gdy Rosjanin się uśmiecha, stoi na granicy płaczu. Bo rzeczywistość wcale nie jest śmieszna. Istnieją trzy sposoby radzenia sobie z nią: można pić, postradać zmysły albo się śmiać.
[b]Obserwuje pan ludzkie cierpienie, a sam zawsze może wrócić do Niemiec. [/b]
To prawda, ale jako obcokrajowiec mam nie tylko przywileje, ponoszę też ryzyko. Rosjanie wiedzą, jak sobie radzić z wrogością administracji, a ja jestem bliski załamania psychicznego. Kilka godzin na posterunku policji bez wyjaśnień to ogromny stres.
[b]Boi się pan o życie? [/b]
Groźby pojawiają się regularnie, ale trudno ocenić, jak poważnie mam je traktować. Śmierć Anny Politkowskiej uświadomiła mi, że niebezpieczeństwo jest realne. Byłem aresztowany i bity przez milicję, zostałem też umyślnie potrącony przez milicyjny samochód. Interwencje ambasady Niemiec nie miały skutków prawnych. Śledztwa nie było. Rosja wysyła jasny sygnał: możemy robić z dziennikarzami, co chcemy. Na państwowych portalach jestem nazywany Goebbelsem, żydowską świnią, synem nazisty. Ale oczywiście rosyjscy autorzy, którzy krytykują władze, podejmują dużo większe ryzyko.
[b]Czy Rosjanie wiedzą, co pan o nich pisze? [/b]
Nie istnieję tam jako autor. Powiedziano mi, że jeśli którakolwiek z książek ukaże się po rosyjsku, moja sytuacja "radykalnie się zmieni". Próbowałem znaleźć wydawcę, także w opozycyjnych oficynach, ale nikt się nie zdecydował. Bali się.
[b]Jaki sens ma pisanie o współczesnej Rosji, skoro nie może pan dotrzeć do jej mieszkańców? [/b]
Myślę inaczej: zagraniczny korespondent nie ma prawa mówić Rosjanom, jak żyć. Zwłaszcza jako Niemiec powinienem wykazywać delikatność. Chcę pokazywać Niemcom i Europejczykom, co się dzieje w Rosji. Gerhard Schroeder twierdzi, że panuje tam wzorowa demokracja. Ja piszę, jak jest naprawdę.
[b]Jak pan tłumaczy zamiłowanie Rosjan do silnej władzy? [/b]
W czasach pieriestrojki byli zachwyceni nowym modelem politycznym, chcieli żyć na wzór Zachodu. Rabunkowy kapitalizm ich rozczarował. Okazał się kryptofeudalizmem i przekleństwem. Wrócili więc do starych tradycji władzy tatarsko-carsko-sowieckiej. Teraz marzą o ładzie i odzyskaniu dominacji w świecie. Kłopot w tym, że ich zdaniem można to osiągnąć wyłącznie poprzez autorytarną władzę.
[b]Skąd pana miłosny stosunek do Rosji? Pańskie imię wywodzi się z Mongolii. Wschód był przeznaczeniem? [/b]
Moja babcia uwielbiała Borysa Pasternaka i chciała tak nazwać już dwóch moich starszych braci, ale tata się opierał, bo była "zimna wojna i zła atmosfera". Szybko zacząłem czytać Pasternaka i Dostojewskiego. Jako 17-latek pojechałem na wymianę młodzieży, zakochałem się po uszy. W 1990 roku, po maturze, wziąłem dwie walizki i przeniosłem się do Moskwy, choć wszyscy mówili, że tam panuje głód.
[b] Co pan zastał? [/b]
Niezwykle serdecznych ludzi. I opustoszałe sklepy. Litr mleka to była dzika radość. Mieszkałem u rosyjskiej rodziny na przedmieściach. On był kwartalnym pijakiem, co trzy miesiące wpadał w cug. Przychodził w nocy, chciał pieniędzy i wódki. Ona zabraniała mu pić, krzyczała. Byłem świadkiem dramatycznych scen, wielkich wahań emocjonalnych. Dla Niemca taka sinusoida to szok.
[b]Dlaczego pan został? [/b]
Byłem zafascynowany intensywnością przeżyć, ciągłymi zmianami. W porównaniu z rosyjską dżunglą Niemcy to uporządkowany i nudny ogród zoologiczny. Rosję kochać trudno; kiedy widzę tych bezczelnych nowobogackich Rosjan, czuję, że dłużej nie wytrzymam. Ale jest inna Rosja – zwykli pracownicy, sprzątaczki, cudowni, uczciwi i niewidoczni ludzie. Właśnie ich chciałem pokazać w nowej książce.
[b]Jak zmieniła się Moskwa od pana przyjazdu? [/b]
To zupełnie nowe miasto, nowy świat. Basen dla bezwzględnych rekinów. Pokochałem Moskwę, bo królowała w niej rosyjska dusza, której dziś grozi wymarcie. Widzę to u moich przyjaciół – coraz mniej duszy, coraz więcej dolarów.
[i]rozmawiała Paulina Wilk[/i]
[ramka] [b]SYLWETKA
Boris Reitschuster
pisarz [/b]
Ma 39 lat, jest niemieckim dziennikarzem i publicystą, szefem rosyjskiej redakcji magazynu „Focus”. Od 20 lat mieszka w Moskwie, napisał pięć książek o współczesnej Rosji, wśród nich: „Władimir Putin. Dokąd poprowadzi Rosję”, „Demokratura Putina. Jak Kreml uczy Zachód lęku” oraz „Nowy władca Rosji” o prezydenturze Dmitrija Miedwiediewa. W Rosji krytykowany i atakowany, w Niemczech otrzymuje nagrody, m.in. medal Theodora Heussa. Żonę, Rosjankę, poznał w Polsce.
[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA